18 sierpnia 2014

Morze

Byłam nad morzem. Niby z rodzicami, ale wieczorami brałam butelkę szmpana czy wina i szłam na plażę. Patrzę na morze i tak sobie myślę, że jak wejdę do niego to tylko raz. Bo co morze wzięło, to człowiek nie odbierze. I za każdym razem (czyli tylko 4 razy) stawałam na brzegu, a woda delikatnie muskała moje palce u stóp. Potem robiłam krok dalej. I potem jeszcze jeden. A za nim kolejny. Czynność powtarzałam, aż woda sięgała mi do pasa, a fale rozbijały się o moje nagie piersi (no nie było ludzi w nocy na plaży to mogę, nie?).

Teraz dowiaduję się, że ty tu będziesz mieszkał. Nie 300 km ode mnie. Ale na drugim końcu Polski. Dosłownie. Ciekawe czy też tak będziesz siedział na plaży, palił i pił i czy wspomnisz mnie czasem. Czy może już zapomniałeś.
Dam sobie czas, jak ze wszystkim. Samo odejdzie w zapomnienie, jak wszystko. A to znajome ukłucie w sercu (którego na co dzień nie mam) może nie zniknie od razu. Przepłaczę jeszcze niejedną noc i nie jedną podróż. Pomyślę o tobie jeszcze nie raz. Mimowolnie. Może napiszę jakiś smutny sonecik o piracie i jego portowej dziewce czy coś.

Przemyślałam część spraw. Jeśli wrócisz to fajnie. Jeśli nie. No cóż to tylko twoja decyzja, którą muszę zaakceptować i uszanować. Myślałam też o tym co głupiego ci powiedziałam, a co mądrego zostawiłam na później.
Myślałam, że dam sobie z tym radę. Jednak nie. Jestem tylko twarda z zewnątrz, a we wewnątrz jestem tylko zwykłą kluską.

Już nigdy nikomu nie zaufam. Dziękuję, za tę lekcję. Nie warto ufać nikomu i niczemu. Zwłaszcza jak się ma z zaufaniem do ludzi problem.


Morze to fajna sprawa. Rzeka to fajna sprawa. Nawet fontanna to fajna sprawa.

Zawsze jest się gdzie utopić.

1 sierpnia 2014

Chyba sukces


Zaczęłam grać na pianinie. Po raz pierwszy od 3 lat. Trochę sukces. Nawet bardzo. Powoli przypominam sobie wszystko. Wybrałam kilka utworów, które będą w moim stałym repertuarze. Chopin też, choć nie przepadam. Zauważyłam, że większość z tych utworów jest z serii "nie zaruchałem" czyli są po prostu smutne i rzewne, trochę pedalsko-romantyczne, liryczne i melancholijne - czyli trochę jak ja. Mam też etiudy (takie bardziej na sprawność) - jedną Lista i jakiegoś Mietka. Mam też Czajkowskiego - coś z Jeziora Łabędzi (odkryłam to dopiero dzisiaj, jak zaczęłam ćwiczyć, ale która część to nie wiem, bo oczywiście wszystko w cyrylicy) jakieś rzewne gówno, ale ostatnie które grałam na egzaminie i jedno z niewielu które mi się podoba. Jak sobie wszystko przypomnę to chcę poszukać nowych nutek albo kogoś kto by mnie uczył. Bo ja na prawdę lubię grać. A ta przerwa dała mi do zrozumienia jak bardzo. Zrozumiałam też, że zamiast się złościć, zamiast płakać mogę grać i całą złość, wszystkie emocje przelać na klawisze. Wypadałaby też nastroić pianino, ale wtedy rodzice dowiedzą się, że gram, a na to jeszcze nie jestem gotowa. Jeszcze nie teraz.

Chyba każdy potrzebuje przerwy i chwili by zrozumieć jak niektóre rzeczy są dla niego ważne. Nawet jeśli ta chwila trwa 3 lata. Nie żałuję. Bo muzyka była ze mną przez ten cały czas, jak nie bardziej. Teraz mogę grać. Rozważam nawet kupno keyboardu albo elekronicznego pianina żeby grać na studiach. Ale zobaczymy. Kiedy gram, jest dobrze. Nie goni mnie egzamin, pan profesor nie krzyczy (a przydałby się do konsultacji). Jestem ja i pianino.

Gram.
Zaczyna być lepiej.
Jest dobrze.