30 marca 2012

Nie żyję i mam się dobrze

Każdy kolejny dzień podobny jest do poprzedniego. Wszystko zlewa się w wielokolorową plamę, którą zwykłam zostawiać w łazience po obiedzie. Ograniczam wszystko co mogę. Ruchy, ciężar jak niosę do szkoły, wiedzę, która jest mi potrzebna. Boję się, że nie zdam matury, a to już za rok. Nie wiem jak ją zdam, skoro nie wiem co chcę robić w życiu. Najłatwiejszą opcją byłoby pójście na anglistykę, wszak angielskim władam dobrze, nawet piosenki sama układam (bo taka ze mnie wrażliwa i artystyczna dusza), ale nie są to jakieś górnolotne frazy z przekazem.

Ograniczam jedzenie i picie. Nie biorę już bułki do szkoły, mijam ludzi z obojętnością, nie doszukując się w nich znajomej twarzy. Ograniczyłam wydawanie pieniędzy, bo te przeznaczam jedynie na masowe środki transportu. Ograniczyłam życie, ilość słów wypowiadanych do ludzi i zwierząt, zwykłam je nawet liczyć, by po godzinie zapomnieć na jakiej liczbie stanęło i zacząć od początku. Ograniczyłam rozmowy i czynności życiowe. Jedyną rzeczą jakiej nie ograniczam jest sen. Jego długość znacznie wydłużyłam. Kładę się o 8 czy 9, budzę się o 4 i tak przez następne 2 godziny rozmyślam jak bardzo jestem samotna. Czasem popłakuję, ale cicho, tak by nikt nie słyszał. Nie odwiedzam fejsa, nie składam życzeń, nie odpowiadam na nieistniejące zaczepki, pocztę rzadko czytam, i tak przychodzą reklamy. Telewizji nie oglądam, nie czytam gazet, nie wiem kto wygrał wybory, nie chodzę do kina, nie oglądam ambitnych filmów, słucham chujowej muzyki, w domu jem tylko budyń.

Menele i cyganie nie zaczepiają mnie już na dworcach, jesteśmy prawie jak rodzina.

16 marca 2012

Mamisynek

Oto jest Tomek. Ma ponad 30 lat, lubi muzykę klasyczną, kotlety schabowe, pracuje jako nauczyciel i mieszka z mamą. A oto pani Teresa, mama Tomka. Syna kocha nad życie i zrobi wszystko by było mu dobrze. Ale ostatnio coś zaczęło się między nimi psuć. NO dobrze może nie miedzy nimi, ale pani Teresa przeraziła się niezmiernie gdy jej syn oznajmił, że ma dziewczynę!

Totalny szok jaki ogarnął jej stare ciało był porażający. JEJ. KOCHANY. SYNEK. KOCHA. INNĄ. KOBIETĘ?

To NIEMOŻLIWE!

A jednak!
Pomimo 30 lat starań pani Teresy, jej wylanego potu nad pierożkami, jej pociętych palców przy obieraniu warzyw, bo zbilansowana dieta to podstawa jej syn tak beztrosko oznajmia jej, że ma dziewczynę a na dodatek młodszą! Przecież ona nie ma żadnego doświadczenia! Ani w kuchni, ani w życiu! A w łóżku to pewnie dobra jest bo ubiera się jak pannica spod latarni. Bo która kobieta będzie wiedziała jak przyprawić rosołek dla jej Tomeczka? Bo która kobieta będzie wiedziała jak posegregować mu skarpetki? Żadna.
Tylko jego matka.



Co gorsza, Tomek stwierdził, że chce z nią zamieszkać (z dziewczyną). Toż to skaranie boskie! Tak bez ślubu?! Bóg się na was pogniewa! Co ty w niej widzisz człowieku. Nie jest jakaś specjalna, taka chuderlawa, zaraz ja wiatr porwie, a ty musisz mieć porządna dziewczynę. A nie jakieś byle co! Spójrz na córkę Kowalskiej spod 8 ona taka ładna, zadbana, wykształcona! W szkole dzieci uczy matematyki! I w niedzielę zawsze na 11 jest w kościele! A ta twoja?! Bez boga chcecie żyć! Ot co! A Bez Boga ani do proga! Co sobie ludzie o was pomyślą?! Bezbożnicy!

To takie smutne. Jej jedyny syn opuszcza swoją matkę dla innej kobiety!



Tomek jak powiedział, tak zrobił. Zranił matkę niezmiernie. Zamieszkał ze swoją dziewczyną. A pani Teresa, dmuchając i chuchając na synka, by mu się nic nie stało robiła wszystko, by o niej nie zapomniał. Przychodzili z dziewczyną co niedzielę na obiad. Bo domowe jest lepsze niż takie "z restauracji". Przychodzili i rozmawiali o życiu a w szczególności o Bogu. Dlaczego jest on tak ważny w dzisiejszym świecie. Ale dziewczyna Tomka jest agnostyczką. Co wprawiło panią Teresę w osłupienie. Jak To?! To jak wy chcecie żyć?! Tomek zgodnie z dziewczyną odpowiadają, że chcą wziąć ślub cywilny. A gdzie przysięga przed Bogiem? To jest najważniejsze. A jak dziecko wychowacie?! Też bez Boga? Będą się z niego śmiali, że rodzice ślubu nie mają, że bękarta chowają. O dziecku nie myślą na razie.

Najważniejsze jest teraz znalezienie większego mieszkania. Pani Teresa posunęła się do ostateczności i zaproponowała im wspólne mieszkanie. Jest duże, ona cały czas w domu, dziecka może pilnować. Coś o tym dziecku za dużo mówi. Czyżby zmieniła swoje nastawienie do "NIEJ"? Tej która odebrała jej syna? Nie... to był tylko początek niecnego planu pani Teresy. Tomek wrócił do domu, ale wprowadził też ją- Anitę. Na początku było wszystko fajnie. Obiad na stole, rodzinna atmosfera, ciasto na niedzielę. Ale wszystko zaczęło się psuć, kiedy Anita oznajmiała, że do kościoła nie idzie. Jak to nie wierzysz w Boga?! Musisz wierzyć! Wszyscy wierzą! Na nic zdały się tłumaczenia, że Anita nie wierzy i już. Owszem, wychowała się w katolickiej rodzinie, ale nie wierzy w Boga. Koniec. Kropka. Nie pomogły rozmowy z duszpasterzem, głośne wieczorne modły pani Teresy w pokoju czy, coraz częstsze, komentarze na temat Anity.

Sielanka się skończyła. Czas na desant. It's showtime! -powiedziała pani Teresa, przyodziewając moherowy beret i wyruszając na spotkanie kółka różańcowego. Jeszcze się pokłócą z Anitą i tyle będzie z ich wspólnego mieszkania. Ona już o to zadba. I zadbała, nawet za dobrze. Codziennie raczyła Anitę jakimś komentarzem dotyczącym jej ubioru (że za krótka kurtka, że za duży dekolt), sylwetki (że za chuda, za małe cycki "No jak ty dziecko tym wykarmisz!"), sposobu życia("Bez boga ani do proga!" czy "Jak to mięsa nie jesz? Musisz jeść, bo szkapa jesteś") i jej licznych znajomych ("Co to był za chłopak, A Tomek go zna?"). Anita żaliła się na mamę Tomka, a ten tłumaczył, że ona się po prostu o nią martwi. Na domiar złego Anita straciła pracę i musiała cały dzień siedzieć w domu. Teraz zaczęła się ostra jazda bez trzymanki. Że leń z niej, że nie umie gotować, że Tomka zniszczy i tylko czeka aż ona umrze, żeby dom sprzedać i wyjechać. Anita płacze, a pani Terasa że mazgaj z niej. Anita w chwili słabości wygarnęła jej co o niej myśli. Starą aż przytkało, a potem bez pospiechu kazała się jej wynosić. Zadzwoniła do Tomka i opowiedziała mu, o Anicie. Tomek wrócił z pracy. Zaczęli się wszyscy kłócić.

A czyją stronę objął Tomek? MATKI. Czego by jego matka nie powiedziała to ona ma rację. Tomek usłyszał o znajomym Anity, że pijak i był u niej kilka razy i pewnie Anita go zdradza, na nic się zdały tłumaczenia, że ten chłopak to jej kuzyn. To był jej kochanek i basta. Tak mówi pani Teresa-Tak ma być. Anita z płaczem wyprowadziła się od nich. Życie pani Teresy i Tomka wróciło do normy. Tomek przeprosił Anitę, za matkę ale stwierdził, że kocha ją i nie może jej zostawić, bo to jego matka. Pani Teresa dalej gotuje obiadki Tomkowi, pierze jego skarpetki i usilnie próbuje zeswatać go z córką Kowalskiej.



Czy Anita czekać będzie na Tomka, aż "jej" teściowa umrze?
Nie wiem, ale Tomek nigdy nie będzie szczęśliwy, chyba że z córką Kowalskiej spod 8. Bo ona co niedzielę do kościoła chodzi. I też uczy dzieci. Ach... zapomniałabym że jest straszną feministką i Tomkiem gardzi, tak samo jak jego matką.

2 marca 2012

Gdy prawa ręka swędzi to wcale nie znaczy, że poznasz miłość swojego życia

Od wieków w naszym ukochanym zaściankowym kraju krąży wiele irracjonalnych i zabobonnych przesądów dotyczących życia, miłości, przyszłosci czy przyszłego męża. Z pokolenia na pokolenie widać że ludzie albo mają niższe IQ albo wierzą w przesądy tak mocno, jak w wygraną w lotka (tak, na pewno kiedyś wygracie. Okrągły milion). Jestem brutalna. Prawda również. A brutalna prawda od brutalnego człowieka boli bardzo bardzo. Aż za bardzo. Na prawdę sądzicie że jeśli swędzi was lewa ręka, to na pieniądze? A prawa na znajomości?

GÓWNO PRAWDA!

Otóż, od dłuższego czasu swędziała mnie ręka, by nie być gołosłownym to powiem, że prawa. A jak prawą ręką się witamy, to z pewnością przyjdzie nam poznać kogoś nowego, bo witać się będziemy. A nuż, będzie to prezydent czy perkusista Andrzej! Ważne, że będziemy wśród ludzi i powinniśmy zażyć więcej leków przeciwdepresyjnych. To się przygotowałam, rękę umyłam, zupę lewą jadłam, żeby nie zaplamić rękawa, nie przeciążyć prawej ręki. A tu co? Gówno właśnie. Albowiem nikogo nie witałam, nikogo nie poznałam, nikt ręki nie wyciągnął. Nawet po pieniądze. (aż dziw bierze)

MIT OBALONY.

PS. Coś za dużo zjadłam pomidorów i żem sokiem pomarańcznym przepiła to mi ta cholera znów wyskoczyła na ręce, czerwona taka jak szatan, wysypka swędząca.