18 września 2013

Jak się zabić? Praktyczny poradnik.

Rzucił cię chłopak, jesteś gruby, masz pryszcze, ojciec nie chce zabulić za nowego iPhone'a a mama nie dała na nowe GTA V? Nic straconego. Mały szantaż emocjonalny jeszcze nikogo nie zabił. A jak zabił, to znaczy, że nie chodziło o nowe Airmaxy. Samobójstwo to sztuka, co potwierdzają Japończycy, którzy ze zwyczajnego seppuku uczynili pewnego rodzaju rytuał. Oczywiście w Kraju Kwitnącej Wiśni najwięcej samobójstw popełnianych jest w formie banalnego skoku z okna miejsca pracy. To najprostsza opcja, nie do końca skuteczna, ale zawsze jakiś efekt zaskoczenia jest. W jaki sposób mieć 100% powodzenia? To już po przerwie na reklamę i siku.

Tabsy i alko
Najbardziej banalna i pierwsza próba samobójcza, którą znam z piosenki Łzów "Opowiem wam jej historię". Ostatni rok wakacji w przedszkolu, rok 2000, okna otworzone, a my jedziemy starym Mitsubishi nad morze. Wiatr rozwiewa nam włosy i przewiewa łokcie, a w głośnikach dudni zawodzenie Ani Wyszkoni. Czy mogło być piękniej? Tak, mogliśmy stanąć na popas w McDonaldzie. Okazuje się bowiem, że zapomniałam z domu wiaderka, grabek, sitka i foremek. Płacz i zgrzytanie zębów. Kurwa, zamiast lansować się na wybrzeżu z nową foremką to ja w płacz. I wtedy narodziło się uczucie beznadziejności, które towarzyszy mi po dziś dzień. Jako naczelny lekoman i nadworny alkoholik jestem odporna na wstrząśniecie i mieszanie. Jeśli wy zamieszacie za mocno, to najwyżej zrobią wam płukanie żołądka. Nic więcej. I dostaniecie opierdol od matki, za rachunek za telefon - bo musieliście się nagrać wszystkim znajomym na pocztę. Opcja dobra dla nieśmiałych i skromnych.

Skok przez płot
Taki jeden też już skakał i został legendą, ale był Bogiem, uświadom to sobie. Był też taki, co skakał i przy okazji zabił jakąś laskę. Była też taka, co jak skoczyła to spadła na maskę samochodu i potem wyszła za mąż za jego właściciela(z wieży Eiffla skakała). Dochodzimy do konkluzji takiej, że jakbyś nie skoczył to i tak zrobisz trochę szumu. I w dodatku ma 33% szans na odnalezienie drugiej połówki, ale musisz wybulić na bilet. Jak masz hajs, i lubisz pewną dozę dramatyzmu, skok z budynku otoczonego gapiami, policją i karetkami jest idealnym miejscem dla ciebie. Oczywiście nie zapomnij powiadomić odpowiednie służby przed aktem końcowym. Najlepiej będzie, jak poprosisz znajomych, żeby to nagrali, może puszczą to w wieczornych faktach.

Lina się przecina
Na życiowej szubienicy wisiałam wiele razy, ale wisielce kojarzą mi się z onanistami w średniowieczu i ponurymi widokami wzdłuż lokalnych dróg XVI-wiecznej Francji. Już jako dziecko uwielbiałam owijać sobie szyję wstążkami, sznurami, gumkami od majtek czy skakanką. Efekt końcowy był taki, że zaczynałam bawić się nożami, gdyż wszystko co długie (nawet torebki z długimi paskami) były zbyt głęboko schowane. Ogólnie nie polecam, bo albo żyrandol nie wytrzyma (tu mam na myśli końcową scenę "Wojny państwa Rose"), albo mama przyniesie wam podwieczorek do pokoju i zapyta czo to za nowa moda z tymi paskami na ryju.

Gaz, gaz, gaz, gaz, gaz, do dechy gaz
Przekleństwa Niewinności, ostatnie scena. Lux (Kirsten Dunst) siedzi w samochodzie. Policjanci otwierają drzwi do garażu, z którego wydobywa się okropny smród. Fajna sprawa, ale tylko na filmach. W swoim nowym mieszkaniu mam kuchenkę gazową, ale zbyt duża ilość gości o każdej porze dnia i nocy przeszkadza mi w wypełnieniu mojego małego marzenia. Może się też przy takim wyczynie, że masz nieszczelne okna i jeszcze wybulisz na wstawianie nowych, albo coś. Rozumiesz, leżysz sobie, myśląc o szkolnej miłości - Grażynie, czekasz aż zacznie ci się kręcić w głowie, a tu lipa. Do tego nie możemy dopuścić. Może być tak, że od smrodu się zrzygasz.

Koka, amfa, meta, koka?
Tym razem Breaking Bad i ukochany Pulp Fiction (Thurman nigdy nie była tak seksowna jak wtedy z zakrwawioną twarzą). Ale i tak nas nie stać na złoty strzał. Nawet, jeśli weźmiemy wszystkie oszczędności babci. Nawet. A jeszcze wam się spodoba! (wiem, co mówię)

Jedziemy... autostopem
Rzucanie się pod pociąg, samochód czy inne środki transportu świadczy jedynie o tandeciarstwie, braku wyczucia estetycznego i narcystycznym egoizmie, bo przecież "Co mnie to obchodzi, że ludzie jadą tym pociągiem do pracy, skoro JA mam ochotę się zabić i zatamować ruch pociągowy na najbliższe kilka godzin" Pociągi jadą tak wolno, że jeśli się rzucisz z mostu na przejazd, to najwyżej złamiesz rękę. A jeśli już wybierzesz jakieś pedolino co pędzi 152 km/h to zważ na to, że nikt nie chce oglądać twoich wnętrzności, chyba że jest lokalnym śledczym, grabarzem czy należy do rodziny Aegypiinae.

Kaczuszka
Naturalnym odruchem, gdy wpadniemy do wody jest rozpaczliwe wydostanie się na powierzchnię. Utonięcie, jako rodzaj śmierci, udaje się jedynie przy pomocy lokalnych gangsterów, gdy za bardzo zabalujemy z dziewczyną lokalnej, polskiej podróbki Vita Corleone w oryginalnym dresie Adidasa. Dodatkową atrakcją są cementowe buty (hit sezonu, bo nikt na dzielni takich nie ma). Z drugiej jednak strony jak można utopić się w lokalnym strumyku? Nie wiem. Boję się salmonelli. Jeżeli bardzo wam zależy na wyglądzie z Avatara i opuchliźnie, to poproście kogoś, kto was nienawidzi tak bardzo, że utopiłby was w łyżce wody.

Broń
Broń biała? Jeśli tak to tasak, czy nóż rzeźnicki? Harakiri? A masz katanę? Gnat? Rewolwer? Kusza? Strzelba? A może łuk? Wybór nie jest prosty. Notka rozwlekła mi się jak kazanie księdza Jacka na Boże Narodzenie, więc nie będę tu opisywała całego przygotowania i czyszczenia wiatrówki. Jeśli nie umiesz posługiwać się nawet nożyczkami, to nie dotykaj się broni, nawet tej z pegazusa, bo zrobisz sobie krzywdę.

Smaczek:
"Brzytwa kaleczy
rzeka jest mokra
od kwasu piecze
ciągnie od okna
broń się zacina
gaz może mdlić
zrywa się lina
już lepiej żyć"

D. Parker

Pamiętajcie dzieci, życie nie kończy się na nowych vansach i fotkach na instagramie. Jeżeli już gorzej być nie może (zacznij się bić deską po nodze), a może i tu musicie mi wierzyć, zapamiętajcie jedną rzecz: żyletką tniemy wzdłuż ulicy, nie w poprzek (wbrew temu co pokazują w hAmerykańskich filmach).

11 września 2013

Postawić Ci namiot?

Prosta sprawa. Takie rzeczy tylko ze mną. Wszyscy w Szwecji, Nowym Jorku i Dublinie. Polaki-Ziemniaki w pracy. Tośmy się wzięli i postawili namiot. Zasada jest jedna: ilość osób w namiocie zalecane przez producenta razy dwa dodać jeden. Wyszło nawet spoko i śmiesznie. Dużo rumu i zupek na sucho, dużo szczania i śpiewania.

Potrzebne:
Namiot
Ludzie (x- zalecana wartość podana przez producenta. 2x+1)
Alkohol
Popita
Zupki Chińskie na sucho
Naładowane telefony z muzyką
Kabanosy
Poduszka
Mapa do najbliższego monopola

Przygotowanie:

1. Znajdź miejscówkę, gdzie spokojnie rozłożysz namiot, w miarę daleko od ludzi (bo za głośno) (ale w miarę blisko by (nie daj boże) iść po pomoc). Jakieś jezioro, las, polana. W ostateczności został ci ogródek u babci. Gdy w końcu ustalicie gdzie balujecie, ustalcie kto ma namiot (najlepiej jakiś chłopak) i ustalcie kto będzie mistrzem ceremonii.

2. Wepchajcie się wszyscy do namiotu. Teraz wyjdźcie i ściągnijcie buty. Znów wejdźcie i usadowicie się wygodnie. O, komuś, kto wszedł pierwszy zachciało się lać? To pewnie z wrażenia. Wyjdźcie wszyscy i znów wejdźcie. Zacznijcie pić. Oj... chyba się coś rozlało. Spokojnie, to tylko sok. Wyjdźcie wszyscy i niech ktoś to powyciera. Nie bluzą, idioto!

3. Czyli jednak palicie ognisko. Picie w pięciu w dwuosobowym namiocie to trochę głupota. Tyz prawda. Nie umiecie rozpalić ogniska, a zrobiło się zimno? Biedaczki. Ubierzcie wszystko co macie i wracajcie do namiotu.

4. Zapuśćcie muzykę, którą słuchaliście w podstawówce (techno, PussycatDolls, Britney Spears, TokioHotel - jednak nie byli tak straszni jak Bieber). Jest wam za ciepło? Tak zorepnijcie namiot i napuśćcie tam ciem i komarów. Jesteście tacy mądrzy.

5. Czyli jednak druga próba rozpalenia ogniska. No dobrze. Macie mokre gałęzie i zapałki, bo szlachta pali drewnem. Stare paragony się spaliły a drewno nie? Oj.

6. Jest druga w nocy, wódka się kończy, a wam jest zimno i zacznie zaraz padać? Szybko złóżcie namiot. Nie jest to takie proste po pijaku, ale powoli i bez paniki. O, błyska się? I zaczyna kropić? ODEJDŹ OD TEGO DRZEWA, SZMATO! Teraz lepij. Czyli co, idziecie na przystanek?

7. Jest trzecia w nocy, pada i wieje, a wy siedzicie w szamańskim kółku czekając na autobus. (lol, było wybrać miejscówkę koło domu, a nie kurwa na wsi, gdzie jest pięć autobusów dziennie). Amatorzy. Następnym razem szarpniecie się na kemping.

8. Przyjechał autobus. Pakujecie się do środka i błagacie kierowcę by włączył ogrzewanie na fula. Błogie ciepło dociera do skostniałych kończyn. Ktoś zgubił portfel. Głupotą jest wracać na łąkę. Zrzuta dla rozrzutnika.

9. Strasznie telepie i chce się rzygać. Po 20 minutach wyjdźcie na świeże powietrze dziękując panu i panu kierowcy. Jeśli mieszkasz na jakimś zadupiu, to okazuje się że bus/pociąg do domu masz za godzinę. Idź i kup sobie frytki w budzie.

10. Po godzinnej jeździe pociągiem i półgodzinnej jeździe autobusem zrzygaj się przed blokiem. To kabanosy i zepsuty sok z biedy. Trzeba przyznać, że impreza była udana. Już nigdy namiotu nie postawię.

4 września 2013

Jaka torebka pasuje do sylwetki? Modowy poradnik.

Kupując sobie torebkę, zawsze wybieram plecak. Ale na imprezie w City nie wypada pojawić się w osiedlowych Najaczach. Zazwyczaj kierujemy się marką (Szmatel, Kermit Klein, Tentani, ewentualnie Zara, gdy jesteśmy z Wałbrzycha), ceną - ale tylko wtedy, gdy nasz "mysiu-pysiu" całą wypłatę przepuścił na naszą nową sukienkę od wStolcze&Ruchanna i gdy nie jesteśmy modowymi bloggerkami i nie dostajemy profitów od polskich projektantów; wymiar, kolor i materiał bierzemy pod uwagę na sam koniec, bo ważne jest tylko to, by dobrze było widać logo.

Okazuje się bowiem, że nie tylko marką żyje człowiek, żryć też coś musi, i potem wygląda jak kij od miotły albo jak szynka polska wędzona (32,99 za kg w Tesco)zależnie jaką część wypłaty przeznacza na perfumy. I tu okazuje się, że dobranie torebki do sylwetki może nam ją dodatkowo dociążyć, albo nadać lekkości (naszemu portfelowi). ROTFL.

Wysoka i szczupła
Pasują ci torebki małe, albo zajebiście duże więc możesz wybrać między workiem szprotek, albo worem ziemniaków, które powinnaś wpierdalać w dzień i w nocy (jak ja). Jak ognia unikaj torebek o średnim rozmiarze np.: worek śmieci, nie po to jesteś szczupła i wysoka, niekoniecznie ładna, by wynosić śmieci. Od tego są dzieci.

Drobna i niska
Trzymaj się torebek średnich rozmiarów np.: siaty z zakupami, ale unikaj tych ogromnych np.: worku cementu, bo mogą nadmiernie przytłoczyć sylwetkę i jeszcze optycznie wyjdziesz na krasnala. Unikaj też toreb na długim pasku, bo to utnie ci nogi. Dosłownie. Zostawisz torebkę na ziemi, będziesz wracać, zahaczysz nogą i wybijesz sobie zęby. A tego chyba nie chcesz, Calineczko?

Puszysta
Szukaj torebek XXL, z duża ilością aplikacji, może to być worek podjebany Mikołajowi zmierzającemu do domu dziecka, albo worek cukierków od Emilia Wedla (najpyszniejsza opcja). Unikaj torebek, które są małe w tym przypadku woreczka z kokainą czy marihuaną. Bo na mieście pójdą słuchy, że nie tylko gruba, ale i ćpa.

Cyce jak donice
Gdy twój biust odciąga uwagę od brzydkiej twarzy jest się czym cieszyć. Serio. Moja rada to wybieranie torebek na pasku do bioder. W tym wypadku idealnym rozwiązaniem jest najmodniejsza w tym sezonie listonoszka. Jeśli masz zapędy szatańsko-destrukcyjne dorzuć do tego rower i kieckę z dużym dekoltem. Pedałuj ulicami podśpiewując sobie medytacyjny hit Skaldów ("Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jeeeedzieeee") obserwuj jak kolejne samochody wjeżdżają do rowów.

Szerokie biodra jak po czterech porodach
Szukaj torebek z krótkimi paskami, które można nosić na wysokości biustu, by odciągnąć uwagę od grubej dupy. Problem pojawia się gdy i masz wielkie cyce i szerokie biodra, wtedy zostaje tylko skok z 3 piętra Złotych Tarasów, bo żodyn ni wie, żech chciała być idealna.

Oryginalny link