16 czerwca 2016

5 lat

Jestem pod tym adresem już pięć długich lat.

Kilka miesięcy temu napisałam rzewnego posta, jak to się pozmieniało w życiu. Chuj z tym. Zmieniło się dużo. Siebie z tamtego okresu niezbyt pamiętam, chociaż bardziej nie chcę.

A teraz, z okazji tej "wesołej" rocznicy napiszcie, proszę, co tam u was po pięciu latach?

4 czerwca 2016

It's june again

Nie wiem jak to u was wygląda, ale zawsze przed snem, w fazie alfa(czy chuj wie co), gdy nie jestem pewna czy już śpię czy jeszcze nie, tworzę w swojej chorej głowie scenki rodzajowe z mojego lepszego życia. Czasem to jakiś wspólny biwak, czasem po prostu zwykłe uderzenie w ślinę ale raczej w romantycznych okolicznościach. W ten oto sposób pustą swoją egzystencję odmierzam czerwcami i tym kto mi się podoba. Od kilku lat niezmiennie każdego roku, w tym samym czasie (mniej-więcej), myślę przed snem o innej osobie. To miłe, mieć o kim myśleć przed zaśnięciem. To miłe (chyba) być również obiektem takich pomyślunków (ale nie w TAKIM sensie, zboczeńcy). Trochę się boję, bo od kilku(nastu) tygodni nie mam za bardzo o kim myśleć. Na siłę próbuję uformować jakiś wątek, refleksję (ale nie refluksję) o czymś przyjemnym i nic. Zasypiam z frustracją, a budzę się pusta.

Z drugiej zaś strony przestałam myśleć o śmierci najbliższych, o poczuciu straty. Przestałam się doprowadzać do spazmów i płakać codziennie. Jakoś się tak trochę uspokoiłam. Czuję się też pusto. Chciałabym mieć się czymś (kimś) wypełnić. Myśleć o kimś, móc zadzwonić czy zobaczyć się czasem i móc dotknąć. Chciałabym umieć dotykać, głaskać, bawić się palcami na ciele, nieśpiesznie wędrować opuszkami po ramionach, torsie czy głowie. No, ale nie umiem. Ułomność ta wynika raczej z ciągłego unikania dotyku innych niż z jakiejś naturalnej dysfunkcji. Krępowałam się nawet podać komuś rękę a co dopiero trzymać ją czy pozwolić jej wędrować po nodze czy plecach. Średnio mi z tym, bo tęskno mi do drugiego ciała. To okropne bo takie uczucie pojawia się znienacka i wciąż trudno mi to przystopować w miejscach publicznych. Czuję taki obrzydliwy dreszcz na szyi i przy żuchwie, potem na ramionach. Chcę to zatrzymać, a nie potrafię.

Jak to tak całe życie unikać jak ognia konfrontacji z mięsożercami i być takim zatwardziałym wegetarianinem i nagle, w jakiś pochmurny wtorek stwierdzić, że się pragnie schabowego? Bądźmy szczerzy: bez mięsa to taka trochę WEGEtacja.

Mogę z pewnością uznać, że dostałam od początku roku jakieś cztery kosze. Najbardziej zabawny to chyba ten, kiedy już czekając na ziomka, dostałam wiadomość, że się nie spotkamy bo chodziłam do katola. To zapoczątkowało masę innych smutnych wydarzeń tego dnia. To nie tak, że na kogoś napadam czy proponuję cokolwiek. Po prostu w jakimś momencie dostaję informację, że chyba jednak nie, albo nie dostaję żadnej informacji. W końcu brak odpowiedzi też jest odpowiedzią.
Ok. Nie ma sprawy.

To dziwne (przynajmniej dla mnie) i nowe; brak, jego odczuwanie i pragnienie wypełnienia pustki. Świadomość braku konkretnej rzeczy. Kiedyś był to sam brak i wystarczyło się wypełnić książką, telewizją, grą, śmieszkiem w internecie. A teraz? Moja potrzeba bliskości jest niezwykle silna. Jak nigdy.

STRASZNE TO EJST.

Czerwiec już się zaczął, a w głowie pusto. P.u.s.t.o.



O!