Tak przynajmniej zapowiadali na plakatach co w oknie kina naszego wisiał. Tak mówili wszyscy na sali, tak mówiłam ja, gdy lat temu kilka kończyłam ze łzami w oczach ostatnią stronę zdając sobie z tego sprawę, że zamyka się pewien rozdział w moim życiu. Tak. Ostatnia strona siódmej części Harrego, tak jak jej koleżanki, w przeciwieństwie do stron z innych tomów zostały przerzucone tylko raz. Jedyny. Nigdy więcej nie powróciłam do przygód małego czarodzieja. A cholera chciałabym.
(Nie wiem czego się spodziewałam, nie przewidywałam reakcji na zakończenie kolejnego etapu w moim życiu. Po prostu poszłam tam. Wiadomo, jak Ąri Potter to trzeba elegancko, lans jakiś mały, szpan. Tom ubrała koszulę, przed wyjściem zapodałam Sweetów w głośnikach i rozważałam żywot swój smutny.)
Klimatyzacja, zapach popcornu, ciche szepty zaraz po włączeniu reklam i świadomość nadchodzącego końca tworzą fantastyczny klimat. Niepowtarzalny. Zaczęło się.
Walka dobra ze złem, miłość, nienawiść i takie tam efekty specjalne. Niby nic, a człowiek bardziej się wyryczał niż na Niewolnicy Isaurze. A może to zdanie sobie sprawy z faktu, że jedyną osobą bez popcornu byłam ja?
(Wbrew obiegowej opinii nie płakałam po Mufasie, a nawet nie wiem kim on jest. Tak, nie oglądałam Króla Lwa i jestem z siebie bardzo dumna. Czekam na oficjalny lincz, szafot i ukamienowanie.)
Koniec? Wiadomo-spektakularny. Powalający. Trochę patetyczny i przesadzony, jednakże z całym swoim sumieniem (co go nie mam) jestem skłonna powiedzieć, że co najmniej epicki. Przynajmniej dla mnie. Być może na ocenę wpływa moje przywiązanie do serii, niespełniona miłość do Harrego i lekkie popłakiwanie na przystanku, ale fakt faktem Harrego już nigdy nie zobaczymy. To już jest koniec. Spektakularny. I warto go zobaczyć.
Albo przynajmniej uczcić pamięć o tak wspaniałej książce.
(Tak wiem, że będziemy napędzać wielką maszynkę jaką jest kapitalizm, ale co poradzić. Piracić nie będę. Przynajmniej Harrego)
oceń czy dobry a więc : też nie płakałam po Mufasie i sama się zastanawiałam kto lub co to jest, ale podedukowałam się w google, bo tak jak ty Lwa Króla nie oglądałam i na szafot nie czekam, na ukamienowanie również, nie wiem czy o życiu i byciu człowieka decyduje Król Lew i Mufas xD cd Pottera końcówka mi się nie podobała: cukierkowo, lukrowo, sweetaśnie jednym słowem, Snape był tylko godny uwagi i łez ewentualnie, moich przynajmniej.. pottera czytałam kilka razy, to źle o mnie świadczy? uprzedzam nie jestem plastikiem ani fanką zmierzchu ^^
OdpowiedzUsuńOceń czy dobry :) i skomentuj czekam ^^
OdpowiedzUsuńSnejp, i tu mogę się powtarzać, był, jest i będzie posytacią na tyle tragiczną (szczególnie jego miłość- no cholera tu się wszystko wyjaśnia, choć nie mam pojęcia o miłości, bom niedorozwinięta jest emocjonalnie) że jestem skłonna się z nim przespać (nie, tego akurat się nie wstydzę). Koniec owszem- ja jako reżyser nie nakręciłabym końca, wycięłabym scenę jak wszyscy trzymają się za ręce. Zrobiłabym zakończenie na miarę Sali samobójców. Voldi umiera. Koniec. Czarny ekran. Dziura i pustka. Do daje do myślenia. Bądź co bądź wychowaliśmy się na Harrym i ten koniec, według mnie byłby ostatecznym odcięciem pępowiny.
OdpowiedzUsuńPe.eS. Fanki zmierzchu giną od mojego ponurego spojrzenia.
Pe.eS. Przeczytałaś Pottera? To wiedz że coś się dzieje!