31 stycznia 2014

Pierwsza!!!

Pójdziesz ze mną do kina?

Z tobą? No raczej tak, niż nie, no bo dlaczego by nie. No w sumie spoczko, bo wiadomo, że ja do kina, czy na imprezę to bardzo chętnie, bo zazwyczaj nie mam z kim. Ale jak z tobą, to z największą przyjemnością. Ale to tak po prostu do kina... czy...

Bo chodzi o to, że miałem iść z kolegą, ale coś u wypadło i pomyślałem o tobie.

No raczej. Bo wiadomo, że jestem spoczko, ale tylko wtedy jak trzeba kogoś zastąpić, bo wy już macie znajomych, nowych wam nie trzeba. Ale nie jesteś pierwszym który mi to mówi, nie jesteś też ostatnim. Nie tylko ty myślisz o mnie, gdy kogoś ci zabraknie, bo jestem uniwersalna, bo jestem wspaniałym kompanem wszystkiego, bo zastąpię ci każdego. Nie było z kim iść na zakupy - weźmy ją. Musisz pożyczyć pieniądze? Nie masz z kim porozmawiać? Nie wiesz co robić? Idź do niej! Nie ma z kim iść na imprezę - weźmy ją! Ktoś cię rzucił i potrzebujesz pocieszenia? Zadzwoń do niej! Ktoś musi ci pomóc z organizacją czegokolwiek, iść coś załatwić, a może po prostu przy tobie być? No, dzwoń do niej. Brakuje nam kogoś na wakacje?
A nie, tu akurat ekipa się udała.

Chciałabym być kiedyś dla kogoś Pierwsza (nie dla rodziców rzecz jasna, chociaż i tak mam sporą konkurencję i wciąż trwa zaciekła walka). Pierwsza przez duże "PI". Pierwsza bez dyskusji. Tak Pierwsza, żeby nikt nie mógł mnie zastąpić. Chciałabym być dla kogoś tak Pierwsza, żeby tajskie prostytutki, kubańskie cygara czy prawdziwe ruskie szampany nie pomogłyby w zapomnieniu o mnie. Chciałabym, żeby ktoś gdy myśli o czymś miłym (nie tylko dla siebie) pierwsze pomyślał o mnie. Chciałabym być kiedyś dla kogoś bezapelacyjnie pierwsza.

Chciałabym być pierwsza.
Przez chwilę.

18 stycznia 2014

Nowe nałogi, nowe obsesje

Wraz z nowym rokiem, traktowanym jako alegoria zmian w nadchodzących miesiącach - czego spodziewać się nie należy, bowiem jak w dupie byłam, tak w dupie jestem a na dodatek gówno zasłania mi widok z okna - pojawiły się nowe smaczki w miejsce starych, niektóre problemy zostały zastąpione fobiami i ogólnie u mnie po staremu. Jak wiadomo, nie potrafię sprostać swoim noworocznym postanowieniom. Jedno z nich: "zostać supercziką", tarza się w chwili obecnej po podłodze pośród pustych opakowań po chipsach i butelek po pepsi, a ubrudzone czekoladą ręce wyciera w przyciasnawe już spodnie. Przypadeg? Nie sondze. Teraz chwilka przerwy, bo muszę sprawdzić jakie miałam inne postanowienia. Dobra. Sport. Jeden wielki śmiech na sali. Owszem, wciąż unikam komunikacji miejskiej, by potem 15 minut przed zajęciami zorientować się, że jeszcze nie umyłam zębów, a co najlepsze droga na uczelnię zajmuje minut 17 (słownie: siedemnaście). Najmniej. Dlatego daję sobie pół plusika, bo dobiegłam i zdążyłam. Na duży plus mogę zapisać fakt, że nie palę już od dwóch tygodni. Najlepsze jest w tym to, że nie zakładałam sobie jakiegoś planu rzucania nałogu, bo nałogowcem nie jestem. Paliłam do towarzystwa albo do towarzystwa alkoholu i ewentualnie gdy siedziałam na parapecie podczas deszczu. Zobaczymy jak długo pociągnę. Od początku roku nie kupiłam też niczego słodkiego, bo przecież rogale z czekoladą na śniadanie się nie liczą, c'nie?

Sprawnie ograniczyłam też spożycie alkoholu. Zamiast wódki i piwska, które pojawiały się prawie codziennie, pijam ruskie szampany i wina. Te ostatnie ze względu na cenę (17 zł za butelkę) pijam raz w tygodniu. Szampany, mimo ceny, również. Zaoszczędzone pieniądze przeznaczam na kino i kabanosy (były w promocji). Jak na razie jest stabilnie.

Oczywiście pozornie. Jak zwykle z resztą.