6 lipca 2012

Nikt nie podjeżdżał, oprócz kierowców autobusów, którzy mieli nadzieję, że się dosiądzie

To było jedno z tych letnich piątkowych popołudni, kiedy wiedziała, że tego wieczora przyjdzie jej zaszaleć jedynie grając w Chińczyka. Nie zwracając uwagi na wygląd i ubiór wyszła po 20 z domu mając nadzieję na coś, co się nigdy nie wydarzy. Nawet nie wiedziała w którą stronę iść, by czuć pełne spełnienie i zadowolenie.

Do porozumienia doszła dopiero siadając z puszką Sprite na przystanku. Dwie godziny później dalej siedziała, choć Sprite nie był już tak fantastycznie zimny i musujący jak zaraz po otwarciu. Liczyła samochody, i szukała kogoś, kogo zna, kto by siedział w tym samochodzie. Żeby podjechał i zapytał czy idzie z nimi na imprezę. Ale nikt nie podjeżdżał, oprócz kierowców autobusów, którzy mieli nadzieję, że się dosiądzie. Wielu ich przejechało, nawet po dwa razy. Nie skusiła się, taka była asertywna. A może jej się nie chciało? Patrzyła do wnętrz autobusów, by odnaleźć znajomą twarz. Niestety. Dopiero gdy dopiła napój i wyrzuciła go z krótkim "haha" (które nie było nawet śmiechem lecz wewnętrznym chichem) robiąc przy tym koślawy piruet, poczuła że "chłopiec, któremu oddałaby serce" dziwnie na nią patrzy. I to od dłuższej chwili. Poszła do domu, nie bacząc na dziwne zaczepki ze strony osiedlowych dresów. Zapuściła Pink Floydów i poszła spać. Chłopiec siedział dalej samotnie, marząc o niej.

Przynajmniej miała nadzieję na to, że on tak myśli.

10 komentarzy:

  1. Na rozterki egzystencjalne i emocjonalne najlepszy jest kubeł zimnej wody. Albo dwa. Ewentualnie dwadzieścia. Chociaż od tego można dostać kataru lub zapalenia oskrzeli.
    Czasem jest też dobrze przeczytać o czyichś problemach i rozterkach. W ciągu godziny, bo w zasadzie dużo tego nie ma. Ale treściwie i z humorem. Ot, ironicznie, czasem sarkastycznie, ale zawsze ciekawie.

    Pozdrawia i dziękuje za nieumyślne poprawienie stosunku z własnym ego, Katowiczanin ;)

    Post scriptum:
    I jesteś enneagramową czwórką, tylko one wywnętrzają swoje rozterki i nie mają z tym problemów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. he, uzewnętrzniam się przez internet, bo przy mamie to się wstydzę.
      to poprawienie humoru, to na zasadzie "O, ktoś jest bardziej zjebany ode mnie!" ?

      Usuń
    2. A, poprawiłem sobie humor, ale też nie tylko. Bo widzisz, nieczęsto jest mi dane czytanie logicznych wypowiedzi tego samego typu osobowości co mój.

      W zasadzie czwóreczki mają bardzo głębokie osobowości, tak jak ogry ze Shreka, czyli jak cebule. Tylko że, w większości, znacznej, przypadków, spłycają się same albo pod wpływem subkultur albo żeby się dostosować. Szczegóły zmian własnych są bardzo różne, ale koniec końców stają się nieciekawymi osobami.

      Owszem, przed mamą się wstydzisz, bo to rodzice i najbliższe otoczenie odpowiada za to kim jesteś. Gdzieś tam w czeluściach przeszłości mama Twoja spowodowała że nie ufasz jej w pełni, możesz nawet tego nie pamiętać. Kiedyś się zaczniesz przed nią wywnętrzać. W Internecie łatwo, ale też nie ciężko Ci to zapewne przychodzi w rzeczywistości, jeśli ktoś Cię zainteresuje.

      A, jeszcze jedno. Nie polecam Ci psychologa. Swego czasu też miałem ochotę na wizytę, i się ona dokonała. Wyszło że jestem inteligentnym socjopatą ze skłonnością do autodestrukcji. Dobrze że miałem już skończone wtedy 18, bo chcieli rodziców wzywać ;)

      Usuń
    3. Jeszcze trochę tak uważam, że psycholog jest mi potrzebny, tylko po to by powiedział mi kim jestem, co mam robić i czego nie jeść na śniadanie. Bo czasem mam z tym problem. Ale pewnie wyjdzie, że nie mam zaburzeń osobowości, tylko jestem wrednym chujem albo otaczają mnie idioci.

      Usuń
    4. Filozoficznie, ale powiem, że o sobie dowiadujemy się najwięcej sami. I trwa to całe życie. Ktoś Ci może tylko przekazać swój zniekształcony obraz, jak w krzywym zwierciadle, a psycholog dorzuci w pakiecie swoje teorie wyciągnięte ze studiów i z praktyki. Czyli możesz być pewna że nieciekawie będzie. Polecam przyjaciół ewentualnych, to samo, za darmo, i nie będą kaftanem straszyć ;)

      Poza tym, każdy, ale to każdy człowiek ma zaburzenia osobowości. Tylko nie był dostatecznie zbadany ;)

      Na śniadanie nie jedz czosnku ani cebuli, chyba że nie wychodzisz z domu przez cały dzień albo nie zadajesz się face-to-face z innymi osobnikami gatunku na których dobrym zdaniu chociaż trochę Ci zależy, w innym przypadku to w zasadzie można jeść wszystko.

      NFZ powinnien mi płacić za te porady, a dranie ani grosza nie dadzą. Pozostaje satysfakcja własna z obywatelskiego obowiązku pomocy bliźniemu w potrzebie. ;)

      Usuń
    5. nie mam przyjaciół. Najlepiej się czuje w swoim towarzystwie. Ale na mieście polansić się lubię z kimś.

      btw. strasznie lubię czosnek

      Usuń
    6. Sos czosnkowy w szczególności. ;)

      Polecam nalewkę czosnkową. Gorsze od zapachu nalewki czosnkowej są tylko wymiociny kogoś kto pił nalewke czosnkową. Ponoć zdrowa jest generalnie, tylko pot też zaczyna pachnieć czosnkiem, i ma się wrażenie że nie da się tego zmyć.

      Czemu na przykład po nalewce wiśniowej nie emitujemy zapachu wiśni? Albo jabłek, o. Truskawki też są fajne.
      I na dezodorantach by człowiek oszczędził, perfumy zbędne by były. Ot, los i natura przewrotna, płata figle.

      Wracając do tematu, przyjaciół się nie szuka, bo sami się znajdują. Nawet nie wiesz kiedy i gdzie się znajdzie jakiś czy jakaś.

      post scriptum: Merde, zasiedziałem się kontemplując różne blogi i artykuły. A do pracy za mnie nikt nie pójdzie, chamy jedne. Znaczy się, branoc ;)

      Usuń
  2. O, ale nie musiałaś postować mojego drugiego posta jak pierwszy przeszedł. Opera mnie na chwilę znielubiła, a mimo to wysłała. No ale dobra, jak już jest, to niech będzie, wstydzić się nie mam czego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mało w tym miesiącu twórczaś, pewnie weny brak przez pogodę.
    Spamuję?

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba spamuję. No to żeby spamowania było zadość, na humoru destabilizację proszę: http://www.explosm.net/comics/2864/
    ;)

    OdpowiedzUsuń

Anonimy dostaję wetknięte w pranie. Tyle smaczku w życiu mi wystarczy.