27 stycznia 2017

Constans czyli smutków ciąg dalszy

Czyli u mnie jak zwykle. Rozczarowania i raczej, co ciekawe, szybkie pogodzenie się z odrzuceniem.

Maiłam sobie takiego stalkera. W sensie nie, że grzebał mi w śmieciach, ale raczej takiego znajomego co potrafiliśmy śmieszkować kilka godzin dziennie. I tak się to ciągało od września 2015 roku. I było tak se ale pojawiły się jakieś żaluzje, aluzje, uśmieszki, wymieniliśmy się telefonami. I tak planowaliśmy spotkanie. I tak sobie je planowaliśmy, że do mnie przyjedzie i spędzimy ze sobą trochę czasu i się poznamy i że po Świętach będzie miał urlop. I tak sobie o tym gaworzyliśmy, aż się okazało, że sobie znalazł dziewczynę.

och.

Trochę to było smutne. Tak smutne, że zapaliłam sobie kilka papierosów i z żalu nie jadłam przez 2 dni. To ciekawe bo nigdy takie coś mi się nie zdarzyło. Przykre, że jedyna rzecz, która utrzymywała Cię przy uśmiechu jebła się jak pusta butelka ze stołu. Niemniej jednak to doprowadziło mnie do takiego przemyślenia, że nie może być tak w życiu, że jakiś pajac będzie Cię podtrzymywał bo się szybciej wywalisz niż wstaniesz. Tylko Ty sam musisz sobie poprzestawiać w głowie, żeby się trzymać i nie puszczać (zwłaszcza z byle kim!).

Moglibyśmy to uznać za sprzyjające wydarzenie i takie zamykające rok 2016. Nota bene 9 rok w astrologii i chiromancji, a to oznacza koniec pewnych rozdziałów, zamykanie pewnych spraw i zaczynanie od nowa. Czyli taki, że tak powiem kosz to super sprawa bo pozbyłam się z życia jakiegoś pajaca i teraz już tylko piękne życie, Kalifornia 1976 i wiatr zjawiskowo targający włosy. Żeby było śmieszniej, nie jest mi teraz (ponad miesiąc po) jakoś bardzo żal; bądź co bądź sama sobie powiedziałam albo w te albo we wte, choć osobiście wolałabym się poprzytulać z żywym loszkiem niż z kołderką. Stalknęłam sobie tą jego nową dziewczynę - takie typowe emo, mroczne klimaty i artystyczna dusza. Nie, żebym była jakaś mega piękna, ale myślę, że mam ciut więcej uroku osobistego i nie muszę sobie domalowywać brwi (hihihihi). Lepiej, że tak się to zakończyło zanim się zaczęło, bo jakby przyjechał i doszłoby do czegoś, ze tak powiem przyjemniejszego to nie wiem czy wyszłabym z domu przez kilka miesięcy. I to bardziej, ze wstydu, że dałam się tak wykorzystać.

Krótko podsumowując - 2016 to constans smutków, rozczarowań i przede wszystkim koszów od chłopaków, ale też realizacji, że jak ja se sama czegoś nie zrobię, to będę tak czekała do usranej śmierci.

Wspomniałam to takim loszku - starcu w młodym ciele, którego pragnęłam wykorzystać w jakiś sposób. To zabawne, ale znów się z nim spotykam i dalej z nim nie rozmawiam. Jakieś pogaduszki - tylko grzecznościowo, tak kilka zdań, nie za dużo. Chyba na naszym pierwszym spotkaniu pogadaliśmy więcej niż przez ostatnie kilka razem wziętych. Jest między nami jakaś taka cicha umowa, jakbyśmy oboje wiedzieli, że to czasowe, ze nie jesteśmy tymi osobami, z którymi powinniśmy się spotykać. On - z moich domysłów i smutku w oczach - wciąż żyje w przeszłości. Ja - po prostu na tę chwilę potrzebuję kogoś, kto by mnie potrzymał za rękę. Podnieca mnie jego dotyk, ale nie chcę nic więcej ni pocałunków i dotyku. Myślę, że można mu zaufać, ale pod tą sztywną postawą siedzi coś strasznego lub smutnego. Chcę być blisko, ale nie zamierzam z nim uprawiać ani roślin okopowych ani seksu. To nie byłoby to, czego chcę w życiu, a po wszystkim gryzłyby mnie wyrzuty sumienia.

I wiecie co, dobrze jest, jak jest. Od paru tygodni jest całkiem wporzo, mimo wszystkich tych nieprzyjemności.

W sumie, pieniądze z korpo trochę wynagradzają smutki dnia codziennego.

1 komentarz:

  1. szkoda, że roślin okopowych też nie :(
    życzę fortuny z korpo i samych dobrych tygodni. takich wporzo.
    joł :*

    OdpowiedzUsuń

Anonimy dostaję wetknięte w pranie. Tyle smaczku w życiu mi wystarczy.