28 grudnia 2013

Sylwestrowa spina

Niby sylwestra planuje się już w październiku, ale bez jakiejś specjalnej spiny. Może góry, może Kraków, może kurwa impreza przebierana. Nagle okazuje się, że są święta i jest bieda, bo od miliarda naszych przyjaciół dostajemy różne propozycje spędzenia tego wyjątkowego wieczoru. Co wybrać? Gdzie na sylwestra? Jako naczelny przedstawiciel osób zawsze niezdecydowanych, wciąż nie wiem co robić więc mam nadzieję, że podczas pisania tego posta coś mi się wyklaruje.

Dom rodzinny
Wszak wiecznie głodne studenty muszą przytyć kolejne kilka kilogramów po świętach i nie pojadą na sylwestra do miasta gdzie studiują, bo 1. szybciej skończy się wałówa, 2. nie jest wszystko wyprane 3. darmowe lepiej smakuje, 4. przerwa od picia. Dom rodzinny to dobry wybór, gdy wiesz, że będzie tu jakaś impreza (nie stypa), wpadnie kilku znajomych, czy rodzina. Prawdopodobnie najtańsza opcja, bo nie tylko masz darmowe spanie i jedzenie, ale i dostaniesz pieniądze na alkohol. Oczywiście odradzam dom rodzinny w przypadku gdy twoi starsi stypią, nie pozwalają na imprezy i sami idą spać po 22.

Tur de ski
Opcja dla fanów śnieżnego szaleństwa i bananowych dzieci. Noc na zboczu góry to fajna opcja, ale dziwnym trafem wszystkie miejsca na sylwestra w hotelach są zarezerwowane już w lipcu i kosztują miliard więcej niż zazwyczaj. Nic nie jest w stanie oddać emocji to tym jak wylądujesz twarzą w żółtym śniegu, czy będąc na szczycie góry odepnie ci się deska czy narta, zwłaszcza że zostało 20 minut do północy. Polecam serdecznie abstynentom i ludziom popularnym, którzy mają mnóstwo znajomych, którzy chętnie z nimi gdzieś jeżdżą.

In da Klab
Sylwester w klubie to też słaba opcja. Miejsc nie ma na początku listopada, a ty dowiadujesz się o imprezie w grudniu. Jeśli jakimś cudem udało ci się zapisać ze znajomymi, albo zdobyć lożę i myślisz, że chwyciłeś pana Boga za nogi, to nic bardziej mylnego. Wódka rozpłynie się szybciej niż makijaż ukochanej, na który wydała grubo ponad stówę, piwo na barze będzie ciepłe, towarzystwo okaże się sztywne, zdjęcia wyjdą zamazane, choć specjalnie na tą okazję podkradłeś puder siostrze a dziunie na parkiecie bardziej sztuczne niż choinka w twoim domu. Impreza skończy się koło 3 nad ranem, bo DJ będzie przysypiał, albo za konsoletę wbiją jakieś szalone gimbazjalistki.

Prywatka
Podstawowe prawo imprezowania: najważniejsi są ludzie. Choćby ktoś (lub nawet ty, jeśli jesteś debilem i zaprosiłeś ludzi do domu- być może nie jesteś i planowałeś remont na styczeń) przygotował wymyślne kanapeczki w kształcie łódeczek, choćby kurwa był poncz własnej roboty, przebrania, malowanie twarzy, tancerki gogo, prywatny koncert Bajmu, splendor, fajerwerki-frajerki, sranie i lizanie dupy to, jeśli nie będzie odpowiednich ludzi, to nie będzie imprezy. Zrobisz imprezę przebieraną? Przebierze się 5 osób na 20. Składka na jedzenie? Dopłacisz gnojom do taksówki. W końcowym rozrachunku wychodzi na to, że się najwięcej narobisz, nikt tego nie doceni i tyle. A i jeszcze sprzątanie po tych małych gnojach.

Wieczór filmowy
Cała noc w kinie z alkoholem przemyconym w butelce po frugo brzmi kusząco? O tak, ale gdy w okolicach drugiej w nocy zacznie cię cisnąć tu i ówdzie od bigosu, który jadłeś na obiad nie jest już wcale tak różowo. Nawet gdyby grali kompilację twoich ulubionych filmów to i tak zaśniesz w połowie. Umówmy się, że kilka godzin w ciepłej sali kinowej w wygodnym fotelu po zjedzeniu dużego popcornu to milijon do spania (i głośnego chrapania). Takie przyjemności możesz mieć w domu i jeszcze nad ranem nikt cię nie obudzi ze słowami "Proszę Pana, impreza dawno się skończyła, prosze opuścić obiekt zanim wezwę policję".

Ryneq
W tym roku to Wrocław, Kraków i Gdynia będą oblegane przez tłumy chcące pomachać do kamery w przerwach od wycia "gwiazd". Na obecną porę roku czyli wiosnę to całkiem spoko opcja, ale stanie kilka(naście) godzin (bo trzeba zająć dobre miejsce) w jednym miejscu jest trochę śmieszne. Nie można wnosić alkoholu i jest duże prawdopodobieństwo zmiażdżenia, uduszenia i ogłuchnięcia, gdy niespodziewanie na scenie pojawi się "idol" nastolatek. Gdy już ci się znudzi, będziesz z tego gówna wychodził dłużej niż żeś stał.

Home Alone
Picie w samotności też nie jest dobrą opcją. Niby wszystko fajnie, bo masz muzę jaką lubisz (w tym przypadku po 10 minutach puścisz sobie The Cure i Joy Division) a alkohol tylko dla siebie, ale co będzie jak się skończy (zawsze go brakuje)? Co z tego że tyle papierosów, jak na następny dzień walisz kiepem i otaczają cię nie tylko obsmarkane chusteczki, ale i inne chusteczki (jeśli wiesz co ja znaczę). Nie tylko wprowadzisz się w większą frustrację, to jeszcze postanowisz się zabić, czy coś (głodnych wiedzy odsyłam TU). Dobrze pić z kimś. Kimś, kto cię choć troszkę lubi i potrzyma ci głowę gdy będziesz po raz kolejny wyrzygiwał miłość (jedyną, prawdziwą i autentyczną) do Ani z Vb. Tag.

Ja tam wciąż nie wiem jak spędzę sylwestra. Pewnie połączę kilka opcji, bo lubię różnorodność: ładnie się ubiorę, pomaluję sobie twarz jak zombie, popiję w samotności (tylko RUM z lodem, bez dodatków soków), będę katować Enolę Gay OMD'u i The new Error Moderat'u, albo którąś z moich ulubionych list małego masochisty, popłaczę sobie, wbiję na imprezę u sąsiadów. Zadzwonię do znajomych, że ich pozdrawiam, ale nie lubię. Pójdę na rynek, a wracając przez jeden z mostów będę zastanawiać się czy nie skoczyć. Zapalę, rozkoszując się samotnością i odgłosami z oddali. Wrócę do domu, popłaczę sobie marząc o miłości i pójdę spać. Bo sen to mój jedyny przyjaciel, oprócz mojej nowej koleżanki. Rano wstanę już nienawiści do nowego roku, bo ten poprzedni nie był wcale taki fantastyczny. A ten też nie będzie.

A może w ogóle nie obchodzić sylwestra?

8 grudnia 2013

Nowa koleżanka

Lubię być króliczkiem.
Nie tylko w relacjach damsko-męskich, ale i w relacjach ja-życie, ja-świat i ja-ja. Lubię uciekać, chować się, znikać, nie ujawniać się, nie opowiadać o sobie. Lubię obserwować. Tak jest zawsze. Na większości imprez wychodzę w połowie na jakiś czas. Gdy robimy ją w domu, wychodzę na podwórko, gdy jestem u kogoś znajduję jakąś samotnię, gdzie nie znajdę ukradkowo całujących się par. Gdy jesteśmy w plenerze uciekam w krzaki.

I czekam.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to paniczny ruch w stronę zdobycia czyjejś uwagi, ale jeszcze nikt nie zauważył tego, że mnie nie było. No chyba, że gdy wracam, słyszę "No, zastanawialiśmy się gdzie jesteś". Tyle.

Zaczyna się robić dziwnie. Albo to ja. Z jednej strony potrzebuję towarzystwa, ono potrzebuje mnie. Z drugiej zaś, choć może to tylko przyzwyczajenie, muszę zostać sama, przemyśleć, zapalić, popłakać. Ale sama.

Najbardziej zastanawia mnie fakt, że potrafię być w grupie ludzi, których lubię, z którymi się dobrze bawię, z którymi troszkę dzielę się swoim życiem, ale i tak czuję się samotna. Jak to ktoś to kiedyś powiedział "Jestem samotny, ale nie sam", i tak chyba jest.

Myślę, że mam nową koleżankę. Na początku mnie irytowała, chciałam się jej tylko pozbyć.Ale zaczęłyśmy się dobrze ze sobą bawić. Byłam jej króliczkiem. Uciekałam, chowałam się, szukałam kolejnego wyjścia. Ale nadszedł ten moment, że się poddałam. Tak długo walczyła, należy jej się jakaś nagroda. Czy ta znajomość przetrwa? Może, wszystko się kiedyś kończy, ale jej chyba zależy na tej relacji. Jest ze mną bardzo długo i chyba długo zostanie. Może do śniadania?

W tej samotności nie jest jednak tak samotnie.
Czy jest to początek nowej, pięknej i długiej przyjaźni?
Zobaczymy.