24 grudnia 2014

Przekraczamy granice

Bóg istnieje. I właśnie się o tym przekonałam. W Wigilię.

Jest takie coś, że masz kogoś, lub coś (praca, hobby, cokolwiek) co kochasz nad życie. Jesteś w stanie dla tego zrobić wszystko. Dla przykładu kochasz kogoś, ale wiesz że nie możesz z nim być, liczysz na coś, ale ogarnia cię tylko jeszcze większa frustracja. Każdy dzień to pierdolona walka z sobą, by nie zadzwonić, by nie zrobić jakiegokolwiek głupiego ruchu, by przestać o tej osobie myśleć. I tak mijają dni, tygodnie, miesiące. Coś zjada cie od środka, jak pierdolony rak. Kurwa zajmuje mózg, płuca, serce; zagnieżdża się w żyłach i każdej komórce ciała. Każdy nerw jest wyczulony, na głos, dotyk, obraz. Sytuacja staje się męcząca. A ty tracisz życie: nie potrafisz sobie przypomnieć niczego z poprzednich miesięcy, tylko jedną mordę. Sny, marzenia, scenki rodzajowe przed snem. Wszystko. Twoje życie było podporządkowane tylko jednemu. Walka trwała do dziś. Do wigilii 2014 roku. Siedem pierdolonych miesięcy. Nie jestem do końca pewna, ale sam fakt, że zdałam sobie sprawę z tego jest dla mnie jak wiadomość, że rak ustępuje. To nie znaczy, że jest po robocie. Czeka mnie jeszcze trochę pracy. Przez ostatnie dni dużo płakałam, zwłaszcza przed wigilią. Ale grając sobie w Rollercoaster Tycoon 2 (nie jest to jakieś szczególnie ważne, ale pokazuje jak bardzo 'retarded' jestem)już po wigilii, zdałam sobie sprawę, że nienawidzę. Granica między miłością a nienawiścią jest cienka, ale zasada działa też w drugą stronę. Zasada jest prosta: zacznij robić to, co robisz z ludźmi, którymi gardzisz. Pomogło. Gdyby nie to, pewnie pierdoliłabym się jak ostatnia cipka jeszcze z rok, może dłużej. Nienawiść to najpiękniejsze uczucie na świecie. Teraz czuję, że mogę oddychać pełną piersią. Po prostu... niesamowite. Takiej wolności nie dał mi alkohol, muzyka, tarzanie się po podłodze, stanie na mostach. Po prostu w jednej chwili, jednej cudownej chwili, zrozumiałam jak bardzo nienawidzę. Pierwszy raz od paru dni się uśmiecham i to jest powód do dumy. Może studia psychologiczne stwierdzą, że moje reakcje są powodem jakiś zaburzeń ale w tym momencie liczy się jestem wolna. I ja pierdole...szczęśliwa.


Mogę oddychać.
Jestem na dobrej drodze.
Nienawidzę.
Jestem szczęśliwym człowiekiem.
Jest dobrze.

20 grudnia 2014

Hop do dziury

Pierdolnęłam się do Dziury tak o 5 rano, bo nie mam nic innego do roboty jak wstawać o 3 i napierdalać z pustymi słojami w celu grabieży ziem wschodnich. Tak między południem a popołudniem zjawiłam się z piskiem torów na stacji "Dziura Główna". Wyskoczyłam zgrabnie ze śmierdzącego pociągu i wciągnęłam głęboko powietrze. Tak przynajmniej robią te fajne laseczki (którą nie jestem) we wszystkich powieściach. Zamiast zapachu miasta tętniącego życiem, kawy ze Starbucks'a i pieniędzy poczułam starego cygana leżącego na ławce. Home, sweet home - pomyślałam ironicznie i dodałam "Jak tu pięknie", ale bez wykrzyknika, szału nie było. Ruszyłam z radością w stronę przystanku autobusowego gdzie zakupiłam bilet szkolny; studenckich zabrakło. Autobus w mig podjechał. Cudownie. Posiedziałam w nim 3 piosenki, aż zorientowałam się, że nie przejechaliśmy 200 metrów. Podeszłam do kierowcy i mówię "Szanujmy się. Byłby Pan łaskaw mnie wypuścić?" I wyskoczyłam na zabłoconą drogę. Przewijałam się między dresami, między paniami po czterdziestce a szczególnie między ludźmi, którzy rozpaczliwie trzymali się życia, choć ono nie chciało trzymać się ich. Trochę się tu pozmieniało. A może dopiero teraz to zauważyłam? Wszystkie kolorowe witryny zostały zastąpione krzykliwymi reklamami banków/pożyczek. Czasem pojawiał się jakiś Cherry czy inne 7777, potem jakiś mięsny i piekarnia, ewentualnie zakład pogrzebowy. Tak jakby jedna ulica wyrażała cały sens życia. Grałeś na automatach, nie masz hajsu, bierzesz kredyt, jesz bułki a w niedzielę rosół, by potem w jakiś nudny poniedziałek umrzeć.

Nikt nie będzie tęsknić.

14 grudnia 2014

Fragment

"... i kurwa siedzą w tym pierdolonym klubie, kurwa, macają się po rękach. Ta z tyłu trzyma tą z przodu tak jakby była zazdrosnym chłopakiem. I całuje ją. Nie jakoś obleśnie. Ale składa drobne pocałunki to na szyi to kurwa na włosach, na uchu, czy na odsłoniętym ramieniu. To są takie pocałunki które zostawiają delikatny dreszczyk na całym ciele. Ja pierdole. I się pytam, z alkoholowej uprzejmości, "jak to się stało, dziewczyny?". Nie nie obchodzi mnie to. Mam to głęboko w dupie. Chcę uciec, chcę biec przed siebie, chcę krzyczeć. Ale kurwa siedzę twardo i bezlitośnie w tym klubie i czekam, aż przestaną się gapić w swoje ślepia. I wyszło, kurwa, że jakoś w maju "coś się zaczęło dziać". No kurwa konkrety. Przelizałyście się czy kurwa jednej skończyły się podpaski i od słowa do słowa, że ty też takich używasz zaczęłyście się podszczypywać jak w tanim pornolu? No ale huj. Ostatnie 7 miesięcy bez szczegółów, ale wiem że "już kurczę lecimy bo nie ma czyjejś współlokatorki i będziemy się zabawiać". Nie jestem bydłem, nie pytam czy każda ma już to czego na co dzień nie ma (że penisa sztucznego, szybko wyjaśniam bo kurwa, widzę jak na mnie teraz patrzysz). Zamiast zgryźliwie coś powiedzieć przemilczam i kurwa ładuję sobie tryb "cieszę się twoim szczęściem, ale będę już spierdalać". Mówię coś w deser: No super. Ważne jest mieć przy sobie, kogoś komu można zaufać bezgranicznie i cośtam cośtam bełkoczę, przepijam piwem, w myślach pluję nim na nie. I wtedy jedna mnie się pyta czy kogoś mam. No kurwa. Nie, kurwa, bo jestem pedałem, pierdolcem i jebusem. Kurwa moje nieprzystosowanie społeczne i kurwa nienawiść, zblazowanie, ale troszeczkę, nie pozwalają mi kurwa rozwinąć w pełni mojego wachlarza społecznych interakcji. A może kurwa jestem po prostu leniwa? Nie wiem. Coś tam bąkam, że niby się rozglądam, ale w tym momencie tak na prawdę rozglądałam się za kimś z kim można prawilnie podejść do baru i zamówić 4 "te dobre" szoty. Ale chuj."

6 grudnia 2014

Grudzień smutkiem podszyty

Kurwa.
Listopad minął bezpowrotnie, jako i pieniądze od rodziców na przeżycie. Przejebaliśmy 250 ziko na ogrzewanie na pięć. To był fajny czas, gdy chodziłam po chaupie w samym staniczku. Potem przerzuciłam się na grube swetry i kombinezon narciarski, a do mycia szłam zawinięta w kołdrę (Kołdra nie pyta, kołdra rozumie) ogrzewaną przez pożyczoną suszarkę. Za dnia robiłam za burito, zawijałam się w kocyk i leżałam w łóżeczku wpierdalając pierogi z serem (Nie, nie jestem statystycznym studentem i nie jem zupek chińskich. Z drugiej strony nie jestem studentem prawa, gdzie mama wysyła mi co chwilę kupkę piniendzy, a ja stołuję się w restauracjach. Z trzeciej zaś strony nie prowadzę życia słoja i nie jeżdżę do domu co tydzień, tylko co sześć - możemy wykalkulować, że za 2 tygodnie o tym czasie będę w zaścianku opowiadać tubylcom o urokach tramwajów i wycieczkach niemieckich turystów).

Słucham dużo piosenek i zaczęłam pić kawę. Z rzadka, ale pijam. Dużo też czytam i mimo pogody chodzę na spacery (nie stać mnie na siłkę ale mam na szynkę!). Godzę się z takim życiem i biorę je na klatę. Kupiłam sobie paczkę Michałków, ale nawet ich nie jem. Jem za to dużo ziemniaków i białka, niby niezdrowo, ale mam to w dupie. Przynajmniej tanio i tak pysznie jak w domu, wszak ja prawie ze wsi.

Trochę mi lepiej na serduszku, bo nie mam czasu na myślenie, chyba, że o tym jak wiele rzeczy muszę zdać, zaliczyć, napisać. Niby mikołajki, niby radość i uśmiech na dziecięcych twarzach, niby kolędy i uroczy nastrój, a ja się zastanawiam czy to nie będą moje Last Christmas.

Nie wiem już czy jeszcze tęsknię.


*Hej, lubię jak komentujecie moje guwno. Napiszcie przynajmniej co tam u was.

09.12.2014
Czytam se właśnie horoskop na grudzień zamiast się uczyć. I wszędzie jest napisane, że miłosne niespodzianki w środku miesiąca. Teraz pytanie, czy to jedna wróżka pisze, czy serio tak będzie, bo zimno, a ja nie wiem czy golić nogi. Pzdr.