9 listopada 2019

Sztuka liczenia do dwóch

Półtora roku. Prawie. Półtora roku mnie tu nie było, nie napisałam choćby półsłówka. Coś tam napisałam, ale strasznie to żenujące jest i jak to czytam to raczej mi siebie samej szkoda. Aż bym się przytuliła. Byłam dziś pierwszy raz na łyżwach w tym sezonie. Ja pierdziele, ale to było dobre! Dawno się tak nie czułam. Choć nie wychodziło mi wszystko to jak mantrę przy stawianiu lewej nogi mówiłam "raz" a przy prawej "dwa". Nie jakieś tam trzy, cztery, pięć. Po prostu raz i dwa. Miarowo krążyłam wokół lodowiska starając się by utrzymać pozycję na jednej nodze. Potem na drugiej. Raz. Dwa. Tak minęła mi godzina.

A jak wyszłam to czułam się niesamowicie dobrze. Spociłam się strasznie, bolały mnie stopy, napięte mięśnie ale dawno nie czułam takiej lekkości. Nawet jak ćwiczę w domu, to się tak nie czuję jak czuję się po łyżwach. Jakby nie patrzeć, to mogłabym chodzić codziennie ale boję się, że łyżwowanie starci swój urok.

Wiem, że dopiero listopad i podsumowanie powinnam pisać dopiero za jakiś czas, ale myślę, że w tym roku zrobiłam wiele małych kroków typu raz-dwa. Dużo było "raz" i mniej "dwa" albo ważne, że były. Okazało się dlaczego nie mogę schudnąć, chodzę do dietetyka i choć może efekty nie są spektakularne to jakość życia mi się polepszyła. Zamiast dwóch jem 4 posiłki dziennie. Nie jakieś smutne sałatki, ale koktajle, makarony, pyszne kanapeczki, mięsko, ziemniaczki -pyszności. Wciąż w głębi serca kocham czipsy ale nie tęsknie jakoś bardzo.

Dostałam też awans w korpo. Teraz jestem przydupasem mojego managera ale ważnym przydupasem. I mam za to trochę więcej kasy.

Poszłam też do psychologa. Choć jak do niego poszłam to czułam się lepiej, niż w zeszłym roku, to i tak było słabo. Jeszcze nie powiedziałam wszystkiego, ale powoli wyburzam cegiełki z muru wokół siebie. Jakby nie było, jestem całkiem ładnym zameczkiem. Nawet miałam pierwsze załamanie w ramach terapii, ale jakoś to ogarnęłam. I znów stawiam kroki typu raz-dwa.

W zeszłym roku popełniłam post (niepublikowany, bo brzmi jak gorzkie żale smutnej pizdeczki) na temat tego, że mam 20 miesięcznicę (która była w tamtym roku, bo teraz jest 35 miesięcznica) ostatniego kontaktu typu usta-usta z mężczyzną. Od tego czasu zdążyłam się umówić z dwoma kolesiami (jeden z okolic mojej wsi, który myślał, że pracuje w hipermarkecie a drugi, który zaczął rozmowę od tego, że słońce mu rano świeci w oczy a ptaki śpiewają) i pogadać na kamerce z trzecim, który był bardzo przystojny i całkiem mądry (i zza granicy) ale okazało się, że jego formą eskapizmu są imprezy grupowe typu gang-bang i cuckold. Bardzo marzyło mu się, żebym została jego "suczką" ale od czerwca nie miał kiedy przyjechać. Szkoda. Może udałoby mi się go naciągnąć chociaż na obiad.

Na ten moment siedzę sama w pokoju i jest mi trochę smutno mimo wszystko. Czuję radość po łyżwowaniu ale czuję też smutek, samotność. Nie wiem czy czuję się gotowa na jakąkolwiek komitywę z drugim człowiekiem. Niemniej, z drugiej strony po ostatnim wyjeździe, gdzie spałam (i jadłam) z koleżanką w jednym łóżku i super się dogadywałyśmy podczas wycieczki, było mi trochę pusto jak pojechała. Mogę uznać, to za "raz" bo zdaję sobie z tego sprawę i bardzo żałuję, że jestem człowiekiem. Nie wiem tylko jakie będzie 'dwa'. Nawet jeśliby go nie było, to wiem, że znowu powiem 'raz' i kolejny, i kolejny, aż przyjdzie taki moment, że przy porannym malowaniu spojrzę sobie w końcu w oczy i powiem 'dwa'.

26 czerwca 2018

Gnijcie

Należy się wam. Obecna sytuacja polityczno-sportowa pokazuje jak maleńcy jesteśmy w obliczu porażki. Każdy by zrobił lepiej. Szkoda, że tego nie robi.

Dziś jedząc kaszę z boczkiem i kefirem (polskie danie chłopskie, +10 do lokalnego patriotyzmu) pomyślałam sobie, że Polacy zasługują na wszystko co złe. Należy im się przegrana, należą im się wszystkie możliwe klęski i patologie. My, Polacy, zasługujemy na złe traktowanie. To za pis, za kosciół, za 500+, za debili, za wszystkowiedzących januszy. Za naszą pierdoloną mentalność, ksenofobie, rasizm, brak elementarnego szacunku wobec innych. Porządne lanie, wpierdol, meteoryt o średnicy 649 km który spada idealnie na Łódź i niszczy kraj od wschodu po zachód.

Za to, jacy jesteśmy należy się nam wszystko co mamy. Gdybyśmy byli inni to mielibyśmy co innego. Na szczęście jesteśmy jacy jesteśmy i mamy to na co zasługujemy.

Wszyscy tutaj zgnijemy.

10 maja 2018

Samotność

..to taka straszna trwoga" śpiewał Ryszard III Waza. I miał trochę racji, nawet trochę bardzo.

Czuję się samotna i jest mi z tym źle. Dawno się z nikim nie spotkałam, dawno nikt nie dał mi powodu by czuć się atrakcyjną. Jestem jak te kwiatki na parapecie co od dwóch tygodni suche stoją - tylko ja dłużej stoję. Z jednej strony pragnę towarzystwa, z drugiej zaś, nie jestem w stanie za długo wytrzymać. U koleżanki więcej gadałam do psa niż do ludzi (beka xD). No i właśnie. Tak podczas jednej z samotnych i deszczowych nocy wyciągnęłam telefon i odblokowałam chłopaka z którym spotkałam się RAZ, DWA lata temu. Nawet się nie całowaliśmy ani nic. Chciał tylko u mnie pomieszkać. Ale jakoś fajnie mi się z nim rozmawiało i teraz mi się tak przypomniał. Podobał mi się. Ja jemu tak średnio bo dalej jestem #teamczipsy ale to też już coraz rzadziej. Ładny jest, ma ładne łapki i brodę i miłą fizjonomię, ale niestety jest wolnym duchem, dużo podróżuje i szuka swojego miejsca na ziemi. Może teraz jakbyśmy się spotkali to po prostu uderzyłabym z nim w ślinę (pewnie nie ale w mojej głowie jestem na to wystarczająco odważna). Nie wykorzystałam jego wizerunku w celach erotycznych - broń Boże. Po prostu patrzyłam na niego, a łzy leciały mi na poduszkę - typowy czwartek w harlekinie. Niby jest mi dobrze, ale trochę mi jest źle. Teraz na pewno wyglądam trochę lepiej - ładnie się umiem pomalować, czasem uda mi się kupić coś, w czym wyglądam dobrze ale wciąż do Blake Lively albo do Eda Sheraana mi daleko (do Eda bliżej).

No właśnie. Przyjęli do nas do roboty jakiegoś dziada(średni 4/10 typowy informatyk). Dziś jak byłam w pracy i jurnym krokiem zmierzałam do pracowniczej kuchni po napoje, kanapki i cukierki to przyczaiłam go że mi się przygląda. Albo jestem taka hot czika (nie cziken) albo kojarzy mnie z jakiegoś forum dla wędkarzy. No nie wiem. Czasem wyglądam dobrze i to przyciąga te osoby, które akurat w moje dekorum nie wpadają. Taki paradoks - za piękna dla brzydkich, za brzydka dla pięknych. Jak żyć, drogie Bravo?

No właśnie. Jest mi tak źle a mam w sobie tyle miłości do oddania. Za ochłap człowieczeństwa i akceptacji dam wszystko. Boże, choć chwilę ciepła i czułości. Chwilę. Nie wiem czym sobie zasłużyłam na tę samotność? Za co to więzienie?

Wiadomo - lepiej nie mieć loszka niż tkwić w jakimś toksycznym związku ale jak mogę, mając 24 (niestety niedługo) lata umieć obsługiwać mężczyznę a co dopiero ludzi nie mając z nimi kontaktu? Jestem jak wilk z lasu.

Sam sobie sterem, wędkarzem i rybą.