Zaczęłam się modlić. Trochę. Nie żebym wierzyła jakoś szczególnie czy papieża uszanowała na akademii. Modlę się do świętej Rity - patronki spraw beznadziejnych. Bo jest beznadziejnie. Kto biednemu zabroni żyć życiem sławnych i bogatych? Tak się modlę i liczę, że jebnie mnie odpowiedzą w twarz. Albo mi się ona przyśni. Zaczynam się zastanawiać nad pewnymi rzeczami.
Dlaczego na przykład takie dziunie z osiedla mają swojego Sebę, co go kochają nad życie i co je zabiera na przejażdżki BeeMką do McDonalda"Przecież my jesteśmy już ze sobą 2 tygodnie, co nie? Ale ja czuję, że, Aśka, to jest prawdziwa miłość. Co nie? ". Albo takie pierwsze lepsze mietki, co by nikt nie powiedział, że są spoko. Albo takie skurwysyny na co dzień, co wpierdolą ci za zły szalik, choć to prezent od babci. A ci, wszyscy samotni, nieszczęśliwi i rozgoryczeni życiem, ci, którzy najbardziej potrzebują wsparcia i drugiej osoby, ci, który są w stanie osobie, która ich pokocha, dać wszystko; są sami. Sami jak te poucinane palce. I nie mają nikogo, do kogo mogliby się po pomoc zgłosić. Egzystują z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, tracąc nadzieję na cokolwiek. I nie chodzi o umawianie się, o randkowanie, o całą tę pierdoloną grę. Bo oni...my tego nie chcemy (przynajmniej ja). Nie chodzi też o przygodny seks, chociaż w akcie desperacji się zdarza. Chodzi o to by spać, budzić się koło kogoś, kogo się kocha, kto kocha nas pomimo. Chodzi o to by mieć się do kogo przytulić i czuć się w tych ramionach bezpiecznie. By wiedzieć, że gdy będziemy chorzy, ktoś się nami zaopiekuje. By czuć. By zacząć żyć.
Niestety w wielu przypadkach jest tak,
że zakończyliśmy życie
nawet go nie przeżywszy.
Czasem nawet gdy ma się przy sobie kogoś, kto kocha i kogo my kochamy ponad swoje zycie...dopada nas pustka. Dopada nas myśl, że to wcale nie życie. Bo nie chodzi o to, żeby kogoś mieć. Chodzi też o to, co się nosi w sobie.
OdpowiedzUsuńTyle prawdy.
OdpowiedzUsuń"Sami jak poucinane palce". Fajne porównanie.
Masz całkiem fajny styl, wciągający, nieźle się czyta.