Tak, założyłam Tindera. Jakoś tak z rozpaczy, z nudów czy też z chęci postalkowania kogo trzeba. Tak sobie przewijam w prawo i w lewo, oceniam tych typków na podstawie zdjęć. Widzę, jaki jest mój ulubiony typ (w okularach, ciemne włosy). Dostaję dużo lajków, czasem ktoś napisze. Od końca września spotkałam się już z trzema chłopakami. To więcej niż przez ostatnie 20 lat. Taka jestem szybka randkowiczka (xD). Trochę to śmieszne, trochę przerażające.
Ogólnie wiadomo, w jakim celu powstała ta aplikacja i niestety 90% koleżków też ją tak traktuje. Staram się zachować jakiś poziom, ale wszystko niestety sprowadza się do tego samego. Zaczęły mnie drażnić takie słabe żarty na tle erotycznym. Kojarzyły mi się zawsze z tymi zwyrolami z czaterii, z którymi pisałam jako renatka_26, a tu okazuje się, ze wszyscy tacy są. Broń Boże, nie jestem i nigdy nie byłam pruderyjna. To zawsze ja miałam (i chyba mam) łatkę tej zboczonej ale okazuje się, że w dzisiejszym świecie to za mało. Teraz jak się opowiada o zainteresowaniach to w cenie jest robienie gały, anal, a nie łyżwy i gotowanie.
To przykre. Straciłam nadzieję na to, że poznam kogoś normalnego w prawdziwym świecie, bo na wszystkich patrzę tak, jakbym chciała ich zabić. Kto by podszedł do takiej osoby? To korzystam z takiego gówna. Okazuje się, że wszyscy wartościowi chłopacy zajęci są przez jakieś babsztyle, a mi zostali tylko właśnie zwyrolowie, studenci filozofii i starsi panowie.
Mimo to spotkałam się z paroma chłopakami. Było miło, ale już się więcej do siebie nie odezwaliśmy. Przy tym ostatnim, postanowiłam sobie, że będę mega urocza i słodka, ale jednak zachowam swój smutny dystans. Taka jestem. Czasem. Opłaciło się, bo na koniec uderzyliśmy w ślinę. W KOŃCU one!!!1 Szkoda, że tak krótko i musiałam go prosić 2 razy o powtórkę, ale to było silniejsze ode mnie. Zazwyczaj umiem się powstrzymać i trzymać wszystko w sobie, a potem wyżywać się tutaj, no ale ... hmmm nawet nie wiem jak to nazwać. Nie było to pożądanie. Ten chłopak też mi się jakoś bardzo nie spodobał. Taki starzec w młodym ciele. Jak zaczęliśmy rozmawiać to też nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, ale czułam, że mu się podobam (wiadomo po czym poznałam H3H3H3H3). To pocisnęłam to mocniej. Po prostu chciałam więcej niż uścisku dłoni. Chyba rzeczywiście brakuje mi czułości/bliskości/ciepła drugiej osoby, raczej nie tej erotycznej ale takiej no, normalnej. Mam taki plan spotkać się z tym chłopakiem jeszcze kilka razy, może zaprosić go na film do siebie, żeby się raczej poprzytulać, bo seksu to nie.
Z drugiej zaś strony jest mi głupio, że tak o tym myślę i tak robię. Trochę jakbym była martwa w środku, ale jakbym była to nie chciałabym się przytulać, c'nie? Patrzę tylko na cel jaki osiągnę, nie na to, że mogłabym zranić ewentualne uczucia tego chłopaka. Ale czy on ma jakieś uczucia? Odniosłam wrażenie, że raczej spotyka się ze mną w wiadomym celu. Smutna prawda jest taka, że normalni ludzie już dawno są w związkach i je powoli legalizują, tylko ostały się same wyrzutki. Ale czy wśród tych wyrzutków nie może być kogoś, kto nie jest alkoholikiem, erotomanem, socjopatą, stetryczałym starcem albo kimś z problemami psychicznymi?
A i prawie bym zapomniała.
Siedzimy sobie w kawiarni, śmieję się za swojego żartu. A ten koleś mówi mi, że muszę być bardzo nieszczęśliwa. Czemu, pytam. Śmiejesz się, ale oczy dalej masz smutne.
To przykre, że już nie mam tyle siły by to wszystko trzymać w środku i teraz każdy może to zobaczyć. To przykre być tak nieszczęśliwym będąc tak młodym.
23 października 2016
6 sierpnia 2016
+ 2400 netto do obojętności
Dostałam pracę. (LOL) Po trzech latach zlewkowego podejścia do studiów dostałam pracę w quasi-korpo. Już w styczniu mówiłam, że chciałabym po licencjacie iść na staż do biura tłumaczeń, że niby to jest moja przyszłość. W ostatniej chwili zmieniłam zdanie z darmowej katorgi z niepewną może-umową w przyszłości na biuro z tarasem, z panią robiącą kanapki i zupy, oraz z ludźmi z którymi codziennie przybijam piątkę. Taka zwykła, za biurkiem a nawet jest ok.
Wszyscy znajomi i rodzice bardzo się podjarali, że idę do pracy, że łał, że jestem taka samodzielna. Prawda jest taka, że denerwował mnie brak odpowiedzi, a po telefonie z biura było mi to po prostu obojętne. Chyba chodziło mi o to, by kolejnych wakacji nie spędzić w domu, gdzie jedyne, co mogłam to gotować, sprzątać i we wszystkim pomagać. A tu robię to samo i jeszcze mam za to kupę kasy. Nie wiem na co wydam ten hajs, bo jestem strasznie skąpa, ale pewnie pójdzie to wszystko na jakieś głupoty typu Aliexpres (nie daj Boże) albo pierdolety z sefory.
Jest we mnie bardzo dużo obojętności. Wszystkie te porywy serca, rozpacz, rozmemłanie, ta heroiczna walka z wiatrakami było nic nie warte i kosztowało mnie masę nerwów. A może po prostu broniłam się przed obojętnością? Przechodzi mi powoli. Wciąż przeżywam porażki, ale częściej bywa mi po prostu pusto niż przykro z jakiegoś powodu. To smutne, że taka młoda osoba mówi, że jej nie zależy, ale czy mi kiedykolwiek zależało?
Jedyne czego się obawiam to to, że pod presją czasu, znajomych czy mamy, zdecyduję się spędzić życie z człowiekiem mi obojętnym. To znaczy, że będę z kimś, bo tak jest wygodnie a nie dlatego, że go kocham. Wciąż (niestety lub stety) mam nadzieję, że nie będę taka samotna, że będę miała komu zrobić obiad albo mieć z kim wyjść do parku. Tak bardzo tego chcę i tak długo na to czekam. Pragnę akceptacji, czasu i ramienia do którego można się przytulić. Czy to tak wiele? Chyba tak. Bo wszystko powoli we mnie umarło, ale nadzieja się jeszcze tli.
Jeszcze.
Wszyscy znajomi i rodzice bardzo się podjarali, że idę do pracy, że łał, że jestem taka samodzielna. Prawda jest taka, że denerwował mnie brak odpowiedzi, a po telefonie z biura było mi to po prostu obojętne. Chyba chodziło mi o to, by kolejnych wakacji nie spędzić w domu, gdzie jedyne, co mogłam to gotować, sprzątać i we wszystkim pomagać. A tu robię to samo i jeszcze mam za to kupę kasy. Nie wiem na co wydam ten hajs, bo jestem strasznie skąpa, ale pewnie pójdzie to wszystko na jakieś głupoty typu Aliexpres (nie daj Boże) albo pierdolety z sefory.
Jest we mnie bardzo dużo obojętności. Wszystkie te porywy serca, rozpacz, rozmemłanie, ta heroiczna walka z wiatrakami było nic nie warte i kosztowało mnie masę nerwów. A może po prostu broniłam się przed obojętnością? Przechodzi mi powoli. Wciąż przeżywam porażki, ale częściej bywa mi po prostu pusto niż przykro z jakiegoś powodu. To smutne, że taka młoda osoba mówi, że jej nie zależy, ale czy mi kiedykolwiek zależało?
Jedyne czego się obawiam to to, że pod presją czasu, znajomych czy mamy, zdecyduję się spędzić życie z człowiekiem mi obojętnym. To znaczy, że będę z kimś, bo tak jest wygodnie a nie dlatego, że go kocham. Wciąż (niestety lub stety) mam nadzieję, że nie będę taka samotna, że będę miała komu zrobić obiad albo mieć z kim wyjść do parku. Tak bardzo tego chcę i tak długo na to czekam. Pragnę akceptacji, czasu i ramienia do którego można się przytulić. Czy to tak wiele? Chyba tak. Bo wszystko powoli we mnie umarło, ale nadzieja się jeszcze tli.
Jeszcze.
16 czerwca 2016
5 lat
Jestem pod tym adresem już pięć długich lat.
Kilka miesięcy temu napisałam rzewnego posta, jak to się pozmieniało w życiu. Chuj z tym. Zmieniło się dużo. Siebie z tamtego okresu niezbyt pamiętam, chociaż bardziej nie chcę.
A teraz, z okazji tej "wesołej" rocznicy napiszcie, proszę, co tam u was po pięciu latach?
Kilka miesięcy temu napisałam rzewnego posta, jak to się pozmieniało w życiu. Chuj z tym. Zmieniło się dużo. Siebie z tamtego okresu niezbyt pamiętam, chociaż bardziej nie chcę.
A teraz, z okazji tej "wesołej" rocznicy napiszcie, proszę, co tam u was po pięciu latach?
Subskrybuj:
Posty (Atom)