28 grudnia 2013

Sylwestrowa spina

Niby sylwestra planuje się już w październiku, ale bez jakiejś specjalnej spiny. Może góry, może Kraków, może kurwa impreza przebierana. Nagle okazuje się, że są święta i jest bieda, bo od miliarda naszych przyjaciół dostajemy różne propozycje spędzenia tego wyjątkowego wieczoru. Co wybrać? Gdzie na sylwestra? Jako naczelny przedstawiciel osób zawsze niezdecydowanych, wciąż nie wiem co robić więc mam nadzieję, że podczas pisania tego posta coś mi się wyklaruje.

Dom rodzinny
Wszak wiecznie głodne studenty muszą przytyć kolejne kilka kilogramów po świętach i nie pojadą na sylwestra do miasta gdzie studiują, bo 1. szybciej skończy się wałówa, 2. nie jest wszystko wyprane 3. darmowe lepiej smakuje, 4. przerwa od picia. Dom rodzinny to dobry wybór, gdy wiesz, że będzie tu jakaś impreza (nie stypa), wpadnie kilku znajomych, czy rodzina. Prawdopodobnie najtańsza opcja, bo nie tylko masz darmowe spanie i jedzenie, ale i dostaniesz pieniądze na alkohol. Oczywiście odradzam dom rodzinny w przypadku gdy twoi starsi stypią, nie pozwalają na imprezy i sami idą spać po 22.

Tur de ski
Opcja dla fanów śnieżnego szaleństwa i bananowych dzieci. Noc na zboczu góry to fajna opcja, ale dziwnym trafem wszystkie miejsca na sylwestra w hotelach są zarezerwowane już w lipcu i kosztują miliard więcej niż zazwyczaj. Nic nie jest w stanie oddać emocji to tym jak wylądujesz twarzą w żółtym śniegu, czy będąc na szczycie góry odepnie ci się deska czy narta, zwłaszcza że zostało 20 minut do północy. Polecam serdecznie abstynentom i ludziom popularnym, którzy mają mnóstwo znajomych, którzy chętnie z nimi gdzieś jeżdżą.

In da Klab
Sylwester w klubie to też słaba opcja. Miejsc nie ma na początku listopada, a ty dowiadujesz się o imprezie w grudniu. Jeśli jakimś cudem udało ci się zapisać ze znajomymi, albo zdobyć lożę i myślisz, że chwyciłeś pana Boga za nogi, to nic bardziej mylnego. Wódka rozpłynie się szybciej niż makijaż ukochanej, na który wydała grubo ponad stówę, piwo na barze będzie ciepłe, towarzystwo okaże się sztywne, zdjęcia wyjdą zamazane, choć specjalnie na tą okazję podkradłeś puder siostrze a dziunie na parkiecie bardziej sztuczne niż choinka w twoim domu. Impreza skończy się koło 3 nad ranem, bo DJ będzie przysypiał, albo za konsoletę wbiją jakieś szalone gimbazjalistki.

Prywatka
Podstawowe prawo imprezowania: najważniejsi są ludzie. Choćby ktoś (lub nawet ty, jeśli jesteś debilem i zaprosiłeś ludzi do domu- być może nie jesteś i planowałeś remont na styczeń) przygotował wymyślne kanapeczki w kształcie łódeczek, choćby kurwa był poncz własnej roboty, przebrania, malowanie twarzy, tancerki gogo, prywatny koncert Bajmu, splendor, fajerwerki-frajerki, sranie i lizanie dupy to, jeśli nie będzie odpowiednich ludzi, to nie będzie imprezy. Zrobisz imprezę przebieraną? Przebierze się 5 osób na 20. Składka na jedzenie? Dopłacisz gnojom do taksówki. W końcowym rozrachunku wychodzi na to, że się najwięcej narobisz, nikt tego nie doceni i tyle. A i jeszcze sprzątanie po tych małych gnojach.

Wieczór filmowy
Cała noc w kinie z alkoholem przemyconym w butelce po frugo brzmi kusząco? O tak, ale gdy w okolicach drugiej w nocy zacznie cię cisnąć tu i ówdzie od bigosu, który jadłeś na obiad nie jest już wcale tak różowo. Nawet gdyby grali kompilację twoich ulubionych filmów to i tak zaśniesz w połowie. Umówmy się, że kilka godzin w ciepłej sali kinowej w wygodnym fotelu po zjedzeniu dużego popcornu to milijon do spania (i głośnego chrapania). Takie przyjemności możesz mieć w domu i jeszcze nad ranem nikt cię nie obudzi ze słowami "Proszę Pana, impreza dawno się skończyła, prosze opuścić obiekt zanim wezwę policję".

Ryneq
W tym roku to Wrocław, Kraków i Gdynia będą oblegane przez tłumy chcące pomachać do kamery w przerwach od wycia "gwiazd". Na obecną porę roku czyli wiosnę to całkiem spoko opcja, ale stanie kilka(naście) godzin (bo trzeba zająć dobre miejsce) w jednym miejscu jest trochę śmieszne. Nie można wnosić alkoholu i jest duże prawdopodobieństwo zmiażdżenia, uduszenia i ogłuchnięcia, gdy niespodziewanie na scenie pojawi się "idol" nastolatek. Gdy już ci się znudzi, będziesz z tego gówna wychodził dłużej niż żeś stał.

Home Alone
Picie w samotności też nie jest dobrą opcją. Niby wszystko fajnie, bo masz muzę jaką lubisz (w tym przypadku po 10 minutach puścisz sobie The Cure i Joy Division) a alkohol tylko dla siebie, ale co będzie jak się skończy (zawsze go brakuje)? Co z tego że tyle papierosów, jak na następny dzień walisz kiepem i otaczają cię nie tylko obsmarkane chusteczki, ale i inne chusteczki (jeśli wiesz co ja znaczę). Nie tylko wprowadzisz się w większą frustrację, to jeszcze postanowisz się zabić, czy coś (głodnych wiedzy odsyłam TU). Dobrze pić z kimś. Kimś, kto cię choć troszkę lubi i potrzyma ci głowę gdy będziesz po raz kolejny wyrzygiwał miłość (jedyną, prawdziwą i autentyczną) do Ani z Vb. Tag.

Ja tam wciąż nie wiem jak spędzę sylwestra. Pewnie połączę kilka opcji, bo lubię różnorodność: ładnie się ubiorę, pomaluję sobie twarz jak zombie, popiję w samotności (tylko RUM z lodem, bez dodatków soków), będę katować Enolę Gay OMD'u i The new Error Moderat'u, albo którąś z moich ulubionych list małego masochisty, popłaczę sobie, wbiję na imprezę u sąsiadów. Zadzwonię do znajomych, że ich pozdrawiam, ale nie lubię. Pójdę na rynek, a wracając przez jeden z mostów będę zastanawiać się czy nie skoczyć. Zapalę, rozkoszując się samotnością i odgłosami z oddali. Wrócę do domu, popłaczę sobie marząc o miłości i pójdę spać. Bo sen to mój jedyny przyjaciel, oprócz mojej nowej koleżanki. Rano wstanę już nienawiści do nowego roku, bo ten poprzedni nie był wcale taki fantastyczny. A ten też nie będzie.

A może w ogóle nie obchodzić sylwestra?

8 grudnia 2013

Nowa koleżanka

Lubię być króliczkiem.
Nie tylko w relacjach damsko-męskich, ale i w relacjach ja-życie, ja-świat i ja-ja. Lubię uciekać, chować się, znikać, nie ujawniać się, nie opowiadać o sobie. Lubię obserwować. Tak jest zawsze. Na większości imprez wychodzę w połowie na jakiś czas. Gdy robimy ją w domu, wychodzę na podwórko, gdy jestem u kogoś znajduję jakąś samotnię, gdzie nie znajdę ukradkowo całujących się par. Gdy jesteśmy w plenerze uciekam w krzaki.

I czekam.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to paniczny ruch w stronę zdobycia czyjejś uwagi, ale jeszcze nikt nie zauważył tego, że mnie nie było. No chyba, że gdy wracam, słyszę "No, zastanawialiśmy się gdzie jesteś". Tyle.

Zaczyna się robić dziwnie. Albo to ja. Z jednej strony potrzebuję towarzystwa, ono potrzebuje mnie. Z drugiej zaś, choć może to tylko przyzwyczajenie, muszę zostać sama, przemyśleć, zapalić, popłakać. Ale sama.

Najbardziej zastanawia mnie fakt, że potrafię być w grupie ludzi, których lubię, z którymi się dobrze bawię, z którymi troszkę dzielę się swoim życiem, ale i tak czuję się samotna. Jak to ktoś to kiedyś powiedział "Jestem samotny, ale nie sam", i tak chyba jest.

Myślę, że mam nową koleżankę. Na początku mnie irytowała, chciałam się jej tylko pozbyć.Ale zaczęłyśmy się dobrze ze sobą bawić. Byłam jej króliczkiem. Uciekałam, chowałam się, szukałam kolejnego wyjścia. Ale nadszedł ten moment, że się poddałam. Tak długo walczyła, należy jej się jakaś nagroda. Czy ta znajomość przetrwa? Może, wszystko się kiedyś kończy, ale jej chyba zależy na tej relacji. Jest ze mną bardzo długo i chyba długo zostanie. Może do śniadania?

W tej samotności nie jest jednak tak samotnie.
Czy jest to początek nowej, pięknej i długiej przyjaźni?
Zobaczymy.

29 listopada 2013

Andrzejky

Rok w rok ludzie spotykają się pod koniec listopada, by wypić zdrowie wujków, braci, ojców czy matek noszących najbardziej Polskie i seksowne (według mnie) imię. Oczywiście w tę noc bawią się w specyficzny sposób. Wróżą. Kartka z imionami dla przyszłego małżonka, wróżba z obierków, lanie wód...wosku czy stawianie kart, to tylko pryszcz z dupy zwanej chiromancją. Jako najnieszczęśliwsza osoba na ziemi jestem ekspertem we wróżeniu i możecie być pewni, że przychodząc do mnie z dwoma gramami, litrem wódki i popitą tylko inwestujecie w swoją przyszłość, bowiem przepowiadam głównie murzynów z pałami do kolan, żydów z czterema kamienicami, seks, drugs i kamień z bułką. W tamtym roku przepowiedziałam seksy, bojsów i dużo imprez. I co? Ostatnia osoba której wywróżyłam bojsa zaszła w związek dwa tygodnie temu. Dlaczego mi nikt nie powróży? Bo otaczają mnie trepy i ludzie bez polotu, uroku osobistego i seksapilu.

Wróżba z piwa
Potrzebujesz piwa w szklance i rurki. W połowie szklanki mieszasz trzykrotnie rurką i patrzysz co los przyniesie. Oczywiście nie robisz wróżby sam sobie, bo to będzie autosugestia. Po wróżbie właściciel szklanki dopija resztę na jednym wdechu.

Wróżba z kupy
W dzień świętego Andrzeja młode panny zaraz po obudzeniu sięgały pod poduszkę i wyciągały uprzednio przygotowane przepowiednie na najbliższy rok. Ty i ja idziemy krok dalej. Rano, gdy zasiądziesz na tronie, nie sięgaj po Domestos, by rozerwać się lekturą, lecz zastanów się na kupą którą właśnie robisz. Czy jest to kac-kupa czy poprzedniego dnia wpierdoliłeś gar bigosu. Jeśli nie jesteś pewien przyjrzyj się swojemu dziełu. Zanalizuj konsystencję i kształt, może dopatrzysz się tam Japonii (nie oznacza to, że tam pojedziesz, tylko że przejedzie cię japoński samochód). Jeżeli kupa jest jedna, cała, gruba to znaczy, że twoje życie będzie piękne i gładkie. Będziesz się sążnie bawić, ale twardo stąpać po ziemi. Jeśli zaś kupa jest rzadka, to słabo. Ogólnie bieda, halucynacje i śmierć z niedożywienia.

Wróżba z obierków
Obierasz ziemniaki na frytki i rzucasz za siebie obierek (nie traf kogoś z gości!). Przypatrz się dokładnie jaką literkę przestawia i sprawdź co cię czeka!
A - Kiedyś umrzesz
B - Będziesz łysy
C - Cyganian poprosi o drobne
D - Dlaczego ja? będzie miało nową gwiazdę
E - Ewentualnie wygrasz Familiadę
F - Fajnie, że masz garnitur, bo kiedyś będziesz arbuzem
G - Gdy polajkujesz swój własny post umrze jakiś kotek
H - Hahaha, twoje pożycie seksualne to śmiech na sali
I - Impreza oazowa to najlepsze miejsce do ćwiczenia drętwych tekstów na podryw
J - jaka by była szkoda, gdybyś upierdolił nowe spodnie keczupem
K - kolejna impreza skończy się na izbie wytrzeźwień
L - Lepiej umyj pachy, hot dupy na horyzoncie
M - Może zaruchasz
N - Nocna pizza będzie chujowa
O - Obsra cię gołąb
P - Pamiętne wakacje, to takie, których się nie pamięta
R - Raz w dupę to nie pedał
S - Seks jest na wyciągnięcie klawiatury
T - Tanie wino powoduje rozwolnienie
U - Uszanowanko! Wow! Taka impreza! Wow! Tyle sprzątania! Perfekcyjny Pieseł domu!
W - W trakcie randki pobiją cię lokalni gangsterzy myląc cię z menelem spod żabki
Z - Za często myślisz o pierdołach. Ogarnij się.

Wróżba z wosku
Procedura standardowa, jednakże zamiast upatrywać się czaszek, serduszek czy innych gówien obczaj czy nie ma tam nowej pozycji seksualnej albo numerów lotka. Podeślij fotko i numery na znany adres. Nie obrażę się na datki w postaci jedzenia, bonów na towarowych i paliwowych. Żeby rozruszać twoich kolegów z geodezji zaproponuj zabawę co to za kraj/wyspa i poszukajcie waszych kształtów w atlasie. Jeśli są z MISH-u zastanówcie się nad wpływem wróżb na osobowość jednostki patrząc przez pryzmat filozofii Schopenchauera, Kanta i twórczości Ryszarda Andrzejewskiego (znanego bardziej jako Rychu Peja)

Wróżba z butów
Standardowa procedura. Kogo but wyjdzie pierwszy za drzwi ten idzie po wódkę, jak nie chce iść to go wypierdalacie, myk polega na tym, żeby wyrzucić tych co sieją stypę. Niech widzą jak się bawią panowie szlachcice.

Magiczny wieczór już za chwilę, więc przeżyjcie go tak jak nie przeżył go nikt. Bawcie się tak jak nigdy i nie wierzcie w te głupoty.

9 listopada 2013

Jest chujowo, ale przynajmniej stabilnie

Czyli u mnie po staremu. Po pierwszym miesiącu zachłystywania się nowym życiem, znajomymi i całym tym gównem zaczynam przejrzewać na oczy. Powoli. Nie liczę już czasu, chyba, że rano, gdy zbieram się na zajęcia, staram nie patrzeć się na upływające godziny podczas zajęć, gotowania, pisania czy czegokolwiek. Nie liczę już ile godzin będę spała, ile jedzenia potrzebuję na weekend za ile dni wrócę do domu. Nie liczę też na miłość, choć mogłoby być fajnie.

Poznałam parę osób, które pokazały mi, że w życiu coś trzeba robić, dlatego znów zaczynam pisać. Może być to największe gówno, ale coś muszę robić. Zdałam obie sprawę z tego, że nie robiąc nic (czyli siedzenie na fejsie i podglądanie sąsiadów) nie osiągnę w życiu nic. Jeden wiersz pozwolił mi poznać inny świat, a ja oczywiście spierdoliłam, czyli jak zwykle. Może dojrzałam do tego teraz? Dlaczego dopiero teraz wiem, że mając jakąś pasję można czerpać z niej przyjemność niekoniecznie nastawiając się na zysk? To co napisałam, wysyłam. To co napiszę, też wyślę. Jeśli podoba się to moim znajomym, to może spodoba się gdzieś dalej. Zawsze chciałam stworzyć coś własnego, coś czym będę mogła się pochwalić, coś co będzie trochę mną, ale tylko ja będę o tym wiedzieć. I nie mówię tu o dziecku. (iks de). Cel jest, nie do końca określony, ale jest, chęci też. Brakuje czasu, ale tego już nie liczę.

Zapisałam się na dodatkowe zajęcia, żeby nie myśleć. Dlaczego? Bo myślenie boli. Im bardziej zastanawiam się nad tym, czy owym, tym bardziej jest mi źle (na duszy). Tym bardziej pragnę zmiany, lecz ciągle tkwię w marazmie. Zaczynam to zmieniać. Chcę coś robić, nie myśleć o tym jak bardzo pojebany jest świat, nie przejmować się błahymi problemami, nie chcę fantazjować przed pójściem spać, o czymś co się nigdy nie wydarzy. Chcę skupić się na swojej robocie, a potem, gdy ją skończę robić coś innego. Wciąż chciałabym poznać kogoś, kto może nie zawsze, ale czasem chciał ze mną pojechać czy tu czy tam, żeby czuć się dobrze w swoim towarzystwie. Oczywiście nie zamierzam czekać w krzakach z chloroformem. Międzyczasie chcę robić coś, co daje mi przyjemność i satysfakcję. Reszta wyjdzie w praniu.

Czasem popłakuję sobie jeszcze, że jestem sama, bo dalej robię wszystko sama, ale jest to to chyba kwestia przyzwyczajenia. Ale tylko czasem. Staram się zamiast tego coś poćwiczyć, przygotować ubranie na jutro, nie liczyć za ile zadzwonią znajomi. Nie czekam na sylwestra, żeby sobie coś postanowić, nic nie postanawiam, po prostu to robię. Zmarnowałam już tyle czasu na bezsensowne czekanie. To się skończyło.

Wiem, że wszechświat słucha i szykuje mi niezłą niespodziankę. JMK i PaterNoster mówią mi to już od ponad roku. Wolałabym od razu, ale poczekam i nie zamierzam się nudzić.

12 października 2013

Trochę studia, trochę ból dupy

Trochę już tu mieszkam, jeżdżę tramwajami, piję z polibudą i medycznym, palę. Kierunek mam fajny, ludzi nawet spoko, w grupie same baby, ale do tego już się przyzwyczaiłam. Zdążyli mi zarzygać podłogę, i ścianę. Robiliśmy pranie, choć dłużej włączaliśmy pralkę. Nie biegam i nie ćwiczę z Ewą Chodakowską. Jest zimno, więc większość czasu spędzam w galeriach i tramwajach. Mam kolegę do palenia, koleżankę do teatru i poduszkę do przytulania. Na mieszkaniu miłość, ale już zdążyliśmy się podzielić strefami wpływów w razie rozwodu. Namiętnie słucham Burzum. Z okna rzucamy do tramwajów petami. Nikomu nie chce się wynosić śmieci. We wtorki jadam na mieście. Do domu wracać nie chcę.

18 września 2013

Jak się zabić? Praktyczny poradnik.

Rzucił cię chłopak, jesteś gruby, masz pryszcze, ojciec nie chce zabulić za nowego iPhone'a a mama nie dała na nowe GTA V? Nic straconego. Mały szantaż emocjonalny jeszcze nikogo nie zabił. A jak zabił, to znaczy, że nie chodziło o nowe Airmaxy. Samobójstwo to sztuka, co potwierdzają Japończycy, którzy ze zwyczajnego seppuku uczynili pewnego rodzaju rytuał. Oczywiście w Kraju Kwitnącej Wiśni najwięcej samobójstw popełnianych jest w formie banalnego skoku z okna miejsca pracy. To najprostsza opcja, nie do końca skuteczna, ale zawsze jakiś efekt zaskoczenia jest. W jaki sposób mieć 100% powodzenia? To już po przerwie na reklamę i siku.

Tabsy i alko
Najbardziej banalna i pierwsza próba samobójcza, którą znam z piosenki Łzów "Opowiem wam jej historię". Ostatni rok wakacji w przedszkolu, rok 2000, okna otworzone, a my jedziemy starym Mitsubishi nad morze. Wiatr rozwiewa nam włosy i przewiewa łokcie, a w głośnikach dudni zawodzenie Ani Wyszkoni. Czy mogło być piękniej? Tak, mogliśmy stanąć na popas w McDonaldzie. Okazuje się bowiem, że zapomniałam z domu wiaderka, grabek, sitka i foremek. Płacz i zgrzytanie zębów. Kurwa, zamiast lansować się na wybrzeżu z nową foremką to ja w płacz. I wtedy narodziło się uczucie beznadziejności, które towarzyszy mi po dziś dzień. Jako naczelny lekoman i nadworny alkoholik jestem odporna na wstrząśniecie i mieszanie. Jeśli wy zamieszacie za mocno, to najwyżej zrobią wam płukanie żołądka. Nic więcej. I dostaniecie opierdol od matki, za rachunek za telefon - bo musieliście się nagrać wszystkim znajomym na pocztę. Opcja dobra dla nieśmiałych i skromnych.

Skok przez płot
Taki jeden też już skakał i został legendą, ale był Bogiem, uświadom to sobie. Był też taki, co skakał i przy okazji zabił jakąś laskę. Była też taka, co jak skoczyła to spadła na maskę samochodu i potem wyszła za mąż za jego właściciela(z wieży Eiffla skakała). Dochodzimy do konkluzji takiej, że jakbyś nie skoczył to i tak zrobisz trochę szumu. I w dodatku ma 33% szans na odnalezienie drugiej połówki, ale musisz wybulić na bilet. Jak masz hajs, i lubisz pewną dozę dramatyzmu, skok z budynku otoczonego gapiami, policją i karetkami jest idealnym miejscem dla ciebie. Oczywiście nie zapomnij powiadomić odpowiednie służby przed aktem końcowym. Najlepiej będzie, jak poprosisz znajomych, żeby to nagrali, może puszczą to w wieczornych faktach.

Lina się przecina
Na życiowej szubienicy wisiałam wiele razy, ale wisielce kojarzą mi się z onanistami w średniowieczu i ponurymi widokami wzdłuż lokalnych dróg XVI-wiecznej Francji. Już jako dziecko uwielbiałam owijać sobie szyję wstążkami, sznurami, gumkami od majtek czy skakanką. Efekt końcowy był taki, że zaczynałam bawić się nożami, gdyż wszystko co długie (nawet torebki z długimi paskami) były zbyt głęboko schowane. Ogólnie nie polecam, bo albo żyrandol nie wytrzyma (tu mam na myśli końcową scenę "Wojny państwa Rose"), albo mama przyniesie wam podwieczorek do pokoju i zapyta czo to za nowa moda z tymi paskami na ryju.

Gaz, gaz, gaz, gaz, gaz, do dechy gaz
Przekleństwa Niewinności, ostatnie scena. Lux (Kirsten Dunst) siedzi w samochodzie. Policjanci otwierają drzwi do garażu, z którego wydobywa się okropny smród. Fajna sprawa, ale tylko na filmach. W swoim nowym mieszkaniu mam kuchenkę gazową, ale zbyt duża ilość gości o każdej porze dnia i nocy przeszkadza mi w wypełnieniu mojego małego marzenia. Może się też przy takim wyczynie, że masz nieszczelne okna i jeszcze wybulisz na wstawianie nowych, albo coś. Rozumiesz, leżysz sobie, myśląc o szkolnej miłości - Grażynie, czekasz aż zacznie ci się kręcić w głowie, a tu lipa. Do tego nie możemy dopuścić. Może być tak, że od smrodu się zrzygasz.

Koka, amfa, meta, koka?
Tym razem Breaking Bad i ukochany Pulp Fiction (Thurman nigdy nie była tak seksowna jak wtedy z zakrwawioną twarzą). Ale i tak nas nie stać na złoty strzał. Nawet, jeśli weźmiemy wszystkie oszczędności babci. Nawet. A jeszcze wam się spodoba! (wiem, co mówię)

Jedziemy... autostopem
Rzucanie się pod pociąg, samochód czy inne środki transportu świadczy jedynie o tandeciarstwie, braku wyczucia estetycznego i narcystycznym egoizmie, bo przecież "Co mnie to obchodzi, że ludzie jadą tym pociągiem do pracy, skoro JA mam ochotę się zabić i zatamować ruch pociągowy na najbliższe kilka godzin" Pociągi jadą tak wolno, że jeśli się rzucisz z mostu na przejazd, to najwyżej złamiesz rękę. A jeśli już wybierzesz jakieś pedolino co pędzi 152 km/h to zważ na to, że nikt nie chce oglądać twoich wnętrzności, chyba że jest lokalnym śledczym, grabarzem czy należy do rodziny Aegypiinae.

Kaczuszka
Naturalnym odruchem, gdy wpadniemy do wody jest rozpaczliwe wydostanie się na powierzchnię. Utonięcie, jako rodzaj śmierci, udaje się jedynie przy pomocy lokalnych gangsterów, gdy za bardzo zabalujemy z dziewczyną lokalnej, polskiej podróbki Vita Corleone w oryginalnym dresie Adidasa. Dodatkową atrakcją są cementowe buty (hit sezonu, bo nikt na dzielni takich nie ma). Z drugiej jednak strony jak można utopić się w lokalnym strumyku? Nie wiem. Boję się salmonelli. Jeżeli bardzo wam zależy na wyglądzie z Avatara i opuchliźnie, to poproście kogoś, kto was nienawidzi tak bardzo, że utopiłby was w łyżce wody.

Broń
Broń biała? Jeśli tak to tasak, czy nóż rzeźnicki? Harakiri? A masz katanę? Gnat? Rewolwer? Kusza? Strzelba? A może łuk? Wybór nie jest prosty. Notka rozwlekła mi się jak kazanie księdza Jacka na Boże Narodzenie, więc nie będę tu opisywała całego przygotowania i czyszczenia wiatrówki. Jeśli nie umiesz posługiwać się nawet nożyczkami, to nie dotykaj się broni, nawet tej z pegazusa, bo zrobisz sobie krzywdę.

Smaczek:
"Brzytwa kaleczy
rzeka jest mokra
od kwasu piecze
ciągnie od okna
broń się zacina
gaz może mdlić
zrywa się lina
już lepiej żyć"

D. Parker

Pamiętajcie dzieci, życie nie kończy się na nowych vansach i fotkach na instagramie. Jeżeli już gorzej być nie może (zacznij się bić deską po nodze), a może i tu musicie mi wierzyć, zapamiętajcie jedną rzecz: żyletką tniemy wzdłuż ulicy, nie w poprzek (wbrew temu co pokazują w hAmerykańskich filmach).

11 września 2013

Postawić Ci namiot?

Prosta sprawa. Takie rzeczy tylko ze mną. Wszyscy w Szwecji, Nowym Jorku i Dublinie. Polaki-Ziemniaki w pracy. Tośmy się wzięli i postawili namiot. Zasada jest jedna: ilość osób w namiocie zalecane przez producenta razy dwa dodać jeden. Wyszło nawet spoko i śmiesznie. Dużo rumu i zupek na sucho, dużo szczania i śpiewania.

Potrzebne:
Namiot
Ludzie (x- zalecana wartość podana przez producenta. 2x+1)
Alkohol
Popita
Zupki Chińskie na sucho
Naładowane telefony z muzyką
Kabanosy
Poduszka
Mapa do najbliższego monopola

Przygotowanie:

1. Znajdź miejscówkę, gdzie spokojnie rozłożysz namiot, w miarę daleko od ludzi (bo za głośno) (ale w miarę blisko by (nie daj boże) iść po pomoc). Jakieś jezioro, las, polana. W ostateczności został ci ogródek u babci. Gdy w końcu ustalicie gdzie balujecie, ustalcie kto ma namiot (najlepiej jakiś chłopak) i ustalcie kto będzie mistrzem ceremonii.

2. Wepchajcie się wszyscy do namiotu. Teraz wyjdźcie i ściągnijcie buty. Znów wejdźcie i usadowicie się wygodnie. O, komuś, kto wszedł pierwszy zachciało się lać? To pewnie z wrażenia. Wyjdźcie wszyscy i znów wejdźcie. Zacznijcie pić. Oj... chyba się coś rozlało. Spokojnie, to tylko sok. Wyjdźcie wszyscy i niech ktoś to powyciera. Nie bluzą, idioto!

3. Czyli jednak palicie ognisko. Picie w pięciu w dwuosobowym namiocie to trochę głupota. Tyz prawda. Nie umiecie rozpalić ogniska, a zrobiło się zimno? Biedaczki. Ubierzcie wszystko co macie i wracajcie do namiotu.

4. Zapuśćcie muzykę, którą słuchaliście w podstawówce (techno, PussycatDolls, Britney Spears, TokioHotel - jednak nie byli tak straszni jak Bieber). Jest wam za ciepło? Tak zorepnijcie namiot i napuśćcie tam ciem i komarów. Jesteście tacy mądrzy.

5. Czyli jednak druga próba rozpalenia ogniska. No dobrze. Macie mokre gałęzie i zapałki, bo szlachta pali drewnem. Stare paragony się spaliły a drewno nie? Oj.

6. Jest druga w nocy, wódka się kończy, a wam jest zimno i zacznie zaraz padać? Szybko złóżcie namiot. Nie jest to takie proste po pijaku, ale powoli i bez paniki. O, błyska się? I zaczyna kropić? ODEJDŹ OD TEGO DRZEWA, SZMATO! Teraz lepij. Czyli co, idziecie na przystanek?

7. Jest trzecia w nocy, pada i wieje, a wy siedzicie w szamańskim kółku czekając na autobus. (lol, było wybrać miejscówkę koło domu, a nie kurwa na wsi, gdzie jest pięć autobusów dziennie). Amatorzy. Następnym razem szarpniecie się na kemping.

8. Przyjechał autobus. Pakujecie się do środka i błagacie kierowcę by włączył ogrzewanie na fula. Błogie ciepło dociera do skostniałych kończyn. Ktoś zgubił portfel. Głupotą jest wracać na łąkę. Zrzuta dla rozrzutnika.

9. Strasznie telepie i chce się rzygać. Po 20 minutach wyjdźcie na świeże powietrze dziękując panu i panu kierowcy. Jeśli mieszkasz na jakimś zadupiu, to okazuje się że bus/pociąg do domu masz za godzinę. Idź i kup sobie frytki w budzie.

10. Po godzinnej jeździe pociągiem i półgodzinnej jeździe autobusem zrzygaj się przed blokiem. To kabanosy i zepsuty sok z biedy. Trzeba przyznać, że impreza była udana. Już nigdy namiotu nie postawię.

4 września 2013

Jaka torebka pasuje do sylwetki? Modowy poradnik.

Kupując sobie torebkę, zawsze wybieram plecak. Ale na imprezie w City nie wypada pojawić się w osiedlowych Najaczach. Zazwyczaj kierujemy się marką (Szmatel, Kermit Klein, Tentani, ewentualnie Zara, gdy jesteśmy z Wałbrzycha), ceną - ale tylko wtedy, gdy nasz "mysiu-pysiu" całą wypłatę przepuścił na naszą nową sukienkę od wStolcze&Ruchanna i gdy nie jesteśmy modowymi bloggerkami i nie dostajemy profitów od polskich projektantów; wymiar, kolor i materiał bierzemy pod uwagę na sam koniec, bo ważne jest tylko to, by dobrze było widać logo.

Okazuje się bowiem, że nie tylko marką żyje człowiek, żryć też coś musi, i potem wygląda jak kij od miotły albo jak szynka polska wędzona (32,99 za kg w Tesco)zależnie jaką część wypłaty przeznacza na perfumy. I tu okazuje się, że dobranie torebki do sylwetki może nam ją dodatkowo dociążyć, albo nadać lekkości (naszemu portfelowi). ROTFL.

Wysoka i szczupła
Pasują ci torebki małe, albo zajebiście duże więc możesz wybrać między workiem szprotek, albo worem ziemniaków, które powinnaś wpierdalać w dzień i w nocy (jak ja). Jak ognia unikaj torebek o średnim rozmiarze np.: worek śmieci, nie po to jesteś szczupła i wysoka, niekoniecznie ładna, by wynosić śmieci. Od tego są dzieci.

Drobna i niska
Trzymaj się torebek średnich rozmiarów np.: siaty z zakupami, ale unikaj tych ogromnych np.: worku cementu, bo mogą nadmiernie przytłoczyć sylwetkę i jeszcze optycznie wyjdziesz na krasnala. Unikaj też toreb na długim pasku, bo to utnie ci nogi. Dosłownie. Zostawisz torebkę na ziemi, będziesz wracać, zahaczysz nogą i wybijesz sobie zęby. A tego chyba nie chcesz, Calineczko?

Puszysta
Szukaj torebek XXL, z duża ilością aplikacji, może to być worek podjebany Mikołajowi zmierzającemu do domu dziecka, albo worek cukierków od Emilia Wedla (najpyszniejsza opcja). Unikaj torebek, które są małe w tym przypadku woreczka z kokainą czy marihuaną. Bo na mieście pójdą słuchy, że nie tylko gruba, ale i ćpa.

Cyce jak donice
Gdy twój biust odciąga uwagę od brzydkiej twarzy jest się czym cieszyć. Serio. Moja rada to wybieranie torebek na pasku do bioder. W tym wypadku idealnym rozwiązaniem jest najmodniejsza w tym sezonie listonoszka. Jeśli masz zapędy szatańsko-destrukcyjne dorzuć do tego rower i kieckę z dużym dekoltem. Pedałuj ulicami podśpiewując sobie medytacyjny hit Skaldów ("Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jeeeedzieeee") obserwuj jak kolejne samochody wjeżdżają do rowów.

Szerokie biodra jak po czterech porodach
Szukaj torebek z krótkimi paskami, które można nosić na wysokości biustu, by odciągnąć uwagę od grubej dupy. Problem pojawia się gdy i masz wielkie cyce i szerokie biodra, wtedy zostaje tylko skok z 3 piętra Złotych Tarasów, bo żodyn ni wie, żech chciała być idealna.

Oryginalny link

13 sierpnia 2013

Gdzie znaleźć męża? Praktyczny poradnik.

Od jakiegoś czasu czytam papilota. Jest to wysoce haniebne zajęcie, jednakże pozwala przeżyć godziny pracy w względnym spokoju. Wystarczy powiedzieć "A widziałaś tą miętową maxi w Mohito?" by móc spokojnie myśleć o tym jak bardzo zjebane jest życie potwierdzając wywody koleżanki i własne poprzez onomatopeje. Ale wracając do pudelka. Płaczę na składnią i logiką artykułów. Chlastam się czytając listy czytelniczek. Delikatnie podszczypuję się w uda czytając 5 rzeczy które odstrasza faceta czy 10 trików by rozgrzać go do czerwoności. I właśnie się zastanawiam, czy sama nie napiszę takiego poradnika, ale bardziej w moim stylu. Zapraszam.

Każda z nas marzy o wielkiej miłości. O chwilach spędzonych na plaży pod gwiaździstym niebem, o romantycznych pocałunkach na karuzeli (podwójnie kręci się w głowie) czy o wspólnym piciu pod mostem, a przecież nic tak nie łączy ludzi jak wspólne zakopywanie zwłok. Jako, że jestem singlem od jakiś 19 lat i wciąż bezskutecznie szukam miłości na przystankach autobusowych i dworcach (to przez "Tramwaj zwany pożądaniem"), więc wiem co to rozczarowanie i zapach pociągowych toalet. Taki żarcik. Po prostu łatwiej się tłumaczy, że odjechał i to na zawsze, a przecież nikt normalny nie wraca do domu tą sama drogą.

1. Wakacje
Wyjazd na wakacje zawsze wiąże się z tym, że przez naszą pustą głowę przebiegnie myśl "Może poznam jakiegoś przystojnego, niewłochatego Włocha?". Nawet, jeśli jedziemy do rodziny na górny Śląsk marzymy o gorącym górniku coby rozkopał to, co pogrzebała nadzieja i kolejne butelki cydru. Ale pamiętajmy że wakacyjna miłość kończy się wraz z wymeldowaniem z hotelu albo wezwaniem z laboratorium epidemiologicznego. Nim zdążymy zapakować walizki do taksówki, nasz ukochany Ahmed już chędoży kolejną turystkę, która zakochała się w jego egzotycznej urodzie. Niektóre przygody kończą się także zwiększonym wskaźnikiem demograficznym w kwietniu, maju i czerwcu. Autorka tego tekstu jest żywym przykładem.

2. Bar
Jeśli idziemy do baru, to tylko po to by się porządnie upierdolić i znów zarzygać najlepszej psiapsiółce buty, a nie znaleźć faceta. Jeśli już jesteśmy takie zdesperowane to spotkamy napaleńców, zboczeńców i ewentualnie przyjezdnych wsiarzy (wszak, my jesteśmy z Warszawy). Alkohol na prawdę czyni cuda. Zwłaszcza gdy patrzysz w lustro po piątej tequili. Niestety, ludzie trzeźwi widzą zataczającą się brzydulę, która startuje do lokalnego dżolero, którego imieniem nazwali nową chorobę weneryczną. Znając twoje zamiłowania podejdziesz do tego przystojniaka pod krawatem z podwiniętymi rękawami koszuli. Najgorszy błąd! Jest to prezes jakiejś firmy, albo główny young brand manager albo jakiś inny CO, owner czy economic designer. Podchodzisz do niego, bo widzisz, że ma zegarek więcej warty niż twoje mieszkanie, a za jego krawat jesteś w stanie opłacić swój półroczny czynsz. Nawet o nim nie myśl, to alkoholik i degenerat, a ty jesteś brzydka i gruba. Zostaw go lepszym od siebie (i szczuplejszym) np.: mi.

3. Praca
Jeszcze gorsza miejscówa niż bar. Nie dość, że zostaniesz obiektem plotek (z jednej strony to miłe być gwiazdą biura) to wszyscy będą się śmiali z twoich potknięć. I oczywiście wszyscy będą spekulować czy mu już dałaś, czy jeszcze nie. Wtedy wywnioskują czy jesteś puszczalska ("Niby taka nieśmiała i do kościoła chodzi, a nogi rozchyla szerzej niż szlaban") czy świętoszkowata (choć koks dupą wciągałaś już w gimnazjum). Opinia leci. Z drugiej strony gra jest warta świeczki, jeżeli chodzi o prezesa (czy seks po godzinach na jego biurku), bo po ślubie nie musiałabyś już nigdy pracować (hehehe).

4. Klub fitness
Jeżeli poznałaś go w twoim klubie to musisz mieć wątpliwości, jeśli na twojej grupie jogi/salsy/pilatesu - to gej. Przygody rodem z filmów z Richardem Gere'm to filmowa fikcja. Facet, który przychodzi na jogę poćwiczyć, a nie pogapić się na wypięte tyłki koleżanek jest bardziej zniewieściały od ciebie i ma więcej kosmetyków.

5. Klatka schodowa
Widać, że jesteś BARDZO zdesperowana, że szukasz miłości na zaszczanej klatce schodowej, która jest lokalną mekką dilerów i złodziei. Ale każdy ćpun był kiedyś człowiekiem, tak jak każdy wałek tłuszczu był kiedyś pączkiem. Zmęczona wchodzisz do klatki, a on leży rozwalony na schodach. Przechodzisz, raz, drugi, dostrzegasz, że oprócz tego, że bierze metę ma niebieskie oczy. I... zakochujesz się. Potem jest już z górki: pierwszy buch, seks, rzeżączka, ostatnie pieniądze idą na kokę a ty dajesz dupy za kreskę.

6. Muzeum/Galeria sztuki
Jeśli on nie jest renowatorem zabytków (oni świetnie zarabiają, ale śmierdzą terpentyną) albo rozchwytywanym artystą (coś w stylu da Vinciego czy Marc'a Rothko- btw. świetna wystawa) nie napalaj się. Jest to zwykły nudziarz, który pije tylko czerwone wino a dupę podciera z odgiętym małym palcem. Godzinami będzie Cię zanudzał szczegółami architektonicznymi Syreniego Śpiewu, aż skończy się impreza (tam szybko się nie kończą). Weekendy będziesz spędzać przed "Damą z łasiczką", gdzie on będzie próbował ukradkowo się onanizować.

7. Portale randkowe
Udało się skurwysynom! Naciągnęli Cię na miesięczny abonament i oferty od lokalnych pedofilów. Każda poznana w sieci osoba, to zbok. A każda Ania24 to Robert56. Po pierwszej wiadomości będzie wymagał twoich fotek w bieliźnie od byłego. W piątej poda ci adres na który masz mu wysłać używane majtki, a dwa tygodnie po zablokowaniu pojawi się pod twoim blokiem z trzema kolegami. Niestety ten gang bang nie będzie wyglądał tak przyjemnie jak ten z udziałem Sashy Grey.

8. Kościół
Czyli jednak. Poszłaś się modlić o coś czego nigdy nie dostaniesz. Bóg słucha wszystkich intencji, a szczególnie tych dobrze opłaconych swojemu wysłannikowi. Prawda jest taka, że wszystkie dziewczyny szaleją za klerykami i młodymi sługami bożymi. Po pierwsze: "jak takie ciasteczko mogło iść do zakonu?". Po drugie: jeszcze nie jest księdzem i da się go uratować. Nie dziw się więc, gdy na mszy dla dzieci o 11 przed ołtarzem spotkasz napalone gimnazajlistki a nie przedszkolaki. Taki kleryk potrafi zawrócić w głowie, a jeszcze bardziej zgorszone członkinie Róż Żywego Różańca.

9. Wesele
Udało się wypatrzyć słodką kremóweczkę (tak mówimy na mieszkańców Wadowic) pośród rubasznych wujków z Podlasia? Jeśli przyszedł sam, to już możesz potwierdzać zaproszenia na ślub i rezerwację sali. Wesele to fantastyczne centrum obserwacyjne przyszłego ojca twoich dzieci. Uno: na weselu są dzieci. Jeśli się z nimi bawi - jest opiekuńczy. Duo: Jeśli rozmawia z matką, ale nie dłużej niż 10 minut - jest rodzinny, ale nie jest maminsynkiem. Tres: Jeśli żartuje z wujkami - jest zabawny. Quattro: Jeśli pije tylko okazyjne toasty - nie jest alkoholikiem. I na koniec (bo nie wiem jak jest pięć po hiszpańsku) Jeśli dobrze tańczy - Jest dobry w łóżku. Odpowiedziałaś twierdząco przynajmniej na dwa? Bierz go! ALE pamiętaj o jednej zasadzie - przetańczona cała noc = rychły ślub w oczach wszystkich. Jesteś na dobrej drodze, by w końcu pozbyć się przydomku starej panny.


Męża można znaleźć wszędzie. Na ulicy, w domu, w ogrodzie, pod stołem i na werandzie ciotki Kryśki. Ale pamiętaj, by we wszystkim mieć umiar, tak samo jak w modzie "mniej znaczy więcej", tak w szukaniu męża im mniej szukasz tym szybciej znajdziesz. No chyba ze przestałaś szukać już w liceum, gdy największy goguś w klasie powiedział ci ze masz brzydkie okulary. W tym wypadku idź i pobaw się z kotem. Życzymy sukcesów na nowej drodze poszukiwania miłości z jedną radą: umyj się.

31 lipca 2013

Jedziemy nad morze. Praktyczny poradnik.

Decyzja zapadła jakieś 5 lat temu. Jadę nad morze. I tak się okazało, że się parę osób zebrało. Nie wiem jakim cudem, ale jednak. Wyjazdy, wyjazdami, ale trudną sztukę pakowania opanowałam do perfekcji. Dziś praktyczny poradnik jak przygotować się na wyjazd nad morze.

Lista
Nie rób żadnej, bo ją szybciej zgubisz, niż się spakujesz. Albo lepiej zrób. Jeszcze lepiej, jak przez dwie-trzy godziny będziesz się bawił w Wordzie odcieniami kolumn. Taaak. Druknij ją w trzech kopiach i zostaw w drukarce. Zależnie od tego na jak długo jedziemy bierzemy dużo rzeczy albo bardzo dużo niepotrzebnych rzeczy. Zapisz ją w kalendarzu, pamiętniku, dzienniku, notatce na fejsie, nagraj na poczcie głosowej i ewentualnie podziel się nią z mamą.

Ubrania
Pogoda nad morzem bywa zdradliwa, dlatego też, choć zapowiadają 40 stopni w cieniu na 10 w morzu, to i tak warto zabrać w ten dzień na plażę kurtkę przeciwdeszczową z polarem. Pewnie gdzieś pójdziemy na imprezę więc ze trzy outfity imprezowe są obowiązkowe - ze spodniami i obcisłym topem, ze spódniczką i z czerwoną sukienką, bo wciąż szukamy prawdziwej miłości- przecież nad morzem musimy jakoś wyglądać. Pomijając zwały tłuszczu wylewające się poza fotel pakujemy też skąpe bikini w panterkę (na podryw bojsików). Nie zapominajmy o jakimś dresie, butach sportowych, opasce magnetycznej i słuchawkach do biegania, bo podczas wyjazdu z pewnością będziemy dbać o kondycję. Nie zapominajmy też o majtkach, ale odpuśćmy sobie te, które wydziergała nam babcia, mimo tego, że nasze imię jest doskonale podkreślone przez kształt naszych pośladków wyrzeźbionych przez ostatnie trzy miesiące pod okiem Ewy Chodakowskiej. Mimo tego, że wyjdą efektywnie na zdjęciu w stylu Marylin Monroe, gdy przywieje wietrzyk, decydujemy się na stonowaną klasykę i szyk. Dlatego też wybieramy bieliznę lepszą (i droższą), więc nie bierzemy majtek za 5 zł, tylko te za 6 z motylkiem (wersja dla pań).

Hola, hola. Myślisz, że to już koniec. Nic bardziej mylnego. Przejdźmy do dolnej części ciała: szorty (obowiązkowo z flagą USA), spodenki nad kolano (na wieczorny spacer), spodenki 7/8 na chłodniejsze dni, dżinsy, spódniczkę w kwiatki (bo jesteśmy romantyczkami), spódnicę maxi (jak zapomnimy ogolić nóg, albo są w odcieniu Mąki Brzeskiej Tortowej typ 500), cygaretki (miętowe) do kościoła i legginsy (na podróż, najlepiej w kosmiczny wzór, by podkreślały naszą boskość).

Do tego oczywiście dobieramy koszulki. Obowiązkowo jedna z krzyżem (bo jesteśmy troszkę mroczne, ale nie zamroczone), ze trzy na ramiączkach, żeby było widać stanik, najlepiej z jakimiś fajnymi napisami w stylu "nie masz szans", "ostatnia czysta koszulka" czy "jestem zbyt seksowna dla mojego ex", oczywiście wszystko w translacji angielskiej, bo przecież jesteśmy tacy światowi. Wypadałoby wziąć kilka zwykłych koszulek, ze dwie z długim rękawem, jedną z koronką zamiast pleców, tak by wszyscy podziwiali biustonosz zakupimy w intimissimi. Dorzućmy do tego jakiś polar, bluzę na wieczorne ognisko z lokalnymi bojsikami i sweterek w serek (jeżu, ta gra słów!). Skarpetki są oczywiste, bo jesteśmy z Polski. Jeśli czegoś nie masz, nawet jak tego nie użyjesz - KUP.

Obuwie
Wyżej wspomniane skarpetki zręcznie łączymy z sandałami sportowymi. Potrzebujemy też balerinek(na party), szpilek (na dupy), adidasów, trampek (dla niezdecydowanych), traperów - nad morzem też są góry, kaloszy - często pada, kozaków z dziurami, gdyby było mniej niż 30 stopni wciąż mamy wentylację, japonek - na plażę, klapek kubota - ale to ironicznie. Jeśli coś ci brakuje - KUP.

biere ze czy pary!

Kosmetyki
Mimo 50 stopni na plaży nie możemy pozwolić by jakiekolwiek niedoskonałości ukazały się doskonałej pogodzie. Potrzebujemy: podkładu, pudru, fluidu, utrwalacza, cieni do powiek (12 kolorów), tuszu do rzęs, odżywki do rzęs, szczoteczki do brwi, kredki do oczu, kredki do brwi, kredki do ust, szminki, błyszczyku, pomadki o smaku mango (lokalsi muszą zasmakować trochę egzotyki), eyelinera w pędzlu i mazaku w dwóch kolorach, mleczka do demakijażu, mleczka po goleniu, wacików, wkładek, podpasek, kremu na dzień, noc, pod oczy, kremu do golenia, plastrów do golenia, maszynki, lokówki, suszarki, prostownicy, lakieru do włosów, gumy do włosów, peelingu do twarzy, żelu do twarzy, maseczki na twarz, lakieru do paznokci (5 kolorów - najmniej), odżywki do paznokci, zestaw do mani i pedi, szamponu, dezodorantu w sztyfcie, kulce i spreju, odżywki na włosy, scrubu solnego, peelingu, kremu do stóp, żelu pod prysznic, mydła, plastrów na odciski, okrągłej szczotki do włosów, drewnianej szczotki do włosów, grzebienia, szczoteczki do zębów, pasty do zębów, wybielacza do zębów, kilku maseczek łagodzących z aloesu, kremu z filtrem 20 - lepszy niż solara 3 razy w tygodniu, kremu z filtrem 30 - murzyńska opalenizna nieźle kontrastuje ze śniegiem na Kasprowym za oknem rodzinnego domu, kremu z filtrem 50 - dla tych, co po 10 minutach na słońcu wyglądają jak buraki i pachną jak skwarki (smaczne połączenie). Jeśli twoja kosmetyczka nie wygląda jak bagaż podręczny - dokup to czego Ci brakuje.

to dopiero ubrania.

Other Stuff
Laptop, telefon, aparat, mp3. Najbardziej podoba mi się opcja z kablami. Jeden do laptopa, dwa do aparatu (ładowanie i zgrywanie fotek), słuchawki, mp3, ładowarka do mp3 i ładowarka do telefonu. Zeszyt i długopis, bo na pewno będziesz notować co zobaczyłeś a rodzicom przeczytasz swój wakacyjny pamiętnik. Pogoda jest zdradliwa, więc przyda ci się parasol składany, peleryna przeciwdeszczowa, parasol laska, latarka, GPS, zapałki, mapa, okulary przeciwsłoneczne, 4 pary kolczyków, kasa, portfel, legitymacja.
Jeśli nie masz nic w wyżej wymienionych - KUP.

Papełko
Oddaj swej rodzicielce na chwilę stery by poupychać to wszystko do minivana. Zaufaj jej, bo w kwestii żywienia podróżnego jest niczym mistrz Yoda w sztukach walki w Star Wars. Choć zapakowana przez nią walizka wygląda podejrzanie, możesz mieć nadzieję, że nie zginiesz z głodu przez najbliższy tydzień. Bo nie będziesz kupował tam gofrów, idioto.

Gotowy? No to w drogę.

24 lipca 2013

Deża-kurwa-vi

W tym roku (znowu), z resztą jest już to tradycją, wybrałam się na bardzo słodkie święto. I także tym razem naszło mnie na przemyślenia podobne do tych z poprzednich lat. Stojąc w tłumie przy 5 słupku od "wejścia", dokładnie jak rok temu, pomyślałam sobie dokładnie to samo co rok temu "W przyszłym roku będzie inaczej". I nagle światłość zalała tłum, ale nie był to Jezus czy UFO, po prostu zaczął się koncert. Dubstepowo-hipsetrskie rytmy zalały publikę jak menel murek w parku. Mnie zalało co innego.

Pytania. Mnóstwo pytań. Tak jak w tamtym roku (i dwa lata temu też) królowało "Dlaczego, jebusie?" i "Jak można być tak pojebanym?". A potem pomyślałam sobie, że przecież to już kiedyś miało miejsce. I przypomniałam sobie, że w tamtym roku i dwa lata temu robiłam dokładnie to samo. Takie deża-vi. A najlepsze jest to, że przez te dwa lata nic się nie zmieniło i zmieniło się wszystko. Niby wszystko, bo zmieniło się życie, a jednak dalej jestem nieszczęśliwa, samotna itp., itd - czyli nie zmieniło się praktycznie nic. Ale zmieniły się priorytety, miłości, adresy, znajomości. Nie zmieniło się zmęczenie, samotne spacery, bieganie, spanie, jedzenie, myślenie i życie. Zmieniły się ubrania, twarz, układ pokoju, tapeta na pulpicie. Zostały za to bezsenność, poradniki masochisty, wieczorki masochistyczne, stalking, długie prysznice, ciągła ucieczka. Pojawiły się papierosy, alkohol, narkotyki, hazard. Zniknęli dawni "przyjaciele", piątkowe frytki, wyjścia na sok i zwiedzanie empiku. Zostały myśli samobójcze. Zmieniły się gusta muzyczne, pozostała natomiast pustka po wyłaczeniu odtwarzacza. Zmienił się artysta grajacy na estradzie, ale został ten sam tępy ból, niesmak do samego siebie, woń tytoniu i łzy w oczach podczas powrotu.

Niby wszystko się zmieniło, a nic się nie zmieniło.
Dlaczego, jebusie?

9 lipca 2013

Summertime sadness

Trzymam lewego faka w rozmrażającej się wątróbce i się tak zastanawiam dlaczego. Fak - to wiem - piekłam pączki i wiadomo jak się robi osiem rzeczy na raz, to potem tak wychodzi. Na fejsie fotki z powietrza (skakajo te bogacze z samolotów), słonecznej Italii, Openera i Baranowa pod Rzeszowem. Są także te bardziej interesujące - z trzydniowym zarostem i prosto z łóżka. Dlatego też dzień nie można uznać za stracony. Jednakowoż.
Ostatnimi czasy -tzn. jakiś tydzień- biegam. Jak ze wszystkim, robię to samotnie. Samotnie też jadam, pijam, sypiam (chyba, że na imprezach), podróżuję i przeżywam przygody. Samotnie też marzę, paląc, a w planach widzę tylko siebie. Nie za bardzo egoistycznie, koleżanko? Wychodzi na to, że nie, bo po prostu nie mam z kim. Sama też pojadę na wakacje - to prawie pewne. Jeśli w ogóle pojadę. Tak jak w Kilerze "Sama się związałam, sama się rozwiązałam" Ale tak serio, to pomógł Jurek. I tak szczerze, z resztą tylko tu jest szczerze, to ja nawet nie mam z kim papierów na studia zawieść. Bo albo nie idą tam, gdzie ja albo pracują albo nie żyją. I pojadę sama. Znowu. Chciałabym pojechać nad morze, by się bawić do upadłego, spać na plaży jak menel i nic nie robić. Albo na jakiś koncert, albo po prostu gdzieś. Ale nie sama. Bo już dość mam domu, rzeki i grania w LoL'a. Sama. Dość mam siedzenia w robocie, sztucznego "Dzień dobry i spierdalaj". W przyszłym tygodniu będą dwa miechy odkąd mieszkam w domu regularnie i już mam dość. Miałam nadzieję na wakacyjne romanse, wycieczki w góry, nad morze i na imprezy. Te ostatnie, choć rzadko, to najczęściej przewijały się przez listę zadań na ten rok. Ale co z tego, skoro gdzieś w ogólnym rozgardiaszu zostawałam sama, gdzieś pod krzakiem (żart wyszedł mi przedni)? Znowu.

Ogólnie to całe życie mam taki summertime sadness. Niedługo. Mam nadzieję. Znowu.

30 czerwca 2013

Poimprezowe smuteczki

Oblewamy maturę. Jest 5:33. (piszę to dla siebie, żeby pamiętać, że była taka godzina, jak zaczynałam pisać i płakać). Wszyscy śpią. Fajne są takie imprezy. Zwłaszcza u mnie. Nikt nie płacze, wszyscy się dobrze bawią, dużo śpiewają, nie ma bójek, jest mało zdjęć. Wiadomo im mniej zdjęć tym lepsza impreza. Wiadomo też, że nie ma imprezy bez ofiary np.: poparzenie, rzyganie, krew. Ale to znaczy że było spoko. Teraz jest najlepiej. Słońce wschodzi, wódka się kończy i wszyscy śpią. Pojedyncze jednostki wracają z imprez do domu, chwiejąc się niemiłosiernie. W takich chwilach, bo przecież nie będę spała, nachodzą mnie różnego rodzaje refluksje (błąd celowy).

Zawsze robią się grupki. Mniejsze, większe, pary, indywidua. Czy by było 100 czy 5 osób - zawsze. Nie po to imprezujemy razem, by siedzieć w osobnych pokojach, a jak jedna grupa przychodzi, to inna wychodzi. Najbardziej mnie chyba boli, jak są pary. Nie potrafię im spojrzeć na twarze, bo tak mi głupio, że mogłam im przerwać coś "ważnego", że może w tej chwili mieli się pocałować, że jeżu, mogli uprawiać właśnie seks, a ja im wchodzę, tak bezczelnie, i się pytam, czy mogę sobie sprawdzić autobusy do dworca. Teraz też mi głupio, bo siedzę przy tym kompie, jak głupia jakaś, a poszłabym na balkon zapalić czy popłakać, ale nie, bo w pokoju z balkonem są oni i mi głupio, że im zakłócam prywatność, choć to moje mieszkanie (!!!). Borze. A może ja też chciałbym tak teraz zadzwonić do kochanka, że "O-borze, Andrzej, tak Cię kocham misiu". I nie certolić się, tylko wyjść na ten jebany balkon, zapalić i powiedzieć "Tęskno mi Panie" do tego jebanego świata, i stać na tym zimnie, czuć dreszcze na ciele, ale czuć, i mieć świadomość, że ktoś jest tu przy mnie, bądź rozumie mój ból. Bo być może, ja też chciałabym kogoś przytulić i nie mówię tu o napalonych laskach co mnie macają cały wieczór licząc na przygody, bo tego akurat nie potrzebuję. Może ja też chciałabym pogadać, pośmiać się, spojrzeć w oczy, poflirtować. A tu taki huj.

Chciałabym mieć świadomość, że jest ktoś w świecie, co też tak stoi na tym balkonie, akurat teraz, drży z zimna, leniwie zaciąga się papierosem i myśli to samo co ja. Że też by chciał, ale tak obok, a nie obojętnie jak turyści. Bo w sumie, lepiej się stoi we dwóch, blisko siebie - by trzymać ciepło - i patrzy na wschód słońca, na wracające miss mokrego podkoszulka w jednym bucie. I w sumie fajniej tak krzyknąć razem, żeby poszły do kościoła z nami na piątą (rano, a jak). Takie śmieszki, żeby były. I żeby czuć, że nie jesteś sam. Przynajmniej raz. Że ktoś jest tu i teraz. Żeby się nie liczyły jakieś pary na kanapie w salonie, tylko ta fajka, albo i nie, i że jest ktoś obok, co czuje to samo co ty.


najlepiej się czuję patrząc na wschód słońca (ew. zachód, ale wtedy zwykle popłakuję)

14 czerwca 2013

Gwałcę replay. Namiętnie

Wracałam dziś o piątej z imprezy. Najpiękniejsze chwile w życiu. Te kolory, te babcie. Wciąż kocham rum i jestem nieszczęśliwa. Pozdrawiam.

Dwje wersje.




najlepsze jest to, że nie opublikowałam części III.

przy dwóch ostatnich wciągam kolejną kreskę nieszczęścia

2 czerwca 2013

Wesela, wesela

W życiu każdego człowieka nadchodzi taki moment, czy to kuzynka się trafi, czy to brat, czy jakiś wujek po kisielu, że na wesele iść trzeba. I na nic są tłumaczenia „Ale mamo, muszę zabić tego Trolla na 29 levelu w Word of Wordcraft” czy „Patrz tato, moja pleśń zmieniła kolor, to z pewnością zmieni przyszłość całej nauki!”. Po prostu trzeba się spiąć, wskoczyć w garniak, czy tam kiecę jakąś, umyć się trzeba, a zęby przede wszystkim, bo zdjęcia będą robić. Nie jest miło. Nie jest nawet fajnie.

Jadźka, wyglądasz pięknie (ale przytyłaś)

W Polsce, a szczególnie w „zaścianku”, ciekawym jest zjawisko lansu, który jest charakterystyczny dla takich zgromadzeń rodzinnych jak wesele. Wszystko zaczyna się wraz z przyjściem zaproszenia na to fantastyczne wydarzenie. Ba, nawet wcześniej, bo popularna staje się w Polsce impreza zaręczynowa. Dowiadując się o weselu, w głowach naszych matek, cioć, wujków, ojców i innych kisielowych krewnych pojawia się potrzeba zaistnienia w świecie. Chcą podczas imprezy pokazać się z jak najlepszej strony. Wiadomym jest, że chcemy wyglądać fantastycznie, chcemy zostać zapamiętani jako dobrze ubrani, jako osiągający sukcesy. Prawdy nikt znać nie musi.

Zaczynają się poszukiwania sukienki. Oczywiście, wybór pada na te najkrótsze, najskąpsze czy też najbardziej błyszczące. Pojawiają się też pierwsze teksty „Co, ja w 42 nie wejdę? Jeszcze dwa lata temu miałam 40!”. To dopiero początek. W takich też sytuacjach pojawiają się też pierwsze myśli samobójcze „JezusMariaPrzytyłam!”. A tylko dwa tygodnie do wesela. Czy jest coś zabawniejszego, niż czekanie na pęknięcie sukienki ciotki Zosi? Chyba nie.

Nie zapominajmy o fryzjerze i kosmetyczce. Na weselu możemy zobaczyć przegląd top trendów ostatnich trzydziestu lat, w zależności, kto i w jakim czasie miał szansę brylować na imprezach. Efekt końcowy jest taki, że dwie osoby mają takie same sukienki albo ktoś wyszedł jak gwiazda niemieckiego kina pornograficznego, co jest oczywiście charakterystyczne dla osobników z Polski wschodniej i Pomorza.

Życzenia

Pomijając cały proces dojazdu do miejsca zbrodni („Zygmunt, zgubiliśmy się!”) i ceremonii ślubnej („Andrzej, rób zdjęcia!”), możemy spokojnie przejść do życzeń.
Tuż po wyjściu pary młodej z kościoła/urzędu stanu cywilnego, w tymże miejscu ustawia się gigantyczna kolejka z kwiatami, podarkami, misiami czy kopertami. Na całe szczęście nie wiem jak to jest usłyszeć od rubasznego wujka słowa „Chędoż często, czasem rankiem, zawsze dobrym bądź kochankiem. Zrób śniadanie żonie rano, by ci dała dziś w kakao”, „Na krewniaka czekam z wódką, trzymaj żonę swą pod kłódką” czy „Dużo seksu, mało dzieci, niech wam życie tak nie zleci, jak mi dzisiaj kubeł śmieci”. Serio, kto chciałby otrzymać takie życzenia? Łapka w górę!

Prezent Perfect

Czymże byłby wesela bez prezentów? Oczywiście kwiaty, to podstawa. Im większe i bardziej fikuśne tym lepiej. Kimże byłaby chrzestna z Opola be nowej pralko-zamrażarki w tym pudełku wielkości fiata 126p? Niczem. Nie tylko strój definiuje naszą postać w plotkach na najbliższe pięć lat, ale i prezent jakim chcemy nagrodzić parę młodą za ten samobójczy krok w stronę ślubnego kobierca. Najczęstszym prezentem są pieniądze albo puste koperty, jednakże miałam okazję zobaczyć gigantyczne misie, które nie sposób było wziąć, a także pudła z porcelaną w kaczuszki. Ludzie bywają bezczelni i na prośbę jednej z licznych krewnych by zamiast kwiatów przynieśli kupony lotto, przynieśli… kwiaty. Tony, miliony tuzinów. Za przeproszeniem, co komu po kwiatach, które za trzy dni zwiędną? Jasne, można dać jeszcze słodkie bukiety, ale taki jeden stoi od dwóch lat u mnie na pianinie. Z pewnością zacznę go jeść. Teraz.

Nałóż sobie szaszłyczka


uważaj Kazek, bo pobrudzisz

Po tradycyjnym toaście i szalonym "100 lat" czas na żarło. O jedzeniu na weselu można pisać poematy. Ale zawsze jest taki sam standard: rosół i ziemniaki z kotletem. Pary młode starają się wymyślać co ciekawsze dania, by urozmaicić smaki gości; czasami to wychodzi a czasem nie. Fontanna z czekolady, to istny hit weselny. Niezła atrakcja, dla mieszkańców Podlasia i Beskidów. Ale cóż z tego, skoro owoce nieświeże, stare jajka zepsuły ciasto, a ziemniaki niedogotowane?
Dobre jedzenie = dobre wesele. Z tego co najczęściej było wspominane w domu z imprez weselnych, to jedzenie. A u Kaśki były płonące szaszłyki, a u Grażyny nie podawali jedzenia, a u Witka, Kazek z Mirkiem pili wódkę z pieprzem, żeby zabić salmonellę itp., itd.

One Vodka… four vodka... floor

Wesele bez wódki? Ocipiałeś? Nikt na trzeźwo nie będzie tańczył, jadł i grał w żenujące zabawy organizowane przez rubasznego wodzireja. Alkohol to podstawa. Choć czasu się zmieniają - niektórzy chcą cichej i skromnej ceremonii zwieńczonej obiadem w gronie najbliższych, jednakże goście i tak robią swoje. Przykład z autopsji. Była wódka, ale mało, bo wyliczona symbolicznie. Nie było nawet muzyki. Lecz od czego są goście (świetnie poinformowani o takim, a nie innym przebiegu imprezy). Zajechali do sklepu, przywieźli wódę i muzykę. Choć sala była opłacona jedynie do dwudziestej pierwszej, to i tak niedobitki były wynoszone około północy. I nie sposób nie przygotować kolejnych butelek dla wychodzących gości. Nie mogą wyjść spragnieni.

Wódkę można by wcisnąć prawie w każdy omawiany aspekt, bo po wódce jesteśmy bardziej otwarci, towarzyscy, zabawni. Prawie zapomniałabym o momencie upojenia alkoholowego, kiedy to twoi wujkowie nie poznają własnych siostrzenic/bratanic i zaczynają je podrywać, oczywiście nie ma w tym nic złego, dopóki nie tańczysz z takim jednym, a on zaczyna cię obmacywać i wieszać się po tobie. Bywa też tak, że podczas picia wychodzą rodzinne tajemnice skrywane od lat. I nie ma bata. Musi być wpierdol. Bez dwóch zdań to taki weselny standardzik.

Masz już chłopaka?

Small talk nie jest polską specjalnością. Siedząc pośród starszych cioć i wujków jesteś poniekąd skazany na grad pytań, jakimi zasypią cię podczas deseru. "Gdzie do szkoły?, Jakie studia?, Jaka praca?, Masz chłopaka?, Czemu z nim nie przyszłaś?, Gdzie jest twój narzeczony?, Jak mama brała ślub, to była w twoim wieku. Ciotka Józka, to już miała jedno dziecko, a drugie w drodze. Co tam słychać, He?" Pytania te, choć pozornie proste, są studnią bez dna. W takich sytuacjach możesz liczyć na swój urok osobisty (albo i nie) a także na inteligencję (albo i nie), by usłyszeć „Gadane masz jak ojciec”. Po wspomnianym wyżej alkoholu wychodzą także prywatne poglądy nie niektóre sprawy. Np.: na politykę. Ach, ile kłótni, waśni i sporów wywołał ten wdzięczny temacik. Ważne, że wesele to możliwość do wymiany poglądów, opinii i sądów na dane tematy. Bo przecież, trzeba wiedzieć „Co tam słychać w handlu, Ziutek?

Muzyka i zabawa


żeby jej ino fryzury nie zniszczył!

Skoro mamy już wódkę, to czas na zabawę. Nie oszukujmy się, ale dobry zespół to filar polskiego wesela. Już na etapie planowania musimy wyzbyć się marzeń o kwartecie smyczkowym czy o zespole Death metalowym. Nawet, jeżeli twoi goście, to norwescy drwalowe z brodami, zafascynowani kulturą celtycką. Disco polo z lat 90’ jest niczym smrodek ciągnący się za skunksem. Niby nikt nie lubi, ale wszyscy znają i dobrze się przy tym bawią. Do lamusa wciąż nie odeszły typowe zabawy. Przeciąganie jajka czy innego banana prze nogawkę spodni, silnie kojarzy się z jednym. Kilka dni temu oglądałam wideo z wesela kuzyna, gdzie pod sam koniec zabawy goście dobierali się w pary i która z nich szybciej się rozebrała bez użycia rąk ta wygrywała. Oczywiście wśród tych zabaw są tradycyjne oczepiny, które kończą się różnie. A to szczęśliwi ludzie, którym udało się złapać bukiet i muchę muszą się pocałować, a zazdrosny partner któregoś z nich wszczyna bójkę. Albo jakieś jajko zostaje zgniecione podczas wędrówki wzdłuż nogawki. Bywa też, że któryś z podchmielonych wujków wychodzi na parkiet i zaczyna robić areobik albo… striptiz.

Polskie wesele dobiega końca. Wszyscy są spici i zadowoleni. Na wierzch wyszła kolejna rodzinna afera, która będzie się ciągła do kolejnego rodzinnego spotkania. Ciotka Kryśka jest definitywnie pokłócona z ciotką Anetą, a wujek Zbyszek jest już za stary na dansing (dlatego ta karetka). Nowożeńcy liczą straty, a ich rodzice są dumni, że nikt nie zarzygał toalety, jak to było u kuzyna Grześka. Wodzirej rzuca ostatnie zalotne spojrzenia na wychodzące dziewczyny, dając im znak, że na pewno zadzwoni. Jeszcze dzisiaj. Wszyscy są szczęśliwi, bo wybawili się za wszystkie czasy, a typowym, polskim weselu.

Amen.

25 maja 2013

Turyści w Zakopcu. Przegląd.

Piękna wiosenna pogoda. Pada deszcz, a mgła uniemożliwia zlokalizowanie najbliższego monopolowego. Dlatego też wyruszyłam w góry Polskie, ukochane, gdzie wieszczowie narodowi i muzycy i inne ciule pozostawili swoje serca i dusze (nie dosłownie). Bowiem, czy nie jest pięknie wspominać Pana Tadeusza (nie chodzi o butelkę) przy Wodogrzmotach Mickiewicza? Czy nie jest pięknie patrzeć na zniszczone przez żywioły nagrobki lokalnych bajdałów i grajków. Jest. Czymże byłby wyjazd do kurortu, bez odrobiny złośliwości na ustach wobec takich samych grzeszników, jak ja? (turystów). "Prochem, niczem" (Mickiewicz - ćpun- to powiedział).


typowy góral w poniedziałek rano

1. Tata-kowboj
Spocony facet około czterdziestki w bezrękawniku (Adidas, dzifffko!) i kapeluszu kowbojskim. Najczęściej otoczony dwójką-trójką dzieci i piwnym umięśnieniem, co potwierdza trenowany przedmiot w dłoni (Tatra mocne). Prawdopodobnie łysy i w podłużnych (poziomo) okularach przeciwsłonecznych, w których NIE wygląda jak Will Smith w Facetach w czerni.

2. Szafiarka
Najmodniejszy outfit w extra kurorcie jest obowiązkowy. "Tak szczere to ten szaliczek dostałam od bacy, więc go reklamuję, świetnie pasuje do chanelki (Zara 199,90 zł). Polecam.". Modne tego roku miętowe cygaretki zestawia z balerinkami z motywem tygrysim. Przecież ona nie jest taka pierwsza lepsza; powinna pokazać pazur. Do tego dorzuca skórzaną karmelową kurteczkę i koszulkę z H&M, ale wygląda jak Zara. Oczywiście na głowie ombre, ewentualnie kucyk-co-wygląda-na-zrobiony-w-trzyjści-sekund-ale-serio-to-robiłam-go-pjentnaście-minut.

3. Sightseeing Ma(j)ster
Woli zapłacić 40 złotych za przejazd 8 kilometrów (!!!!)niż obcować z naturą en face. W czasie przejażdżki obdzwania znajomych "No jeste w Zakopanem, jade właśnie na Morskie Oko. Nie słysze cie Zbychu! O, teraz lepij. No pogoda super, a ludzi co u nas w Warszawie w metrze. Pozdrów Helenke. No koniem jade, no umio te górale trzepać dutki, oj umio". Po przyjeździe na miejsce stwierdza, że fajne góry, ale za wysokie, dużo Krakusów i że w Warszawie lepij.

4. Dama
Jest to odmiana Sightseeing Ma(j)stera, jedynie w wersji kobiecej. Starsza pani, elegancko ubrana, jakby do kościoła, z pobłażaniem patrzy na piechurów, których wyprzedza jej bryczka. Jeżeli trafiłeś na taką podczas skracania sobie drogi (jest taki moment, co się idzie po kamieniach), ta z niedowierzaniem mówi "Patrz Danusiu, jaka ta młodzież zwinna i szybka".

5. Matka Polka na wakacjach
Będąc już po trzeciej, czy czwartej ciąży nie wygląda tak dobrze jak kiedyś, BARDZO. W obcisłym, czarnym -bo czarny wyszczupla- podkoszulku na cienkich ramiączkach jedynie podkreśla walory swojej urody. Dżinsy dzwony i białe adidasy wprost idealnie pasują do outfitu Taty-kowboja. Zazwyczaj w czarnych okularach i przetłuszczonych włosach stara się wpasować w otoczenie. Ginie gdzieś na samym końcu w tłumie.

6. Bear Grylls
Typowy survival'owiec.Dobre górskie buty, kopyta, sportowy plecak, wypasione spodnie, chustka i nóż myśliwski za pasem, sprawiają, że ciemna masa odsuwa się na boki. Niczym przewodnik stada prowadzi zagubione owieczki do wodopoju, by potem, dostrzegłszy szlak na K2 odbić i wyruszyć w samotną podróż. Widać, że nie jest to pierwszy lepszy ciulas z Zamościa, a prawdziwy wilk mors...eee... górski.

7. Nordic Walking Masters
Para około 50-60 w czerwonych polarach pruje pod górę. Swój sprzynt kupili w Lidlu na promocji i to czyni ich prawdziwymi włojażerami. Przez większość czasu mają te (pierdolone) kije w górze, i nie potrafią się nimi posługiwać, choć są to zwykłe kije. Z tego co usłyszałam "Zbysiu, ale ty najpierw kładziesz lewą i idziesz lewą, a nie kładziesz lewą a idziesz prawą. Popatrz na mnie. Co ty zrobisz jak mnie zabraknie?" mogę tylko wnioskować, że nie mogą bez siebie żyć.

8. Gadże-maniak
Wydał fortunę na parasolkę z Zakopanego i na ciupagę z napisem "Lublin", dodatkowo ma na głowie góralski kapelusz, ze znajomym napisem, kierpce - też z napisem i Harnasia w ręce. Gdyby dało się kupić tatuaże z napisem też by kupił. Hej.


Jadźka, ujmij mje te góry z tyłu, niech wiedzo, że byliśmy w Świecie.

To koniec naszej wędrówki po meandrach górskiej turystyki. Jak użebram albo nie przepiję to pojadę nad morze i wszystko wam opowiem. Z dzisiejszej lekcji możecie wynieść nie tylko tyle, żeby uważać w górach, bo bywa ślisko, a pogoda jest zmienna. Zawsze bierzcie kurtę przeciwdeszczową i polar. Nigdy nie zapuszczajcie się sami na nieznane szlaki, a jeżeli już chcecie to zrobić to zgłoście to w schronisku. Jeżeli zaś chcecie się zabić - nie mówcie nikomu.
Jeszcze udaremnią wasz popisowy numer.

8 lutego 2013

Żart życia

Miałam okazję do wywinięcia największego, najbardziej epickiego i zjawiskowego żartu życia. Przebiłby on tort, czipendejsów i "nju lajf". Osiągnęłabym mistrzostwo trollingu, zła i destrukcji. Byłabym panią narodów na rydwanie ognia. (taki post-apokaliptyczny żart, ale tak się widzę). Zniszczyłabym dużej grupie osób dzień, który ma być wyjątkowy. I byłby. Nie tylko wyjątkowy, ale i niezapomniany, epicki i kosmiczno-fantastyczny. A ja pławiłabym się w demonizmie, chaosie i fontannie z czekolady.

Na pewno byłyby niezapomniane wspomnienia: ja na zdjęciach, ja na filmie, ja tam, gdzie być nie powinnam, ja w jaskini lwa, potem jakiś głupi komentarz, i seria: ja po wpierdolu, ja bez zębów, straty w alkoholu, ja pod kroplówką i ja ze szwami.

Miałam okazję do wywinięcia największego i najlepszego żartu w życiu. Ale dowiedziałam się o nim troszkę za późno (jakieś 2 godziny). Gdyby nie to, to prawdopodobnie nie siedziałabym teraz przed komputerem i nie czekała, aż załaduje się gra. Teraz byłabym pewnie w więzieniu, szpitalu(80% prawdopodobieństwa) albo w barze opijając swoje moralne zwycięstwo. Wpierdol byłby nieunikniony, ale zepsucie studniówki byłoby tego warte.

Niezapomniany żart z życia pozostał tylko marzeniem.

25 stycznia 2013

Miałam sen.

O studniówce. Byłam na niej. Jedna z matek (dalej nie wiem kogo) podeszła do mnie i powiedziała:

Jak ci się na studniówce nie podoba, to wypierdalaj.

Koniec.

13 stycznia 2013

aaaaa Partnera na studniówkę

Witam! jestem młodą, atrakcyjną i śliczną maturzystką z dużym doświadczeniem studniówkowym. (W tej kwestii musisz mi zaufać.) Poszukuję partnera na studniówkę ze studniówką. Oferuję:

-elegancki i niebanalny (i seksowny!) wygląd własny

-własny alkohol (do 1 litra wódki marki Wyborowa)(!!!!)

-dojazd na koszt mamy (mojej)

-uśmiech

-wyśmienitą zabawę

-niezapomniane przeżycia

Masz mnóstwo koleżanek, ale one mają już z kim spędzić tę wyjątkową noc? A może twoja partnerka nie jest tak atrakcyjna jak Aniołki z Victoria Secret? Napisz do mnie na: nocneharce@gmail.com. A być może przeżyjesz najpiękniejszą noc w swoim życiu.



****Zdjęcie wraz z CV (w tej kolejności proszę wysłać co najmniej do tygodnia przed imprezą)

po byciu kaleką chce tańczyć i śpiewać. i nie myśleć to milionie zadań z matmy. i zrobię wszystko, żeby się nie uczyć.