31 lipca 2013

Jedziemy nad morze. Praktyczny poradnik.

Decyzja zapadła jakieś 5 lat temu. Jadę nad morze. I tak się okazało, że się parę osób zebrało. Nie wiem jakim cudem, ale jednak. Wyjazdy, wyjazdami, ale trudną sztukę pakowania opanowałam do perfekcji. Dziś praktyczny poradnik jak przygotować się na wyjazd nad morze.

Lista
Nie rób żadnej, bo ją szybciej zgubisz, niż się spakujesz. Albo lepiej zrób. Jeszcze lepiej, jak przez dwie-trzy godziny będziesz się bawił w Wordzie odcieniami kolumn. Taaak. Druknij ją w trzech kopiach i zostaw w drukarce. Zależnie od tego na jak długo jedziemy bierzemy dużo rzeczy albo bardzo dużo niepotrzebnych rzeczy. Zapisz ją w kalendarzu, pamiętniku, dzienniku, notatce na fejsie, nagraj na poczcie głosowej i ewentualnie podziel się nią z mamą.

Ubrania
Pogoda nad morzem bywa zdradliwa, dlatego też, choć zapowiadają 40 stopni w cieniu na 10 w morzu, to i tak warto zabrać w ten dzień na plażę kurtkę przeciwdeszczową z polarem. Pewnie gdzieś pójdziemy na imprezę więc ze trzy outfity imprezowe są obowiązkowe - ze spodniami i obcisłym topem, ze spódniczką i z czerwoną sukienką, bo wciąż szukamy prawdziwej miłości- przecież nad morzem musimy jakoś wyglądać. Pomijając zwały tłuszczu wylewające się poza fotel pakujemy też skąpe bikini w panterkę (na podryw bojsików). Nie zapominajmy o jakimś dresie, butach sportowych, opasce magnetycznej i słuchawkach do biegania, bo podczas wyjazdu z pewnością będziemy dbać o kondycję. Nie zapominajmy też o majtkach, ale odpuśćmy sobie te, które wydziergała nam babcia, mimo tego, że nasze imię jest doskonale podkreślone przez kształt naszych pośladków wyrzeźbionych przez ostatnie trzy miesiące pod okiem Ewy Chodakowskiej. Mimo tego, że wyjdą efektywnie na zdjęciu w stylu Marylin Monroe, gdy przywieje wietrzyk, decydujemy się na stonowaną klasykę i szyk. Dlatego też wybieramy bieliznę lepszą (i droższą), więc nie bierzemy majtek za 5 zł, tylko te za 6 z motylkiem (wersja dla pań).

Hola, hola. Myślisz, że to już koniec. Nic bardziej mylnego. Przejdźmy do dolnej części ciała: szorty (obowiązkowo z flagą USA), spodenki nad kolano (na wieczorny spacer), spodenki 7/8 na chłodniejsze dni, dżinsy, spódniczkę w kwiatki (bo jesteśmy romantyczkami), spódnicę maxi (jak zapomnimy ogolić nóg, albo są w odcieniu Mąki Brzeskiej Tortowej typ 500), cygaretki (miętowe) do kościoła i legginsy (na podróż, najlepiej w kosmiczny wzór, by podkreślały naszą boskość).

Do tego oczywiście dobieramy koszulki. Obowiązkowo jedna z krzyżem (bo jesteśmy troszkę mroczne, ale nie zamroczone), ze trzy na ramiączkach, żeby było widać stanik, najlepiej z jakimiś fajnymi napisami w stylu "nie masz szans", "ostatnia czysta koszulka" czy "jestem zbyt seksowna dla mojego ex", oczywiście wszystko w translacji angielskiej, bo przecież jesteśmy tacy światowi. Wypadałoby wziąć kilka zwykłych koszulek, ze dwie z długim rękawem, jedną z koronką zamiast pleców, tak by wszyscy podziwiali biustonosz zakupimy w intimissimi. Dorzućmy do tego jakiś polar, bluzę na wieczorne ognisko z lokalnymi bojsikami i sweterek w serek (jeżu, ta gra słów!). Skarpetki są oczywiste, bo jesteśmy z Polski. Jeśli czegoś nie masz, nawet jak tego nie użyjesz - KUP.

Obuwie
Wyżej wspomniane skarpetki zręcznie łączymy z sandałami sportowymi. Potrzebujemy też balerinek(na party), szpilek (na dupy), adidasów, trampek (dla niezdecydowanych), traperów - nad morzem też są góry, kaloszy - często pada, kozaków z dziurami, gdyby było mniej niż 30 stopni wciąż mamy wentylację, japonek - na plażę, klapek kubota - ale to ironicznie. Jeśli coś ci brakuje - KUP.

biere ze czy pary!

Kosmetyki
Mimo 50 stopni na plaży nie możemy pozwolić by jakiekolwiek niedoskonałości ukazały się doskonałej pogodzie. Potrzebujemy: podkładu, pudru, fluidu, utrwalacza, cieni do powiek (12 kolorów), tuszu do rzęs, odżywki do rzęs, szczoteczki do brwi, kredki do oczu, kredki do brwi, kredki do ust, szminki, błyszczyku, pomadki o smaku mango (lokalsi muszą zasmakować trochę egzotyki), eyelinera w pędzlu i mazaku w dwóch kolorach, mleczka do demakijażu, mleczka po goleniu, wacików, wkładek, podpasek, kremu na dzień, noc, pod oczy, kremu do golenia, plastrów do golenia, maszynki, lokówki, suszarki, prostownicy, lakieru do włosów, gumy do włosów, peelingu do twarzy, żelu do twarzy, maseczki na twarz, lakieru do paznokci (5 kolorów - najmniej), odżywki do paznokci, zestaw do mani i pedi, szamponu, dezodorantu w sztyfcie, kulce i spreju, odżywki na włosy, scrubu solnego, peelingu, kremu do stóp, żelu pod prysznic, mydła, plastrów na odciski, okrągłej szczotki do włosów, drewnianej szczotki do włosów, grzebienia, szczoteczki do zębów, pasty do zębów, wybielacza do zębów, kilku maseczek łagodzących z aloesu, kremu z filtrem 20 - lepszy niż solara 3 razy w tygodniu, kremu z filtrem 30 - murzyńska opalenizna nieźle kontrastuje ze śniegiem na Kasprowym za oknem rodzinnego domu, kremu z filtrem 50 - dla tych, co po 10 minutach na słońcu wyglądają jak buraki i pachną jak skwarki (smaczne połączenie). Jeśli twoja kosmetyczka nie wygląda jak bagaż podręczny - dokup to czego Ci brakuje.

to dopiero ubrania.

Other Stuff
Laptop, telefon, aparat, mp3. Najbardziej podoba mi się opcja z kablami. Jeden do laptopa, dwa do aparatu (ładowanie i zgrywanie fotek), słuchawki, mp3, ładowarka do mp3 i ładowarka do telefonu. Zeszyt i długopis, bo na pewno będziesz notować co zobaczyłeś a rodzicom przeczytasz swój wakacyjny pamiętnik. Pogoda jest zdradliwa, więc przyda ci się parasol składany, peleryna przeciwdeszczowa, parasol laska, latarka, GPS, zapałki, mapa, okulary przeciwsłoneczne, 4 pary kolczyków, kasa, portfel, legitymacja.
Jeśli nie masz nic w wyżej wymienionych - KUP.

Papełko
Oddaj swej rodzicielce na chwilę stery by poupychać to wszystko do minivana. Zaufaj jej, bo w kwestii żywienia podróżnego jest niczym mistrz Yoda w sztukach walki w Star Wars. Choć zapakowana przez nią walizka wygląda podejrzanie, możesz mieć nadzieję, że nie zginiesz z głodu przez najbliższy tydzień. Bo nie będziesz kupował tam gofrów, idioto.

Gotowy? No to w drogę.

24 lipca 2013

Deża-kurwa-vi

W tym roku (znowu), z resztą jest już to tradycją, wybrałam się na bardzo słodkie święto. I także tym razem naszło mnie na przemyślenia podobne do tych z poprzednich lat. Stojąc w tłumie przy 5 słupku od "wejścia", dokładnie jak rok temu, pomyślałam sobie dokładnie to samo co rok temu "W przyszłym roku będzie inaczej". I nagle światłość zalała tłum, ale nie był to Jezus czy UFO, po prostu zaczął się koncert. Dubstepowo-hipsetrskie rytmy zalały publikę jak menel murek w parku. Mnie zalało co innego.

Pytania. Mnóstwo pytań. Tak jak w tamtym roku (i dwa lata temu też) królowało "Dlaczego, jebusie?" i "Jak można być tak pojebanym?". A potem pomyślałam sobie, że przecież to już kiedyś miało miejsce. I przypomniałam sobie, że w tamtym roku i dwa lata temu robiłam dokładnie to samo. Takie deża-vi. A najlepsze jest to, że przez te dwa lata nic się nie zmieniło i zmieniło się wszystko. Niby wszystko, bo zmieniło się życie, a jednak dalej jestem nieszczęśliwa, samotna itp., itd - czyli nie zmieniło się praktycznie nic. Ale zmieniły się priorytety, miłości, adresy, znajomości. Nie zmieniło się zmęczenie, samotne spacery, bieganie, spanie, jedzenie, myślenie i życie. Zmieniły się ubrania, twarz, układ pokoju, tapeta na pulpicie. Zostały za to bezsenność, poradniki masochisty, wieczorki masochistyczne, stalking, długie prysznice, ciągła ucieczka. Pojawiły się papierosy, alkohol, narkotyki, hazard. Zniknęli dawni "przyjaciele", piątkowe frytki, wyjścia na sok i zwiedzanie empiku. Zostały myśli samobójcze. Zmieniły się gusta muzyczne, pozostała natomiast pustka po wyłaczeniu odtwarzacza. Zmienił się artysta grajacy na estradzie, ale został ten sam tępy ból, niesmak do samego siebie, woń tytoniu i łzy w oczach podczas powrotu.

Niby wszystko się zmieniło, a nic się nie zmieniło.
Dlaczego, jebusie?

9 lipca 2013

Summertime sadness

Trzymam lewego faka w rozmrażającej się wątróbce i się tak zastanawiam dlaczego. Fak - to wiem - piekłam pączki i wiadomo jak się robi osiem rzeczy na raz, to potem tak wychodzi. Na fejsie fotki z powietrza (skakajo te bogacze z samolotów), słonecznej Italii, Openera i Baranowa pod Rzeszowem. Są także te bardziej interesujące - z trzydniowym zarostem i prosto z łóżka. Dlatego też dzień nie można uznać za stracony. Jednakowoż.
Ostatnimi czasy -tzn. jakiś tydzień- biegam. Jak ze wszystkim, robię to samotnie. Samotnie też jadam, pijam, sypiam (chyba, że na imprezach), podróżuję i przeżywam przygody. Samotnie też marzę, paląc, a w planach widzę tylko siebie. Nie za bardzo egoistycznie, koleżanko? Wychodzi na to, że nie, bo po prostu nie mam z kim. Sama też pojadę na wakacje - to prawie pewne. Jeśli w ogóle pojadę. Tak jak w Kilerze "Sama się związałam, sama się rozwiązałam" Ale tak serio, to pomógł Jurek. I tak szczerze, z resztą tylko tu jest szczerze, to ja nawet nie mam z kim papierów na studia zawieść. Bo albo nie idą tam, gdzie ja albo pracują albo nie żyją. I pojadę sama. Znowu. Chciałabym pojechać nad morze, by się bawić do upadłego, spać na plaży jak menel i nic nie robić. Albo na jakiś koncert, albo po prostu gdzieś. Ale nie sama. Bo już dość mam domu, rzeki i grania w LoL'a. Sama. Dość mam siedzenia w robocie, sztucznego "Dzień dobry i spierdalaj". W przyszłym tygodniu będą dwa miechy odkąd mieszkam w domu regularnie i już mam dość. Miałam nadzieję na wakacyjne romanse, wycieczki w góry, nad morze i na imprezy. Te ostatnie, choć rzadko, to najczęściej przewijały się przez listę zadań na ten rok. Ale co z tego, skoro gdzieś w ogólnym rozgardiaszu zostawałam sama, gdzieś pod krzakiem (żart wyszedł mi przedni)? Znowu.

Ogólnie to całe życie mam taki summertime sadness. Niedługo. Mam nadzieję. Znowu.