26 czerwca 2018

Gnijcie

Należy się wam. Obecna sytuacja polityczno-sportowa pokazuje jak maleńcy jesteśmy w obliczu porażki. Każdy by zrobił lepiej. Szkoda, że tego nie robi.

Dziś jedząc kaszę z boczkiem i kefirem (polskie danie chłopskie, +10 do lokalnego patriotyzmu) pomyślałam sobie, że Polacy zasługują na wszystko co złe. Należy im się przegrana, należą im się wszystkie możliwe klęski i patologie. My, Polacy, zasługujemy na złe traktowanie. To za pis, za kosciół, za 500+, za debili, za wszystkowiedzących januszy. Za naszą pierdoloną mentalność, ksenofobie, rasizm, brak elementarnego szacunku wobec innych. Porządne lanie, wpierdol, meteoryt o średnicy 649 km który spada idealnie na Łódź i niszczy kraj od wschodu po zachód.

Za to, jacy jesteśmy należy się nam wszystko co mamy. Gdybyśmy byli inni to mielibyśmy co innego. Na szczęście jesteśmy jacy jesteśmy i mamy to na co zasługujemy.

Wszyscy tutaj zgnijemy.

10 maja 2018

Samotność

..to taka straszna trwoga" śpiewał Ryszard III Waza. I miał trochę racji, nawet trochę bardzo.

Czuję się samotna i jest mi z tym źle. Dawno się z nikim nie spotkałam, dawno nikt nie dał mi powodu by czuć się atrakcyjną. Jestem jak te kwiatki na parapecie co od dwóch tygodni suche stoją - tylko ja dłużej stoję. Z jednej strony pragnę towarzystwa, z drugiej zaś, nie jestem w stanie za długo wytrzymać. U koleżanki więcej gadałam do psa niż do ludzi (beka xD). No i właśnie. Tak podczas jednej z samotnych i deszczowych nocy wyciągnęłam telefon i odblokowałam chłopaka z którym spotkałam się RAZ, DWA lata temu. Nawet się nie całowaliśmy ani nic. Chciał tylko u mnie pomieszkać. Ale jakoś fajnie mi się z nim rozmawiało i teraz mi się tak przypomniał. Podobał mi się. Ja jemu tak średnio bo dalej jestem #teamczipsy ale to też już coraz rzadziej. Ładny jest, ma ładne łapki i brodę i miłą fizjonomię, ale niestety jest wolnym duchem, dużo podróżuje i szuka swojego miejsca na ziemi. Może teraz jakbyśmy się spotkali to po prostu uderzyłabym z nim w ślinę (pewnie nie ale w mojej głowie jestem na to wystarczająco odważna). Nie wykorzystałam jego wizerunku w celach erotycznych - broń Boże. Po prostu patrzyłam na niego, a łzy leciały mi na poduszkę - typowy czwartek w harlekinie. Niby jest mi dobrze, ale trochę mi jest źle. Teraz na pewno wyglądam trochę lepiej - ładnie się umiem pomalować, czasem uda mi się kupić coś, w czym wyglądam dobrze ale wciąż do Blake Lively albo do Eda Sheraana mi daleko (do Eda bliżej).

No właśnie. Przyjęli do nas do roboty jakiegoś dziada(średni 4/10 typowy informatyk). Dziś jak byłam w pracy i jurnym krokiem zmierzałam do pracowniczej kuchni po napoje, kanapki i cukierki to przyczaiłam go że mi się przygląda. Albo jestem taka hot czika (nie cziken) albo kojarzy mnie z jakiegoś forum dla wędkarzy. No nie wiem. Czasem wyglądam dobrze i to przyciąga te osoby, które akurat w moje dekorum nie wpadają. Taki paradoks - za piękna dla brzydkich, za brzydka dla pięknych. Jak żyć, drogie Bravo?

No właśnie. Jest mi tak źle a mam w sobie tyle miłości do oddania. Za ochłap człowieczeństwa i akceptacji dam wszystko. Boże, choć chwilę ciepła i czułości. Chwilę. Nie wiem czym sobie zasłużyłam na tę samotność? Za co to więzienie?

Wiadomo - lepiej nie mieć loszka niż tkwić w jakimś toksycznym związku ale jak mogę, mając 24 (niestety niedługo) lata umieć obsługiwać mężczyznę a co dopiero ludzi nie mając z nimi kontaktu? Jestem jak wilk z lasu.

Sam sobie sterem, wędkarzem i rybą.

16 kwietnia 2018

Wiosna 2018

Tradycja to tradycja. Zamiast robić podsumowanie jak normalny człowiek pod koniec roku, podsumowanie robi się na wiosnę.

Magisterka zbliża się wielkimi krokami. Wbrew temu co myślą moi rodzice nie jest najgorzej i po konsultacji z Panem profesorem w połowie maja będę porobiona. Prawdopodobnie a to oznacza obronę w lipcu lub jeszcze w czerwcu. Ok. Trochę się pokłóciłam z ojcem na ten temat, bo powiedział mi, że jak nie zdam mgr do lipca to będę musiała mu oddać hajs za te dwa lata co dostawałam 500 zł co miesiąc. Wiem, że chciał się na mnie wyżyć bo loszka mojego brata wisi mu gruby hajs i zamiast mu go oddać to sobie kupuje pieski i kotki (z hodowli). Nie pozwolę sobie, żeby ktoś mi wchodził na głowę. Kazałam mu "Pierdolić się" (dosłownie) i w sumie od początku świąt nie odzywam się do niego.

W korpo średnio. Coś się tam pojebało i mamy mały armagedon. Z każdej strony czeka na mnie opierdol. Czego nie zrobię jest źle. Co z tego, że dali nam 400 zł premii? Szefowa tego burdelu ma case na iphone za 1000$ (Luis Vuitton) a dała mi 400 zł. Na waciki? Po wypłacie byłam na zakupach ale nic sobie nie kupiłam i to tylko powiększyło frustracje dnia codziennego. Niby miał być spokój w ciągu miesiąca ale chyba coś nie pykło. Do lipca nie wygrzebiemy się z tego gówna i prawdopodobnie niedługo będzie upadłość tego kołchozu. Nawet mnie to cieszy, bo czuję w sobie coraz mocniejsze ciągoty eskapistyczne. Tak pierdolnąć tym wszystkim i wyjechać. Niekoniecznie w Bieszczady ale celuję w jakieś odległe i ciut egzotyczne miejsce. Może Japonia? Nawet nie lubię sushi i nie miałabym tam co jeść ale brzmi wyjątkowo daleko, żebym mogła zacząć mieć inne problemy. Zastąpić jedne problemy innymi na drugim końcu świata - tak trzeba żyć.
A tak serio to rozważam wyjazd do Włoch/Austrii/Szwajcarii. Pisać maile mogę wszędzie a jak mogę je pisać przy prawdziwej włoskiej pizzy to wiadomo, co wybiorę.

Odkryłam, że K. mnie nienawidzi xD. To zabawne, ze przez zazdrość się taka zrobiła. To moja wina, że poszłam do pracy bo mi się nudziło? Jak się dowiedziała, że się przeprowadzam to też się przeprowadziła i na wszelki wypadek ma pokój droższy ode mnie o 200 zł xD. No kurwa. Kto się tak zachowuje. Jak przez 3 lata nie mogłam jeść codziennie na mieście albo nie chodziłam na imprezy bo nie miałam pieniędzy to było ok. Ja pieprzę. Przecież się nie puszczam tylko ciężko pracuję pisząc maile. Skoro mam pieniądze to sobie czasem coś kupię. Rzeczy szanuję i jakoś się to toczy. Zawsze jak gdzieś jadę przywożę jej jakiś drobiazg. Ale nie, najlepiej jest zazdrościć i jeszcze podpierdalać gdzie się da. Coś czuję, że w czerwcu zobaczymy się ostatni raz w życiu.

Ostatnio JM miała urodziny. Zaczęłam składać jej życzenia i miałam tak smutny i pusty głos, że zrobiło mi się trochę głupio. Masz tu urodzinki a dzwoni jakiś dziad i grobowym głosem życzy ci uśmiechu i zadowolenia z życia. Trochę beka. Constansbeka.

Na polu miłosnym jak to na polu miłosnym :^)

Sucho jak na pustyni.

A tak serio to po serii porażek z 2016 dalej mam przerwę od loszków. Trochę mi to zbrzydło takie na siłę umawianie się. Miałam parę razy tindera ale nie skończyło się to nawet kawusią. Nie wiem czy to ja straciłam już siłę i cierpliwość czy po prostu typiarze w interesującym mnie przedziale wiekowym to po prostu debile. Albo tylko ci na tinderze to debile? Przecież nie umówię się z 40 letnim dziadem bo wiadomo o co mu będzie chodziło. Stary kawaler, korzystający z życia i ja - czyli ja. Nie mam siły na dłuższe rozmowy. Nawet jak jadę blabla to po 5 minutach nie mam siły już więcej gadać. Nawet nie mam siły udawać, że mnie to interesuje. Szybko się męczę i długo zasypiam. Nawet nie mam krasza, żeby o nim myśleć przed snem. Niby taki spokój ale przed dużą burzą.

Wróżka z tamtego roku trochę mnie oszukała. Miało być dwóch loszków we wrześniu a nie było ani jednego. 50 zł poszło się paść

Myślę, że idealnie grube kreski eyelinerem nie są w stanie ratować tej twarzy. Myślałam o jakiś sztucznych rzęsach, by jeszcze bardziej zamaskować tę tragedię ale nie mam już siły. Do czerwca się poddaję. Tylko pytanie czy w czerwcu podejmę rękawicę od życia.

Przestałam ostatnio też jeść i gotować. Nawet na regularne posiłki nie mam siły. Czasem tak siedzę 11-12 godzin bez jedzenia. Czipsy też mi przestały smakować. A jeśli czipsy mi przestały smakować to już jest coś na rzeczy. Myślę że mam już tak bardzo umęczoną twarz, że wszyscy wokół wiedzą, że albo ja jebnę tym wszystkim albo to wszystko jebnie mną. Ostatnio laska z pracy pytała mi się czy się zwalniam. Nie mam na razie na to siły. Niby na LinkedIn piszą do mnie jakieś lambadziary z pracą ale jest to korpo, a ja nie mam siły na korpo. Myślałam, że nie można byc już bardziej martwym w środku, ale jednak się da. Jedyne co mnie cieszy to pieski spotykane na ulicy.

Z jednej strony bardzo się bronię przed wszystkim z drugiej przelizałabym się z jakimś nawet-takim-sobie loszkiem.


No i znowu płaczę codziennie. Ale to jest taki standard na wiosnę.

Coś się tam zawsze dzieje.

Do zobaczenia za parę miesięcy.