13 sierpnia 2013

Gdzie znaleźć męża? Praktyczny poradnik.

Od jakiegoś czasu czytam papilota. Jest to wysoce haniebne zajęcie, jednakże pozwala przeżyć godziny pracy w względnym spokoju. Wystarczy powiedzieć "A widziałaś tą miętową maxi w Mohito?" by móc spokojnie myśleć o tym jak bardzo zjebane jest życie potwierdzając wywody koleżanki i własne poprzez onomatopeje. Ale wracając do pudelka. Płaczę na składnią i logiką artykułów. Chlastam się czytając listy czytelniczek. Delikatnie podszczypuję się w uda czytając 5 rzeczy które odstrasza faceta czy 10 trików by rozgrzać go do czerwoności. I właśnie się zastanawiam, czy sama nie napiszę takiego poradnika, ale bardziej w moim stylu. Zapraszam.

Każda z nas marzy o wielkiej miłości. O chwilach spędzonych na plaży pod gwiaździstym niebem, o romantycznych pocałunkach na karuzeli (podwójnie kręci się w głowie) czy o wspólnym piciu pod mostem, a przecież nic tak nie łączy ludzi jak wspólne zakopywanie zwłok. Jako, że jestem singlem od jakiś 19 lat i wciąż bezskutecznie szukam miłości na przystankach autobusowych i dworcach (to przez "Tramwaj zwany pożądaniem"), więc wiem co to rozczarowanie i zapach pociągowych toalet. Taki żarcik. Po prostu łatwiej się tłumaczy, że odjechał i to na zawsze, a przecież nikt normalny nie wraca do domu tą sama drogą.

1. Wakacje
Wyjazd na wakacje zawsze wiąże się z tym, że przez naszą pustą głowę przebiegnie myśl "Może poznam jakiegoś przystojnego, niewłochatego Włocha?". Nawet, jeśli jedziemy do rodziny na górny Śląsk marzymy o gorącym górniku coby rozkopał to, co pogrzebała nadzieja i kolejne butelki cydru. Ale pamiętajmy że wakacyjna miłość kończy się wraz z wymeldowaniem z hotelu albo wezwaniem z laboratorium epidemiologicznego. Nim zdążymy zapakować walizki do taksówki, nasz ukochany Ahmed już chędoży kolejną turystkę, która zakochała się w jego egzotycznej urodzie. Niektóre przygody kończą się także zwiększonym wskaźnikiem demograficznym w kwietniu, maju i czerwcu. Autorka tego tekstu jest żywym przykładem.

2. Bar
Jeśli idziemy do baru, to tylko po to by się porządnie upierdolić i znów zarzygać najlepszej psiapsiółce buty, a nie znaleźć faceta. Jeśli już jesteśmy takie zdesperowane to spotkamy napaleńców, zboczeńców i ewentualnie przyjezdnych wsiarzy (wszak, my jesteśmy z Warszawy). Alkohol na prawdę czyni cuda. Zwłaszcza gdy patrzysz w lustro po piątej tequili. Niestety, ludzie trzeźwi widzą zataczającą się brzydulę, która startuje do lokalnego dżolero, którego imieniem nazwali nową chorobę weneryczną. Znając twoje zamiłowania podejdziesz do tego przystojniaka pod krawatem z podwiniętymi rękawami koszuli. Najgorszy błąd! Jest to prezes jakiejś firmy, albo główny young brand manager albo jakiś inny CO, owner czy economic designer. Podchodzisz do niego, bo widzisz, że ma zegarek więcej warty niż twoje mieszkanie, a za jego krawat jesteś w stanie opłacić swój półroczny czynsz. Nawet o nim nie myśl, to alkoholik i degenerat, a ty jesteś brzydka i gruba. Zostaw go lepszym od siebie (i szczuplejszym) np.: mi.

3. Praca
Jeszcze gorsza miejscówa niż bar. Nie dość, że zostaniesz obiektem plotek (z jednej strony to miłe być gwiazdą biura) to wszyscy będą się śmiali z twoich potknięć. I oczywiście wszyscy będą spekulować czy mu już dałaś, czy jeszcze nie. Wtedy wywnioskują czy jesteś puszczalska ("Niby taka nieśmiała i do kościoła chodzi, a nogi rozchyla szerzej niż szlaban") czy świętoszkowata (choć koks dupą wciągałaś już w gimnazjum). Opinia leci. Z drugiej strony gra jest warta świeczki, jeżeli chodzi o prezesa (czy seks po godzinach na jego biurku), bo po ślubie nie musiałabyś już nigdy pracować (hehehe).

4. Klub fitness
Jeżeli poznałaś go w twoim klubie to musisz mieć wątpliwości, jeśli na twojej grupie jogi/salsy/pilatesu - to gej. Przygody rodem z filmów z Richardem Gere'm to filmowa fikcja. Facet, który przychodzi na jogę poćwiczyć, a nie pogapić się na wypięte tyłki koleżanek jest bardziej zniewieściały od ciebie i ma więcej kosmetyków.

5. Klatka schodowa
Widać, że jesteś BARDZO zdesperowana, że szukasz miłości na zaszczanej klatce schodowej, która jest lokalną mekką dilerów i złodziei. Ale każdy ćpun był kiedyś człowiekiem, tak jak każdy wałek tłuszczu był kiedyś pączkiem. Zmęczona wchodzisz do klatki, a on leży rozwalony na schodach. Przechodzisz, raz, drugi, dostrzegasz, że oprócz tego, że bierze metę ma niebieskie oczy. I... zakochujesz się. Potem jest już z górki: pierwszy buch, seks, rzeżączka, ostatnie pieniądze idą na kokę a ty dajesz dupy za kreskę.

6. Muzeum/Galeria sztuki
Jeśli on nie jest renowatorem zabytków (oni świetnie zarabiają, ale śmierdzą terpentyną) albo rozchwytywanym artystą (coś w stylu da Vinciego czy Marc'a Rothko- btw. świetna wystawa) nie napalaj się. Jest to zwykły nudziarz, który pije tylko czerwone wino a dupę podciera z odgiętym małym palcem. Godzinami będzie Cię zanudzał szczegółami architektonicznymi Syreniego Śpiewu, aż skończy się impreza (tam szybko się nie kończą). Weekendy będziesz spędzać przed "Damą z łasiczką", gdzie on będzie próbował ukradkowo się onanizować.

7. Portale randkowe
Udało się skurwysynom! Naciągnęli Cię na miesięczny abonament i oferty od lokalnych pedofilów. Każda poznana w sieci osoba, to zbok. A każda Ania24 to Robert56. Po pierwszej wiadomości będzie wymagał twoich fotek w bieliźnie od byłego. W piątej poda ci adres na który masz mu wysłać używane majtki, a dwa tygodnie po zablokowaniu pojawi się pod twoim blokiem z trzema kolegami. Niestety ten gang bang nie będzie wyglądał tak przyjemnie jak ten z udziałem Sashy Grey.

8. Kościół
Czyli jednak. Poszłaś się modlić o coś czego nigdy nie dostaniesz. Bóg słucha wszystkich intencji, a szczególnie tych dobrze opłaconych swojemu wysłannikowi. Prawda jest taka, że wszystkie dziewczyny szaleją za klerykami i młodymi sługami bożymi. Po pierwsze: "jak takie ciasteczko mogło iść do zakonu?". Po drugie: jeszcze nie jest księdzem i da się go uratować. Nie dziw się więc, gdy na mszy dla dzieci o 11 przed ołtarzem spotkasz napalone gimnazajlistki a nie przedszkolaki. Taki kleryk potrafi zawrócić w głowie, a jeszcze bardziej zgorszone członkinie Róż Żywego Różańca.

9. Wesele
Udało się wypatrzyć słodką kremóweczkę (tak mówimy na mieszkańców Wadowic) pośród rubasznych wujków z Podlasia? Jeśli przyszedł sam, to już możesz potwierdzać zaproszenia na ślub i rezerwację sali. Wesele to fantastyczne centrum obserwacyjne przyszłego ojca twoich dzieci. Uno: na weselu są dzieci. Jeśli się z nimi bawi - jest opiekuńczy. Duo: Jeśli rozmawia z matką, ale nie dłużej niż 10 minut - jest rodzinny, ale nie jest maminsynkiem. Tres: Jeśli żartuje z wujkami - jest zabawny. Quattro: Jeśli pije tylko okazyjne toasty - nie jest alkoholikiem. I na koniec (bo nie wiem jak jest pięć po hiszpańsku) Jeśli dobrze tańczy - Jest dobry w łóżku. Odpowiedziałaś twierdząco przynajmniej na dwa? Bierz go! ALE pamiętaj o jednej zasadzie - przetańczona cała noc = rychły ślub w oczach wszystkich. Jesteś na dobrej drodze, by w końcu pozbyć się przydomku starej panny.


Męża można znaleźć wszędzie. Na ulicy, w domu, w ogrodzie, pod stołem i na werandzie ciotki Kryśki. Ale pamiętaj, by we wszystkim mieć umiar, tak samo jak w modzie "mniej znaczy więcej", tak w szukaniu męża im mniej szukasz tym szybciej znajdziesz. No chyba ze przestałaś szukać już w liceum, gdy największy goguś w klasie powiedział ci ze masz brzydkie okulary. W tym wypadku idź i pobaw się z kotem. Życzymy sukcesów na nowej drodze poszukiwania miłości z jedną radą: umyj się.