29 listopada 2013

Andrzejky

Rok w rok ludzie spotykają się pod koniec listopada, by wypić zdrowie wujków, braci, ojców czy matek noszących najbardziej Polskie i seksowne (według mnie) imię. Oczywiście w tę noc bawią się w specyficzny sposób. Wróżą. Kartka z imionami dla przyszłego małżonka, wróżba z obierków, lanie wód...wosku czy stawianie kart, to tylko pryszcz z dupy zwanej chiromancją. Jako najnieszczęśliwsza osoba na ziemi jestem ekspertem we wróżeniu i możecie być pewni, że przychodząc do mnie z dwoma gramami, litrem wódki i popitą tylko inwestujecie w swoją przyszłość, bowiem przepowiadam głównie murzynów z pałami do kolan, żydów z czterema kamienicami, seks, drugs i kamień z bułką. W tamtym roku przepowiedziałam seksy, bojsów i dużo imprez. I co? Ostatnia osoba której wywróżyłam bojsa zaszła w związek dwa tygodnie temu. Dlaczego mi nikt nie powróży? Bo otaczają mnie trepy i ludzie bez polotu, uroku osobistego i seksapilu.

Wróżba z piwa
Potrzebujesz piwa w szklance i rurki. W połowie szklanki mieszasz trzykrotnie rurką i patrzysz co los przyniesie. Oczywiście nie robisz wróżby sam sobie, bo to będzie autosugestia. Po wróżbie właściciel szklanki dopija resztę na jednym wdechu.

Wróżba z kupy
W dzień świętego Andrzeja młode panny zaraz po obudzeniu sięgały pod poduszkę i wyciągały uprzednio przygotowane przepowiednie na najbliższy rok. Ty i ja idziemy krok dalej. Rano, gdy zasiądziesz na tronie, nie sięgaj po Domestos, by rozerwać się lekturą, lecz zastanów się na kupą którą właśnie robisz. Czy jest to kac-kupa czy poprzedniego dnia wpierdoliłeś gar bigosu. Jeśli nie jesteś pewien przyjrzyj się swojemu dziełu. Zanalizuj konsystencję i kształt, może dopatrzysz się tam Japonii (nie oznacza to, że tam pojedziesz, tylko że przejedzie cię japoński samochód). Jeżeli kupa jest jedna, cała, gruba to znaczy, że twoje życie będzie piękne i gładkie. Będziesz się sążnie bawić, ale twardo stąpać po ziemi. Jeśli zaś kupa jest rzadka, to słabo. Ogólnie bieda, halucynacje i śmierć z niedożywienia.

Wróżba z obierków
Obierasz ziemniaki na frytki i rzucasz za siebie obierek (nie traf kogoś z gości!). Przypatrz się dokładnie jaką literkę przestawia i sprawdź co cię czeka!
A - Kiedyś umrzesz
B - Będziesz łysy
C - Cyganian poprosi o drobne
D - Dlaczego ja? będzie miało nową gwiazdę
E - Ewentualnie wygrasz Familiadę
F - Fajnie, że masz garnitur, bo kiedyś będziesz arbuzem
G - Gdy polajkujesz swój własny post umrze jakiś kotek
H - Hahaha, twoje pożycie seksualne to śmiech na sali
I - Impreza oazowa to najlepsze miejsce do ćwiczenia drętwych tekstów na podryw
J - jaka by była szkoda, gdybyś upierdolił nowe spodnie keczupem
K - kolejna impreza skończy się na izbie wytrzeźwień
L - Lepiej umyj pachy, hot dupy na horyzoncie
M - Może zaruchasz
N - Nocna pizza będzie chujowa
O - Obsra cię gołąb
P - Pamiętne wakacje, to takie, których się nie pamięta
R - Raz w dupę to nie pedał
S - Seks jest na wyciągnięcie klawiatury
T - Tanie wino powoduje rozwolnienie
U - Uszanowanko! Wow! Taka impreza! Wow! Tyle sprzątania! Perfekcyjny Pieseł domu!
W - W trakcie randki pobiją cię lokalni gangsterzy myląc cię z menelem spod żabki
Z - Za często myślisz o pierdołach. Ogarnij się.

Wróżba z wosku
Procedura standardowa, jednakże zamiast upatrywać się czaszek, serduszek czy innych gówien obczaj czy nie ma tam nowej pozycji seksualnej albo numerów lotka. Podeślij fotko i numery na znany adres. Nie obrażę się na datki w postaci jedzenia, bonów na towarowych i paliwowych. Żeby rozruszać twoich kolegów z geodezji zaproponuj zabawę co to za kraj/wyspa i poszukajcie waszych kształtów w atlasie. Jeśli są z MISH-u zastanówcie się nad wpływem wróżb na osobowość jednostki patrząc przez pryzmat filozofii Schopenchauera, Kanta i twórczości Ryszarda Andrzejewskiego (znanego bardziej jako Rychu Peja)

Wróżba z butów
Standardowa procedura. Kogo but wyjdzie pierwszy za drzwi ten idzie po wódkę, jak nie chce iść to go wypierdalacie, myk polega na tym, żeby wyrzucić tych co sieją stypę. Niech widzą jak się bawią panowie szlachcice.

Magiczny wieczór już za chwilę, więc przeżyjcie go tak jak nie przeżył go nikt. Bawcie się tak jak nigdy i nie wierzcie w te głupoty.

9 listopada 2013

Jest chujowo, ale przynajmniej stabilnie

Czyli u mnie po staremu. Po pierwszym miesiącu zachłystywania się nowym życiem, znajomymi i całym tym gównem zaczynam przejrzewać na oczy. Powoli. Nie liczę już czasu, chyba, że rano, gdy zbieram się na zajęcia, staram nie patrzeć się na upływające godziny podczas zajęć, gotowania, pisania czy czegokolwiek. Nie liczę już ile godzin będę spała, ile jedzenia potrzebuję na weekend za ile dni wrócę do domu. Nie liczę też na miłość, choć mogłoby być fajnie.

Poznałam parę osób, które pokazały mi, że w życiu coś trzeba robić, dlatego znów zaczynam pisać. Może być to największe gówno, ale coś muszę robić. Zdałam obie sprawę z tego, że nie robiąc nic (czyli siedzenie na fejsie i podglądanie sąsiadów) nie osiągnę w życiu nic. Jeden wiersz pozwolił mi poznać inny świat, a ja oczywiście spierdoliłam, czyli jak zwykle. Może dojrzałam do tego teraz? Dlaczego dopiero teraz wiem, że mając jakąś pasję można czerpać z niej przyjemność niekoniecznie nastawiając się na zysk? To co napisałam, wysyłam. To co napiszę, też wyślę. Jeśli podoba się to moim znajomym, to może spodoba się gdzieś dalej. Zawsze chciałam stworzyć coś własnego, coś czym będę mogła się pochwalić, coś co będzie trochę mną, ale tylko ja będę o tym wiedzieć. I nie mówię tu o dziecku. (iks de). Cel jest, nie do końca określony, ale jest, chęci też. Brakuje czasu, ale tego już nie liczę.

Zapisałam się na dodatkowe zajęcia, żeby nie myśleć. Dlaczego? Bo myślenie boli. Im bardziej zastanawiam się nad tym, czy owym, tym bardziej jest mi źle (na duszy). Tym bardziej pragnę zmiany, lecz ciągle tkwię w marazmie. Zaczynam to zmieniać. Chcę coś robić, nie myśleć o tym jak bardzo pojebany jest świat, nie przejmować się błahymi problemami, nie chcę fantazjować przed pójściem spać, o czymś co się nigdy nie wydarzy. Chcę skupić się na swojej robocie, a potem, gdy ją skończę robić coś innego. Wciąż chciałabym poznać kogoś, kto może nie zawsze, ale czasem chciał ze mną pojechać czy tu czy tam, żeby czuć się dobrze w swoim towarzystwie. Oczywiście nie zamierzam czekać w krzakach z chloroformem. Międzyczasie chcę robić coś, co daje mi przyjemność i satysfakcję. Reszta wyjdzie w praniu.

Czasem popłakuję sobie jeszcze, że jestem sama, bo dalej robię wszystko sama, ale jest to to chyba kwestia przyzwyczajenia. Ale tylko czasem. Staram się zamiast tego coś poćwiczyć, przygotować ubranie na jutro, nie liczyć za ile zadzwonią znajomi. Nie czekam na sylwestra, żeby sobie coś postanowić, nic nie postanawiam, po prostu to robię. Zmarnowałam już tyle czasu na bezsensowne czekanie. To się skończyło.

Wiem, że wszechświat słucha i szykuje mi niezłą niespodziankę. JMK i PaterNoster mówią mi to już od ponad roku. Wolałabym od razu, ale poczekam i nie zamierzam się nudzić.