1. Zakupy- bo to od nich należy zacząć przygotowania do świąt. Zapieprzanie z dwudziestoma kilogramami przez 2 kilometry w poszukiwaniu auta to na prawdę świetny trening. Jeszcze rok a zacznę startować w podnoszeniu ciężarów albo w rzucie karpiem na odległość. Wyczekiwanie 5 godzin w trzykilometrowej kolejce do kasy, bo inne kurwa są zamknięte, bo panie mają przerwę to moje jedyne wspomnienia przedświątecznych zakupów. A zapomniałbym o poszukiwaniu wszystkiego w całym sklepie. Jak zazwyczaj mam dobrą orientację, to manager sklepu tuż przed świętami zarządzi przemeblowanie i szukanie rodzynek trwa 2 godziny dłużej. Najlepsze jest to że mimo wszystkich świątecznych zakupów, w wigilię trzeba zapieprzać do sklepu bo zawsze czegoś brakuje.
2. Wielkie Żarcie- Trzydniowe wpierdalanie na chama. Dla wielkiego murzyńskiego huja przygotowujemy pięć ton potraw, tylko po to by nie mieściły się w lodówce. W wigilię wpierdalamy ile się da, bo przecież można, pomijam fakt że tak to wpierdalamy cały rok. Wpierdalamy ile się da, tylko po to by przed sylwestrem stwierdzić że nie mieścimy się w żadną sukienkę. Z leżenia do jedzenia, potem przekąska ze śledzika, popita, znowu żremy, drzemka, znowu żremy, sen. Oj wątroba się odwdzięczy.
3. Kolędy- Zwłaszcza te w wykonaniu Edyty Górniak dołączone do świątecznej Vivy, które nie przypominają melodią kolęd tylko hymny narodowe Boliwii czy Kenii. Słysząc standardy świąteczne w radiu 1 grudnia krew mnie zalewa. Po trzech dniach słuchania w kółko "Last Christmas" czy "All I want for Christmas is You" mam ochotę wsiąść śrubokręt i zacząć dźgać wszystko wokół.
4. Reklamy- szczególnie te Coca-Coli. Na każde "Coraz bliżej święta" miałam, i mam ochotę wyrzucić telewizor przez okno. Reklamy mi nie przeszkadzają, bo mogę na spokojnie, w czasie ich trwania, zrobić siku, kanapkę i herbatę. Ale teraz, kiedy reklamy polecające Barbie Sado-Maso z podręcznym zestawem tortur czy Grę "Usuń dziecko", trwają pół godziny i puszczane są co 15 minut to na prawdę zaczynam wątpić w publiczną telewizję i na serio zastanawiam się czy nie kupić sobie kablówki, bo tam ponoć są programy bez reklam.
5. Świąteczne Filmy- "Świąteczna gorączka", "Witaj święty mikołaju","Grinch-Świąt nie będzie" (mój numer 1) czy nieśmiertelny "Kevin Sam w Domu" puszczane przez pierwsze 2 dni świąt demotywują do życia. Każdy z nich debilnie głupi, z irracjonalnymi dialogami, sztuczna grą i idiotyczna fabułą wplecioną w zimową scenerię Ameryki lat 90' sprawia że zaczynam płakać rzewnymi łzami. Bo to właśnie wtedy, jak byłam mała i głupia filmy te miały swój urok. Sprawiały, że w świętach była jakaś magia. Teraz to już tylko kupa.
6.Zjazdy Rodzinne- Kiedyś wspominałam, że jest to jedna z wielu rzeczy na liście tego co nienawidzę najbardziej. Rodzinne zjazdy nie są prawdziwymi Rodzinnymi Zjazdami bez pytań:"Kiedy przyprowadzisz swojego kawalera?", "A masz już jakiegoś chłopca na oku?" czy "To gdzie chcesz iść na studia?" Nie były by też sobą gdyby wszyscy wujkowie (ciotki czasami też) się nie upili i nie zaczęli śpiewać kolęd na balkonie. Pomijam całe świąteczne wpierdalanie, rozmowy o szkole czy o tym, że "ten karpik wyszedł ci świetnie, Marylko!".
7.Prezenty- mimo, że w nich tkwi cała magia świąt. To wyczekiwanie na kolejną piżamę, sweter czy skarpetki jest na prawdę nużące. Nie lubię prezentów dostawać (co jest chyba anomalią) ponieważ od dalszej rodziny dostaję atlasy ze zwierzątkami(np.: "1000 młodych zwierząt") czy moje ulubione książki wysoce edukacyjne np.: "Wynalazki, które zmieniły świat" (niestety nie było tam wibratora czy kajdanek z futerkiem), a od matriarchatu książki: "Pamiętnik księżniczki", "Dziewczyna Ameryki" czy "Zmierzch" lub ubrania typu sweter czy piżama. Prezentów nie lubię dawać, bo jak zaczynałam je dawać były totalnie ignorowane, zapomniane a po 2 latach wyrzucane. Wielkie dzięki.
8. Sprzątanie- to przyjemność, sprzątać prasować czy wycierać podłogi. Przynajmniej dla mnie, jeżeli nie muszę tego robić, a jakiś mały kat nie stoi mi nad głową i nie wrzeszczy "Jak to wycierasz?! Tu nie wytarłaś! Dlaczego tak krzywo?! Wypłucz tą szmatę bo są smugi!". Ale przed świętami nienawidzę tego szczególnie.
9. Święty Mikołaj- tak nie lubię go. Za jego "HO! HO! HO!" i czerwone ubranie. Zawsze uważałam że jest dziwny, nie wspominałam o grupie wiernych elfów, które są na każde jego polecenie. A tak wygląda św. Mikołaj w oczach człowieka smutnego :

10. Świąteczne Pierdolenie- tego w szczególności nienawidzę. Wspominanie że święta, to radość, miłość i wszystko inne jest bez sensu. Każdy z nas nienawidzi świąt, tylko jeszcze o tym nie wie. Nie ma już ludzi który kochają święta. To minęło bezpowrotnie. Nic nie będzie takie jak kiedyś. Całe święta obchodzimy na przymus, mimo to oszukujemy się że liczy się czas spędzony z rodziną.
Mały przedświąteczny smaczek...
Podoba mi się jak piszesz, z żartem ale na poważnie.
OdpowiedzUsuńUśmiałam się na całego przy tym wpisie, ale masz co nieco racje.
Będę tu zaglądać częściej, pozdrawiam :)
Też nienawidzę świąt :D
OdpowiedzUsuń