Wszystkie żywota gorycze
Zamknąłem w sercu, jak w grobie:
Niech drzemią w nim tajemnicze,
Nie mówiąc światu o sobie.
/A.Asnyk
Nie odczuwam już ukłucia zazdrości, wszystko przestaje mnie obchodzić, powoli opadam w objęcia morfeusza, bo tylko tam jest jakaś nadzieja. Panicznie wierzę, że w snach wyczytam swoją przyszłość. Nie sądziłam, że można być tak obojętnym na wszystko. Jednak można, a i pewnie niedługo i siebie zaskoczę, gdy okaże się, że nie obchodzi mnie jeszcze więcej rzeczy, że egzystencja jaką prowadzę sensu większego nie ma, a dziś jest idealna pogoda na śmierć. Minęło najgorsze pół roku w moim życiu, jak na razie. Wciąż wyczekuję na coś co nigdy się nie wydarzy. Ile jeszcze mam czekać na jakiś pozytywny znak. Ile jeszcze mam wycierpieć dla jednej kropli szczęścia? A może jestem tak głupia i nie widzę go wokół mnie, bo liczę że po prostu pierdolnie mnie w twarz? Może wystarczy, że się po niego schylę? Tylko jak.
W sumie jestem tylko rozgoryczona, nieszczęśliwa i sarkastyczna.
Ale tylko jedna osoba o tym wie.
Dla reszty mnie nie ma, bo i po co.
W sumie rozumiem gorycz, nieszczęście, sarkazm. Ale w życiu jest o wiele więcej niż to. Tylko tak, wiem, co po słowach kogoś obcego zupełnie, jak się tego nie dostrzega, nie dotyka. Bo jakby coś w głowie, coś w sercu zabraniało. Smutne to.
OdpowiedzUsuńAle wiesz...naprawdę nie może być stale tylko gorzej i gorzej. To nawet przeczy logice.