Bóg istnieje. I właśnie się o tym przekonałam. W Wigilię.
Jest takie coś, że masz kogoś, lub coś (praca, hobby, cokolwiek) co kochasz nad życie. Jesteś w stanie dla tego zrobić wszystko. Dla przykładu kochasz kogoś, ale wiesz że nie możesz z nim być, liczysz na coś, ale ogarnia cię tylko jeszcze większa frustracja. Każdy dzień to pierdolona walka z sobą, by nie zadzwonić, by nie zrobić jakiegokolwiek głupiego ruchu, by przestać o tej osobie myśleć. I tak mijają dni, tygodnie, miesiące. Coś zjada cie od środka, jak pierdolony rak. Kurwa zajmuje mózg, płuca, serce; zagnieżdża się w żyłach i każdej komórce ciała. Każdy nerw jest wyczulony, na głos, dotyk, obraz. Sytuacja staje się męcząca. A ty tracisz życie: nie potrafisz sobie przypomnieć niczego z poprzednich miesięcy, tylko jedną mordę. Sny, marzenia, scenki rodzajowe przed snem. Wszystko. Twoje życie było podporządkowane tylko jednemu. Walka trwała do dziś. Do wigilii 2014 roku. Siedem pierdolonych miesięcy. Nie jestem do końca pewna, ale sam fakt, że zdałam sobie sprawę z tego jest dla mnie jak wiadomość, że rak ustępuje. To nie znaczy, że jest po robocie. Czeka mnie jeszcze trochę pracy. Przez ostatnie dni dużo płakałam, zwłaszcza przed wigilią. Ale grając sobie w Rollercoaster Tycoon 2 (nie jest to jakieś szczególnie ważne, ale pokazuje jak bardzo 'retarded' jestem)już po wigilii, zdałam sobie sprawę, że nienawidzę. Granica między miłością a nienawiścią jest cienka, ale zasada działa też w drugą stronę. Zasada jest prosta: zacznij robić to, co robisz z ludźmi, którymi gardzisz. Pomogło. Gdyby nie to, pewnie pierdoliłabym się jak ostatnia cipka jeszcze z rok, może dłużej. Nienawiść to najpiękniejsze uczucie na świecie. Teraz czuję, że mogę oddychać pełną piersią. Po prostu... niesamowite. Takiej wolności nie dał mi alkohol, muzyka, tarzanie się po podłodze, stanie na mostach. Po prostu w jednej chwili, jednej cudownej chwili, zrozumiałam jak bardzo nienawidzę. Pierwszy raz od paru dni się uśmiecham i to jest powód do dumy. Może studia psychologiczne stwierdzą, że moje reakcje są powodem jakiś zaburzeń ale w tym momencie liczy się jestem wolna. I ja pierdole...szczęśliwa.
Mogę oddychać.
Jestem na dobrej drodze.
Nienawidzę.
Jestem szczęśliwym człowiekiem.
Jest dobrze.
omójboże, siedzisz mi w głowie. taka nienawiść daje szczęście, dużo szczęścia.
OdpowiedzUsuńrollercoaster tycoon jest spoko. ale ja jestem retarded.
OdpowiedzUsuńlubię takie momenty olśnienia. nienawiści nie lubię aż tak, ale to uczucie często pomaga mi się oczyścić. i cieszę się, ze Tobie się to udało.
Myślę, że to nie sama nienawiść dała Ci szczęście, a zrozumienie co naprawdę czujesz. Gratuluję ;)
OdpowiedzUsuńczekałam na ten wpis ;)
OdpowiedzUsuń