20 kwietnia 2012

Sezon na "podobna do mamusi" uważam za otwarty

Wchodzę na fejsa. Wiadomo. Obczajam fociaszki z imprezy com była (pierwsza i ostatnia). Wiadomo nastrój bardziej wczorajszy niż dzisiejszy, jakieś niewyraźne twarze, że drinki kolorowe wokół nas, i gdzie się podziały tamte prywatki i "gdzie moje fajki, kurwa?". Pozytywnie stawiam komciaki, że git ryje, że jak mię łeb boli i oj tam oj tam. Nagle pacze. Koleżanka z ławy szkolnej lat dziecięcego horroru (podstawówka) wrzuca focie jakiegoś małego bobo, co to widać levelu 1 nie ma jeszcze.

Myśle se : Sister? Najn!

Das ist ihr ein klein Kind!

Si si seniorita! Małe bejbi pochodziło z macicy mojej koleżanki. So sad, but true. Przypominam, iż w tym roku obchodzimy dopiero szalone 18' urodziny, co prowadzi do tego, że jestem przerażona tym co ludzi robią. Ona szczela dzieciakami na prawo i lewo, a ja ŻADNEJ bazy niet. To ja się pytam w jakim kraju my żyjemy? i Czy ja rzeczywiście mam taki krzywy ryj? (O cyckach nie mówię, bo ponoć spoko).

6 kwietnia 2012

Jezus umarł, umyj okna

Awangarda, dżez i podziemia panują w moim umyśle. Ale zamiast tworzyć coś, co będzie inspiracją dla przyszłych pokoleń, a po mojej śmierci nikt tego i tak nie będzie chciał kupić, to sobie spokojnie sunę z mopem po mieszkaniu. Dlaczego wyznacznikiem "porządku" są zawsze święta? Gdyby nie one, prawdopodobnie nikt by nie posprzątał, nikt by nie napędzał, i tak już pędzącej jak pkp gospodarki. Kiedyś to były święta, wielki post, przygotowywanie palemki, taka wielka, kurwa, celebracja. A teraz? "Ej, nie no, trzeba kupić jajka, majonez, kabanosa, żurek, barszcz, kupę, ciasto upiec, posprzątać, goście będą, ale bez przesady, nic nie kupujemy, bo po co, potem i tak nikt tego nie je". Tia, lodówka mi się nie domyka, wypierdoliłam połowę swoich ruchomości, tylko książki się jakoś trzymają.

Wczoraj tak, dla przykładu byłam w sklepie. Wiadomo, szczeliłam se bułkę na parkingu, czekając na matriarchat. Ta podchodzi, mówi, że za zająca dała 13 zł (słownie: czynaście) a za jajca kolejne 13 (słownie: czynaście!), co w sumie daje 26 (słownie: dwajścia sześć zł). Totalny szok. Mówię jej, że źle czyni nie biorąc mnie na zakupy, a jak nie wie, to niech dzwoni, bo po to ma telefon. A ona że sorki, że za późno i dupa. To ja jej mówię, że za dwajścia sześć złotych to bym pół sklepu wykupiła. Ona mówi spoko. Masz dychę i kup. To poszłam do Aldika, bo tanio. Ludzi nie ma, to spoko. Pacze: jajca za złotych "czy bez grosza" biorę dwie paczki, bo wiadomo, lepiej więcej, bo po drodze do kościoła to się lubi zgubić parę jajek w otchłaniach paszczy. Staję przy kasie, pacze: zające prawdziwe, czekoladowe, dorodne, zające z jajkami, sztuk dwanaście za osiem bez grosza. A zając ten, to nie taki co mader kupiła, tylko porządny, prawdziwy, czekoladowy, no typowy zając wielkanocny, taki, że wszyscy na dzielni ci go zazdroszczą, nawet gnojki spod ósemki takiego nie mają. Ale nie wzięłam, bo już mam jednego zająca.

Jedna kasa otwarta była, ale nagle zblazowana kasjerka zaprasza mnie do drugiej. Jeden moher mnie wyprzedził, ale liczyłam, że drugi puści, zwłaszcza, że tylko z dwoma jajkami byłam. Ale nie kurwa! Ta polaczkowatość, ta pyszność bycia lepszym, to gówniane przekonanie, że jest się pępkiem świata, nie pozwoliły starszej pani z pełnym koszem puścić biednego dziecka z jajkami. Ona musi być pierwsza, i żaden gnojek tego nie zniszczy. Nie kurwa i koniec. Newer, 4ewer. Jeszcze bezczelna mówi "Ooo, kolejka chyba obowiązuje", ja jej na to "Ale ja mam tylko jajka", a ona " A co tam, pani młoda, pani postoi".
NIE KURWA
To jej mówię tak " To, że pani stała 30 lat temu w kolejkach, to nie znaczy, że teraz ma sobie je pani skracać". (ojciec powiedział, że riposta doskonała) Babka czerwona, ale nie puściła. Jeszcze bezczelnie przy wykładaniu towarów, Jezusa wzywała o kościach wspominając. Sztachetą to mało, bo powiedziałaby, że nieoszlifowana.

Wspominałam, że nie lubię świąt?