23 września 2011

Mały Terrorysta

Jest ciepło. I słonecznie. I coś za ładnie. I rok szkolny. I właśnie z tego powodu postanowiłam przejść się po okolicy (dobra, po mieście). Takie małe sprawdzenie terenu, kto z kim chodzi, kto teraz rządzi na dzielni czy kto ostatnio wprowadził się do mieszkania naprzeciwko. Wszystko to, choć mało interesujące, zawsze jest wspaniałym powodem do plotek z sąsiadkami w kolejce po bułki.

Przechodząc tak przez park w którym planowałam zrobić sobie małą sjestę pijąc pepsi zakupione w Tesco, Ale najpierw chciałam zobaczyć czy nie ma żadnych ćpunów czy dziwnych "par" zabawiających się ku odrazie babć i degeneracji dzieci w okolicy, zauważyłam babcię ze swoim grubciowatym wnukiem na spacerze. Sam fakt dziesięciolatka na "wieczornym" spacerze zaintrygował mnie. No cholera! Muszę iść! I nie żałowałam.

Z donośnym głosem, z idealnym rytmem i z niebywałą pasją rozkazywał swojej babci. Gdyby był starszy i miał mundur idealnie nadawałby się na jednego z oficerów SS, teraz pewnie miałby wszystkie odznaczenia w HitlerJugend. Oprócz jednej. Ale to taki mało ważny szczegół. Nie zazdroszczę rodzicom takiego dziecka. Wychowali rozpieszczonego grubaska. Gardzę takimi dziećmi, które nie rozumieją że są też inne dzieci na osiedlu. I nie lubię sytuacji takich jak ta.

Mały terrorysta: Babcia daj ciastko!
Babcia: Kamilku nie mam już ciastek. Wszystkie zjadłeś.
Mały terrorysta: (płaczliwie) Ale ja chcę ciastko!
Babcia: Mówiłam ci, że nie mam ciastek! Poza tym jest już późno i nie powinieneś jeść ciastek!
Mały terrorysta: ALE. JA. CHCĘ. CIASTKO!
Babcia: Nie mam ciastek
Mały terrorysta: Ciaaaaaaaaastko (zaczął płakać)
Babcia: No dobrze Kamilku już idziemy do domu, to ci kupię ciastko




Oddasz?