29 marca 2014

Grzyb

Sąsiadki z góry nie mogą się chyba doczekać wakacji w Chorwacji, bowiem już w środku pierdolonej zimy postanowiły przećwiczyć podryw ratownika i do tego potrzebowały basenu. Jakby nie wystarczyła wanna, w której i tak już łatwo się utopić, zwłaszcza gdy jest się jednonogim piratem przed godziną 11. Tak, moi mili. Potrzebowały basenu, który chyba im z deczka przeciekł, czego skutki, nie sutki, odczuwają lokatorzy mieszkania niżej. Zacieki na całym suficie tworzą fantastyczne obrazy, trochę jak tło obrazów Salvad(t)ora (Dali nie jadę- żarcik dla krakusów).

No nic. Ludzie to debile więc nie można od nich wymagać choćby minimalnego wysiłku umysłowego. Spoko. Przyszły panowie Mietki coś porobili z sufitem, dla mnie raczej w porządku niż nie, bo lata mi to i powiewa, bowiem i tak raczej się wyprowadzam i wyjechać bym chciała na koniec świata. Ale o tym później.

I tak patrzę, może 2 tygodnie temu(?), tak jakby zaciek mam na suficie. Ale nie był to zaciek do końca. Ani to mokre, ani nijakie. Dziwne trochę. Oczywiście takie inspekcje zawsze się kończą gównem, bo jak się jest karłem, i staje się na krześle, które jest na stole to potem spada się na podłogę z potężnym "łup. kurrrrwa mać". Nikt już na to uwagi nie zwraca, bo z mojego pokoju od zawsze dobiegają dziwne odgłosy. No nie ważne.

Podzwoniłam ze strachem do PaterNostera, Matriarchatu i telefonu zaufania dla przyszłych samobójców (numer mam już w "ulubionych") i dowiedziałam się, że to grzyb. Zachęcona radami internautów zakupiłam kilka specyfików, popsikałam grzyba i poszłam na zajęcia. Wietrzę w pokoju codziennie, szczególnie jak mnie nie ma, a zwłaszcza gdy jestem. A grzyb jak był, tak jest. Mam już małą obsesję, bo ostatnio dużo sypiam i dużo jem. To ze pewnością wina grzyba. Dostałam też wiosennej depresji, bo dziewczyny chodzą w krótkich kiecuszkach i ogólnie seksi, a ja wciąż czaję się w krzakach pod jakąś podstawówką. I to też jest wina grzyba. Nie ma ochoty biegać - grzyba na szafot. Nie ma nic do jedzenia - nie dość, że mieszka za darmo to jeszcze je moje bułki. Ogólnie grzyb ten jest powodem wielu moich problemów rozpoczynając na chronicznej bezsenności kończąc na niechęci do onanizacyjnych czynności.

Widzę, że Pan ma wobec mnie jakiś plan. Najpierw mieszkanie z wrogiem. Przyjmuję to jako lekcję. Ale widocznie nauka nie była wystarczająca, więc zesłał mi grzyba (choć modlę się o Robba Starka i czarną Wołgę- tę co porywała dzieci) i chce, bym z grzybem tym w komitywie żyła. Więc w komitywie żyć będę.

Ale nie polecam jako współlokatora.

2 komentarze:

  1. uważaj na tego grzyba, bo Ci odbiera radość życia :< mitotoksyny to syf!

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam jeden zespół metalowy, który nazywa się "Grzyby" ... swoją pierwszą płytę nazwali "Czarcia Purchawa" - może posłuchaj to się coś polepszy :)

    OdpowiedzUsuń

Anonimy dostaję wetknięte w pranie. Tyle smaczku w życiu mi wystarczy.