18 lutego 2014

Pokora

Przychodzi czas w życiu człowieka... brzmię jak ja za 20 lat moralizująca swoje własne dzieci. Znów czas na mnie.

Przychodzi czas w życiu człowieka, że się zaczyna dostrzegać swoje błędy (dalej ich nie widzę) lub spotyka ludzi, którzy swoją postawą sprawiają, że życie traci kolory, nie ma sensu i ogólnie nic, tylko płakać, bo takie rzeczy bardzo trudno udowodnić w sądzie. Cierpieć, za bardzo nie wiem, czy mam za co. Bo już trzy lata temu dostałam dawkę pokory od życia, bez znieczulania i prosto na twarz. Myślałam, że po drodze pojawią się mniejsze czy większe problemiki z serii "Oj, nie zapłaciłam za mieszkanie, jutro zrobię przelew", a nie "Oj, albo zabić, albo się zabić". Ślicznie.

Będę grać uczciwie do końca, bo w końcu prawda nas wyzwoli. Ponoć. Nie wiem czy iść do kościoła czy do lokalnych zbirów po pomoc. Ostatnim razem Bóg nie pomógł, czy to kolejna próba? A może to moja karma, mam kochać za milijony i cierpieć kat(i)usze? Czy to kolejna lekcja? Pytanie: za co?
Znów gram sama, bo ponoć "mam twardy charakter" i "sama sobie poradzę". Ale nie chcę. Nie chcę grać sama i radzić sobie sama. Potrzebuję kogoś, kto nie bezie miał problemów by przyjechać o 3 nad ranem, by pomóc mi ukryć ciało (miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie), kogoś, kto po prostu będzie. Może niedługo się pojawi, może to co teraz mam to sytuacja, która ma pomóc mi poznać prawdziwego przyjaciela. Być może też tak, że wisienka z tortu serwowanego przez życie dopiero na mnie czeka. Poczekam na rozwój wydarzeń, ale teraz zamierzam coś zrobić.

Już uklękłam. Teraz przyjmę gigantycznego kutasa od losu i z pokorą będę go ssać, licząc na nagrodę w niebie.




Ale jakoś mnie się to nie widzi w kolorze.