6 lipca 2012

Nikt nie podjeżdżał, oprócz kierowców autobusów, którzy mieli nadzieję, że się dosiądzie

To było jedno z tych letnich piątkowych popołudni, kiedy wiedziała, że tego wieczora przyjdzie jej zaszaleć jedynie grając w Chińczyka. Nie zwracając uwagi na wygląd i ubiór wyszła po 20 z domu mając nadzieję na coś, co się nigdy nie wydarzy. Nawet nie wiedziała w którą stronę iść, by czuć pełne spełnienie i zadowolenie.

Do porozumienia doszła dopiero siadając z puszką Sprite na przystanku. Dwie godziny później dalej siedziała, choć Sprite nie był już tak fantastycznie zimny i musujący jak zaraz po otwarciu. Liczyła samochody, i szukała kogoś, kogo zna, kto by siedział w tym samochodzie. Żeby podjechał i zapytał czy idzie z nimi na imprezę. Ale nikt nie podjeżdżał, oprócz kierowców autobusów, którzy mieli nadzieję, że się dosiądzie. Wielu ich przejechało, nawet po dwa razy. Nie skusiła się, taka była asertywna. A może jej się nie chciało? Patrzyła do wnętrz autobusów, by odnaleźć znajomą twarz. Niestety. Dopiero gdy dopiła napój i wyrzuciła go z krótkim "haha" (które nie było nawet śmiechem lecz wewnętrznym chichem) robiąc przy tym koślawy piruet, poczuła że "chłopiec, któremu oddałaby serce" dziwnie na nią patrzy. I to od dłuższej chwili. Poszła do domu, nie bacząc na dziwne zaczepki ze strony osiedlowych dresów. Zapuściła Pink Floydów i poszła spać. Chłopiec siedział dalej samotnie, marząc o niej.

Przynajmniej miała nadzieję na to, że on tak myśli.