11 kwietnia 2014

Zakochaj się na wiosnę

Nadszedł (prawie) znienawidzony przeze mnie czas. Prawie, bo mogę chodzić w mojej ulubionej kurtce. A że znienawidzony, to chyba wiadomo. Ludzie wypełźli na ulicę, gdy tylko słońce lekko wyjrzało zza chmur. Ludzie wypełźli by teraz ogrzewać swoje twarze. Ludzie wypełźli. Skąd? Nie wiem. Ludzie. Wszyscy uśmiechnięci i radośni. Rozłożyli kocyki nad rzeką, wzięli ze sobą koszyki pełne smakowitości, wzięli ze sobą alkohol, by łatwiej im się rozmawiało. Gdzie byliście, gdy było ciemno i brzydko? Gdzie byliście gdy było strasznie i źle?

Oczywiście w moich ulubionych gazetach typu Cosmo, Joy, Pani Domu i Mały Ogrodnik pojawiają się miłosno-wiosenne horoskopy, poradniki jak szybko schudnąć przed wakacjami i jak zakochać się na wiosnę. Oczywiście w stosie głupot czasem, ale bardzo rzadko, można znaleźć coś pożytecznego. Czytam więc, jak się zakochać. Że musisz może nowe ciuszki kupić, że może siłka, że może basen i rower, że ruch niby zdrowy. Że ciuszki to tylko w soczystych i modnych kolorach, żadnej czerni, szarości i (dziewiczej) bieli. Że teraz zieleń, róż, mango, ultramatyna, żółć (ale nie flegma) i czerwień (bo kolor miłość, ponoć). I czytam też, że może jakiś mejkap, żeby przykryć pryszcze, że kosmetyczka, że może nowy kolor na włosach.

I czytam też, że najważniejsza pewność siebie i uśmiech. Że od uśmiechu się zaczyna, i że wiele może. Teraz pytanie do pań, których największym zmartwieniem jest to, że może braknąć tego ajlajnera w tej drogerii: jak? Jak do kurwy nędzy mam się uśmiechać, skoro jest źle? Jak mam być pewna siebie, skoro nie znam zamiarów obcego. Co chce mi zrobić? Jak mam się uśmiechać, skoro nie wiem, czy jutro nie będzie gorzej. Jak mam się uśmiechać, skoro boję się, że znów sięgnę po cuksy? Jak mogę się uśmiechnąć do nieznajomego, nie wiedząc czy mogę mu zaufać, a przede wszystkim czy mnie zrozumie, czy będzie wiedział, bez zbędnego tłumaczenia, że jest źle? Dlaczego mam się uśmiechać do nieznajomego, skoro nie mam powodu do uśmiechu? Nie chcę, by ktoś mnie lubił za to jak ładna, urocza czy pociągająca jestem. Nie chcę, by ktoś zadawał się ze mną dlatego że dobrze wyglądam (a nie wyglądam, dlatego - prawdopodobnie - nikt się ze mną nie zadaje).

Nie chcę, by ktoś podszedł do mnie gdy udaję szczęśliwą i zadowoloną z życia. Bo wtedy UDAJĘ. Chcę, żeby ktoś do mnie podszedł, gdy siedzę rozgoryczona, rozmyślam nad całym gównianym życiem, gdy najbardziej pragnę czyjejś obecności. Chcę, by ktoś podszedł i powiedział: "Mamy chyba ten sam problem". Chcę, by ktoś do mnie podszedł, gdy palę samotnie na moście czy nad rzeką. Chcę, żeby ktoś podszedł do mnie, gdy jestem wyjątkowo nieszczęśliwa, wyjątkowo rozgoryczona i wyjątkowo nieuśmiechnięta. Bo taka właśnie jestem. Czasem oczywiście. (Bo czasem jestem brykliwym tygryskiem)

No, ale (cytując Matriarchat) "Kto do ciebie podejdzie skoro taka jesteś?"