Pamiętam jak prawie rok temu, w Sylwestrową noc, stałam przed gminnym ośrodkiem kultury w okolicznej wiosce i patrzyłam na pijanych znajomych i obcych bawiących się w OSP po drugiej stronie ulicy. Pamiętam jak Elizabeth i jej chłopak cały wieczór kłócili się o byle pierdy a potem całowali, pamiętam jak rozmawiałam z nim o pewnej osobie. Pamiętam gdy machaliśmy zimnymi ogniami, a Panowie a niedopasowanych garniturach i poluzowanych krawatach podpalali fajerwerki. Pamiętam widok na okoliczne wioski i Dziurę Główną. Pamiętam też myśl "Może w tym roku, ale nic na siłę".
Z wymuszonym zaskoczeniem muszę przyznać, że w tym roku miałam do czynienia z umiarkowanie szalonymi zmianami. Prawie wszystko to działo się za sprawą jednej osoby. Przypuszczałam, że tak się kiedyś stanie. Że jedna osoba popchnie mnie do działania, żeby coś zmienić. Wystarczył jeden smutaśny post na 9chacie w niedzielę wieczorem. Napisało do mnie wtedy kilku chłopaków. Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać, z nim też nie. Pamiętam, że byłam dosyć śpiąca, ale z grzeczności odpisywałam. Podobał mi się kwiecisty język, ogromna dawka czułości i takiej przekornej pewności siebie. Wymiana numerami telefonów, pierwsza rozmowa. Spotkanie. Duże podwartościowanie niskiej samooceny. Czy to był powód czy przyczyna? Tego nie wiem. Nie mam już większej nadziei na ponowne zetknięcie się naszych ścieżek czy zwykłe spotkanie przy kawie, ale jestem wdzięczna, za to co mnie spotkało.
1. Jestem weselsza
Mam duży problem z przystosowaniem się do środowiska, może coś w deser społeczno-socjalneej dysfunkcji. Z drugiej strony jestem dobrym manipulatorem (czasem) i chciałam to wykorzystywać do własnych celów. Jestem bardziej otwarta i zyskałam w ostatnich miesiącach dwie nowe koleżanki z którymi spędzam czas. Nie jestem już taka apatyczna i w nieustannie złym humorze. Zdarza mi się być wesołą, uśmiechniętą. To nie narkotyki, niestety.
2. Schudłam
Wraz ze zmianami wewnętrznymi zaczęłam wprowadzać zmiany zewnętrzne. Kilka kilogramów mniej robi różnicę. Nawet na pasku od spodni :P. Jeszcze to nie jest ideał (no raczej) ale przez to mniej się garbię i mam całkiem ładną figurę.
3. Płakałam
Bardzo dużo. Od lipca jednak tylko raz zdarzyło mi się doprowadzić do takiego stanu, że się trzęsłam (nie wiem jak jak opisać takie lekkie konwulsje) i zaczynała mnie boleć głowa. Dzięki temu znam też sposoby na szybkie zamaskowanie nocnego płakania, by rankiem nikt się nie zorientował, patrząc na twojego opuchnięte powieki, że jesteś zwykłą pizdą.
4. Porzuciłam nałogi
W lutym, po niezdanym egzaminie z morfologii, poszłam się napić i coś zapalić. W końcu trafiłam do domu znajomej, gdzie rozdzieliliśmy kolejny litr alkoholu i 2 paczki papierosów na trzy. Około szóstej nad ranem wróciłam do domu. Wszystko, co miałam na sobie wrzuciłam do pralki. A ja sama myłam włosy 4 razy, zanim pozbyłam się okropnego zapachu papierosów.
Alkohol. Może nie porzuciłam zupełnie, ale zmieniłam swój profil. Lubię się napić i nie kryję uwielbienia do drinków z palemką. Taka przyjemność raz na kilka tygodni jest całkiem wporzo.
5. Nie oczekuję
Nauczyłam się w tym roku jednej bardzo ważnej rzeczy. Nie oczekiwać. Po ludziach można spodziewać się tylko najgorszego. Lepiej się pozytywnie rozczarować. Wychodzę z reakcją do otoczenia (czy osoby) nie liczę na interakcję. Teraz zacytuję sama siebie:
Brak odpowiedzi też jest odpowiedzią.
Tylko trochę bardziej boli. Pokłuje. Nim się obejrzysz minie tydzień. Miesiąc. Rok.
A co przyniesie następny? Chciałabym w końcu spotkać kogoś, kogo pokocham, kto pokocha mnie. I wam, wszystkim samotnym serduszkom, życzę tego samego.
drinki - spoko. nieoczekiwanie - spoko. płakanie - czasem spoko.
OdpowiedzUsuńdużo dobrego w 2k16 X