16 czerwca 2011

Najważniejsze, by przyznać, że ma się problem

Dzień zaczynam od Kornflejksów z zimnym mlekiem. Bo nie lubię ciepłego, bo rzygać mi się chce. Potem herbatka z sokiem malinowym, szuru-buru, uszy, oczy, zęby i już w koszulce z Dip Parpl zmierzam w stronę Lidla. Kolejny dzień opierdalania się. Obczajam promocję, czy nie ma tańszego mięsa, a tu tylko lody z zeszłego roku, jakieś klapki, co w nich nikt nie chce chodzić i szalone wysłanniczki ojca R. Głośniki są fajne w Lidlu jak jeszcze 2 dni temu były za 59.90 tak teraz 16% w dół i 49.90. Przynajmniej tak pisali na ulotce. By nie wyjść na nieasertywną zawinęłam czipsy i puszkę Pepsi za co mnie skasowali 2.98, 2 grosiki wydali reszty, jakoby miało się na przyszłość przydać. Najlepiej się rozkminia życie przy piwie, ale tak jakby to ja nie piję, więc wzięłam pepsi. Też ma bąbelki.

Choć, gdybym mogła piwo pić, to problem bym miała, czy Brackie, czy Porter, choć Heineken też ok. To jest mój pierwszy problem. Zaraz za nim jest brak asertywności. A potem... potem jest już tylko czarna bezdenna otchłań. Nic z tym nie zrobię. Sorry Mała, taki lajf.

W życiu mam ogólnie wiele problemów i wad i schiz ale zmierzam wybrać się do psychologa, może mi pomoże, albo po prostu będzie z kim porozmawiać. Właśnie mi się przypomniało, że ludzie mówią, że mam w sobie za dużo negatywnych emocji. Ogólnie to ja jestem złym człowiekiem. Chyba. Przynajmniej na takiego zakrawam. Chyba. I nie umiem powiedzieć jak się czuję. Żyję, to raczej dobrze. Chyba.